Pierwsze dni w żłobku

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Jak pewnie zauważyliście, temat żłobka towarzyszy nam od maja. Długo zbierałam się by coś o tym napisać. Były emocje i nerwy. W tygodniu przed pójściem do żłobka Młoda dostała temperatury i już trzy dni przed 1 września, spała z nami w nocy. Ogólnie w dzień nie wykazywała by się denerwowała czy, że nie chciałaby pójść. Jednak w nocy była niespokojna.

Nadszedł 1 września...

Dla mnie to wielkie wydarzenie. Zdecydowałam się, że moje dziecko pójdzie do żłobka i będzie pod opieką nieznanych mi osób. Bałam się bardzo. Pierwsze dni zapowiadały wielką niepewność jak to będzie. Nie chcieliśmy by chodziła tam, bo jej karzemy a dlatego, że bardzo jej się podoba. Borykałam się z myślami czy nie robię jej krzywdy, czy to na pewno dobry pomysł? Zastanawiałam się, czy cztery dni adaptacji wystarczą, by się zaaklimatyzowała? Pytań było wiele.

Stwierdziliśmy, że te cztery dni podzielimy między sobą. Pierwszego dnia Młoda poszła ze mną, drugiego z T. Pierwsze dni spędziliśmy z nią na sali, czasem wychodząc na korytarz by jednak została sama. Kolejne dwa dni adaptacji były bardzo podobne. Tłumacząc jej, że jesteśmy na korytarzu, bez problemu dała się wprowadzić na salę zabaw w żłobku i zupełnie się na nas nie oglądała.



I wiecie co?

Moje obawy były totalnie niepotrzebne. Teraz mamy taki „problem”, że gdy idę po Młodą do żłobka o 15:30 jest awantura, że ona musi iść do domu. Śmiejemy się z T., że on miał być tym złym co ją zaprowadza a ja tą dobrą co ją odbiera. A wychodzi na to, że ja jestem ta zła bo zabieram ją do domu :) Panie i całe otoczenie w żłobku jest cudowne. Gdy okazało się, że dostaliśmy się do żłobka drugiego wyboru nie byłam zadowolona, wręcz trochę zaniepokojona. Gdy przeczytałam opinie, byłam pewna, że chyba ktoś nad nami czuwa, że tak nam się poszczęściło. I tak jak czytałam, że to żłobek, z którego dzieci nie chcą wychodzić do domu, tak sama odczuwam to na własnej skórze. Bardzo się cieszę, że adaptacja poszła nam tak dobrze a Młoda czuje się tam aż tak rewelacyjnie.
Przez te kilka dni stała się taka "dorosła". Mówi więcej, zachowuje się grzecznie, nie szarpiemy się przy jedzeniu a siadamy do stołu i je zupę. Bez gadania! :) Aż strach pomyśleć jak to będzie dalej jak teraz jest tak dobrze.

A jak ja?

Czuję się dziwnie gdy Młodej nie ma w domu. Wiem, że to takie przygotowanie przed powrotem do pracy, ale jednak czuję się nieswojo. W domu zostałam z Kruszynką. Mogę jej poświęcić 100% swojego czasu co jest dla mnie bardzo ważne. Jednak wiecie co? Tęsknię za tym moim małym diabełkiem, jest cicho, spokojnie. I nie boję się przyznać – tak! Jest cudownie! Mimo tego, że za nią bardzo tęsknię to jest cudownie pójść do sklepu i nie musieć jej pilnować! Cudownie jest w spokoju zjeść śniadanie i wypić ciepłą kawę! Cudownie jest mieć dużo czasu w ciągu dnia! I cudownie patrzeć jak Kruszynka rośnie i widzieć każdy szczegół!

Trzymajcie kciuki by Młoda dalej tak chętnie wybywała z domu by posiedzieć z ciociami w żłobku!

Miłego dnia!
A.

0 komentarze: