Rodzeństwo-siostra

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Ostatnio stwierdziłam, że muszę napisać tu coś bardzo osobistego. O kimś kto jest jedną z ważniejszych osób w moim życiu- mojej SIOSTRZE... K. To najlepsza siostra na świecie jaką mogłam sobie wymarzyć. Zawsze mogę na niej polegać, zawsze wesprze dobrym słowem czy radą. Gdy ma inne zadanie niż ja, nie boi się go wypowiedzieć co bardzo w niej cenię.

Nie zawsze tak było. Kiedyś strasznie darłyśmy "koty". Nie potrafiłyśmy się zbytnio dogadać a siebie traktowałyśmy raczej w kategorii wroga. Jest między Nami 5 lat różnicy co znacząco wpływało na Nasze życie, zwłaszcza w okresie dojrzewania. Jesteśmy jak ogień i woda. K. cicha, spokojna, analizująca każdy zakup po kilkanaście razy. Ja bardzo energiczna, czasem histeryczka, mówiąca co ślina mi przyniesie na język. Dzięki tym różnicom uzupełniamy się w 100%.

Teraz gdy każda z Nas jest dorosła, założyła rodzinę, dogadujemy się rewelacyjnie. Rozumiemy się bez słów a codzienne rozmowy, chociażby na komunikatorze są dla Nas naturalną koleją rzeczy. Jesteśmy bardzo ze sobą związane, nie tylko jako siostry ale jak prawdziwe przyjaciółki od serca. Możemy ponarzekać na otaczający Nas świat, pośmiać się z siebie i doradzić sobie nawzajem odnośnie wychowywania dzieci. Obie jesteśmy chrzestnymi u swoich dzieci- ja u jej maluszka a ona u Młodej. Wiem, że gdyby nam się coś stało, to K. zaopiekuje się dziewczynkami. Kocha je bardzo i zrobi dla nich wszystko. Widać to wtedy gdy na nie patrzy. Zawsze stanie po mojej stronie i tego jak je z T. wychowujemy, gdy np babcia z dziadkiem chcą im przemycić jakieś słodkości poza Naszą wiedzą. 


To że mam siostrę wiele mnie nauczyło. Dzielenia się, dojrzałości, cierpliwości i przede wszystkim tego, że gdy zabraknie Nam rodziców, to mamy siebie. Cieszę się, że moje dziewczynki mają siebie, i że gdy mnie kiedyś zabraknie będą razem. Z całego serca chciałabym by dogadywały się ze sobą, tak, jak ja dogaduje się ze swoją siostrą.  

Kocham moją siostrę. Dziękuje rodzicom, że ją mam. 

A.

0 komentarze:

Balkonowy zielnik

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Temat ziół przewija się u mnie przez cały rok. W ubiegłym roku T. pomógł mi zorganizować zielnik w kuchni. W tym roku postanowiłam, że mój zielnik zostanie przeniesiony na balkon. Była to decyzja bardzo trafiona, bo odkąd zioła są na balkonie rosną jak oszalałe. 

W tym roku można u mnie znaleźć:

 Pomidory balkonowe - idealne do sałatki czy jako przekąska prosto z krzaka

Liść laurowy - idealny przy gotowaniu wywaru na zupę

 Tymianek - najlepszy przy sosach pomidorowych i zapiekankach z pieczywa

 Oregano - używam najczęściej do sosu pomidorowego, do lasagne czy pizzy

Mięta truskawkowa - świetnie komponuje się z lemoniadą truskawkową ale i wodą z cytryną

Rozmaryn - najczęściej wykorzystuje przy przygotowywaniu steka

Mięta marokańska - orzeźwiająca i idealnie pasująca do sałatki owocowej

Szałwia - najlepsza do sosu maślano-szałwiowego

 Werbena cytrynowa - idealna przy przygotowywaniu ryb, współgra też z wodą i cytryną

 Stewia - aby herbata była naturalnie słodka

Mięta klasyczna- by woda nie była tylko wodą do picia

 Melisa - świetna do sałatki owocowej czy jogurtu

 Curry - bo T. bardzo je lubi

Mięta pieprzowa - idealna na rozpoczęcie dnia do szklanki z wodą, cytryną, miodem i imbirem

Bazylia - pyszna, aromatyczna, idealna do koktajli ze świeżych owoców

Poziomki - najlepsze prosto z krzaka


A u Was jakie zioła królują?

A.

0 komentarze:

Lemoniada truskawkowa

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Dzisiaj cały dzień popijałyśmy z moją siostrą pyszną lemoniadę truskawkową. Jest po prostu genialna! Zwłaszcza na tak ciepłe dni jakie są przed Nami.

Na 1,5 litra lemoniady potrzebujemy:

1 kg truskawek
3-4 cytryny
3/4 szklanki cukru
2 opakowania cukru waniliowego
1,5 szklanki wody
woda
lód



Dzień wcześniej robimy syrop cukrowy czyli cukier tradycyjny oraz cukier waniliowy zalewamy wodą i stawiamy w rondelku na gaz. Podgrzewamy do rozpuszczenia się cukru. Studzimy i wstawiamy do lodówki na całą noc. 



Następnie wykańczamy lemoniadę. Truskawki myjemy i zalewamy sokiem z cytryny. Truskawki z sokiem blendujemy dokładnie blenderem. Możecie przecedzić przez sitko sos truskawkowy jednak ja  lubię jak coś mi pływa w lemoniadzie i dokładnie zmiksowane truskawki przelewam do dzbanka. Do truskawek dodajemy zrobiony wcześniej syrop cukrowy, lód oraz dopełniamy wodą po brzegi dzbanka. Podajemy z kawałkami truskawek i miętą, najlepiej truskawkową:)

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Asertywny rodzic

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Przeczytałam ostatnio coś co sprawiło, że postanowiłam napisać coś o naszej rodzicielskiej asertywności: 

"Granice warto dziecku komunikować – werbalnie lub niewerbalnie – od samego początku. Według zwolenników rodzicielstwa bliskości granice to to, co się mamie i tacie nie podoba, na co oni się w żadnym wypadku nie zgodzą. Nie jest zatem żadnym okrucieństwem powiedzenie półtorarocznemu dziecku: “Nie lubię, kiedy rozrzucasz zabawki”. Odmówić i wskazać zachowanie, na którym nam zależy, można w swoim własnym, przyjętym kodzie językowym. Jeśli mówisz “kochanie”, “skarbie”, zdrabniasz wszystko, nie rezygnuj z tego mówiąc “nie”. Asertywność zakłada szacunek i prawo każdego do odmowy – niezależnie od wieku. Zakłada, że szczerze powiem, kiedy coś mi się nie podoba – a jeśli tego nie zrobię, daję drugiemu komunikat, że wszystko jest porządku. Jeśli dziecko staje ci na stopie, a ty nic nie mówisz – może ono uznać, że ci to nie przeszkadza. A jeśli nie masz nic przeciwko, można robić tak dalej… Dorosły w relacji z dzieckiem (i nie tylko) jest odpowiedzialny za komunikowanie swoich granic. Jeśli nie ma granicy, każdy może wejść, prawda? Jeśli ty zadbasz o swoje granice, dziecko ucząc się od ciebie w sposób naturalny będzie określać swoje. Odmawiaj – dziecko nauczy się, że ktoś może odmówić, a co za tym idzie – że ONO może odmówić. Rób to z szacunkiem, dziecko nauczy się odmawiać z szacunkiem. Bądź asertywnym rodzicem od początku, a twoje dziecko również będzie asertywne."


Granice warto wyznaczać. Od samego początku. Jak jeszcze Młoda była malutka a teraz z Kruszynką, uczymy że nie wolno nikogo bić. Nie wolno ciągnąć za włosy, kota za ogon czy uderzać w twarz. To ostatnie tyczy się Kruszynki - jest jeszcze malutka więc za każdym razem jak bawi się z Młodą i bije ją rączkami po twarzy mówimy, żeby robiła to delikatnie i jej rączkami głaszczemy buzię Młodej. Oczywiście, można stwierdzić, że to malutkie dziecko, nic nie rozumiejące. Nie zgadzam się z tym, bo uważam, że owszem to mały człowiek jednak doskonale wie co robi. Sami poobserwujcie swoje dzieci i powiedzcie mi, że wasze dziecko takie nie jest. Czy nie jest tak, że doskonale wie kto jest "najsłabszym ogniwem" i zawsze jęczy, mędzi i wymusza na tej osobie?

Bycie asertywnym rodzicem jest niebywale trudne. Ja asertywność rozpatruje nie tylko w temacie wyznaczania granic ale w samym temacie bycia asertywnym. Często zdarza się, że zapominamy się i zupełnie nieświadomie robimy coś za dziecko lub dajemy sobą rządzić. U Nas od początku pilnujemy aby Młoda odkładała zabawki na miejsce gdy kończy się nimi bawić czy sprzątamy wspólnie zabawki gdy jest pora wieczornego spania. Nie raz zdarzyło mi się sprzątać po niej - bo tak szybciej, bo mnie denerwują porozwalane zabawki czy po prostu bo tak. Pamiętajcie, że zasady raz ustalone są zasadami nie do ruszenia. Gwarantuję Wam, że jak raz coś zrobicie za dziecko, to wykorzysta to i będziecie się bujać przez kolejny miesiąc z tym, by ponownie samodzielnie po sobie sprzątało.

Nawet jak chcesz być przyjacielem swojego dziecka to pamiętaj, że jesteś przede wszystkim jego rodzicem. Nie dajcie sobie wejść na głowę i respektujcie sami swoje "groźby". Bądźcie konsekwentni jeśli mówicie dziecku, że ogląda ostatnią bajkę to niech to będzie faktycznie ostatnia bajka a nie przeciąganie oglądania bajki trwa jeszcze godzinę bo dziecko mówi "jeszcze jedną mamo".... i tak do usranej śmierci. Dziecko nigdy nie będzie się Was słuchało bo i tak wie, że "to ostatnia bajka" nigdy się nie wydarzy od razu tylko właśnie za godzinę. Bycie rodzicem można połączyć z byciem przyjacielem dla swojego dziecka. Jednak konsekwencja w działaniu jest tutaj złotym środkiem. 

Na dziś kończę swoje przemyślenia na temat asertywności i wyznaczania granic. Ciekawa jestem jak to wygląda u Was?

A.

0 komentarze:

Czekoladowa tarta wegańska

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Nie ukrywam, że desery wegańskie są dla mnie bardzo ciekawą dziedziną pieczenia. Ciągle się jej uczę i staram się być coraz lepsza w ich robieniu:) Dzisiaj wybieramy się na imieniny do mojej Mamy i z tej okazji zrobiłam tartę której oryginalny przepis znajdziecie na: http://weganon.pl/2016/04/czekoladowa-tarta-z-tahina.html

Na spód do tarty potrzebujemy:
300 g wiórków kokosowych
100 g pestek słonecznika
2 małe banany
2 łyżki syropu klonowego


Wiórki i sezam mieliny do uzyskania drobnych okruszków - najlepiej w blenderze. Do gotowych okruszków dodajemy ugniecione banany i syrop klonowy. Jeśli macie ochotę by było słodsze można dodać więcej syropu klonowego lub cukru pudru. Tak przygotowane ciasto wyklejamy blachę wyłożoną papierem i wkładamy do lodówki na około godzinę do zestalenia się.

Nadzienie tarty:
puszka mleka kokosowego z minimum 80% kokosa - wstawiona na kilka godzin do lodówki
5 łyżek pasty sezamowej - Tahini
2 czekolady gorzkie 70% po 100 g każda
2 łyżki syropu klonowego
cynamon do posypania
owoce do dekoracji

Z puszki mleka kokosowego wyjmujemy tylko tą "stałą" część. Wkładamy do rondelka razem z pastą sezamową. Podgrzewamy do momentu lekkiego zagotowania i wyłączamy palnik. Dorzucamy pokruszoną czekoladę i mieszamy rózgą do jej roztopienia. Syrop klonowy dodajemy do smaku. Gotowe nadzienie wylewamy na przygotowany wcześniej spód tarty. Dekorujemy ulubionymi owocami, posypujemy cynamonem i wkładamy do lodówki do stężenia się kremu.

Smacznego!
A.

0 komentarze:

Żłobek - pierwsze myśli Matki...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Żłobek...

Temat żłobka ciągnął się u Nas już od dawna. Jak tylko Kruszynka się urodziła, zastanawialiśmy się nad posłaniem Młodej do żłobka. Biłam się z myślami czy to dobry pomysł. Jestem przecież w domu końca 2016 roku więc mogłabym poświęcić jej czas na rozwijanie się. Pod koniec ubiegłego roku decyzja o wysłaniu Młodej do żłobka była już pewna. Rozwija się świetnie, jest samodzielna, bardzo bystra i szybko się uczy. Zauważyłam, że nawet gdybym stawała na głowie, w domu po prostu jej się nudzi. Nie mówię, że mam najmądrzejsze dziecko na świecie, jednak z pełną świadomością mogę powiedzieć, że Młoda jest na poziomie intelektualnym powyżej przeciętnej jeśli chodzi o swój wiek. Myślę, że nie bez przyczyny ludzie mówią, że ma 3 lata a nie 2, które faktycznie ma. To najlepszy czas by poszła do dzieci i rozwijała się nadal tak ładnie jak do tej pory.


Mówiąc Młodej, że dostała się do żłobka miałam łzy w oczach. Jednak widząc jej uśmiech na twarzy i słowa "mamo! będę mogła sama z dziećmi huśtać się na huśtawce?" wiedziałam, że jest szczęśliwa. Zaczyna się w Naszym życiu nowy etap. Zrozumiałam, że nie jest już nieporadnym malutkim dzieciaczkiem a dziewczynką, która bardzo świadomie i samodzielnie sobie radzi w życiu codziennym. Z jednej strony myślę sobie, że jak pójdzie do żłobka to będzie strasznie pusto w domu. Z drugiej strony wiem, że to najlepsze rozwiązanie bo Młoda będzie szczęśliwa z dziećmi a ja będę mogła poświęcić w 100% uwagę Kruszynce. Już się nie mogę doczekać jak będziemy razem uczyć się nowych rzeczy. T. śmieje się ze mnie, że mam czas by się pogodzić z tym, że Młoda idzie do żłoba i że nie ma co lamentować bo i tak dłużej bym z nią psychicznie nie wytrzymała. Coś w tym jest :) zwłaszcza teraz gdy przechodzimy przez bunt dwulatka.

Jedno jest pewne. Zrozumiałam, że Młoda nie jest już taka malutka jak mi się wydawało. Zrozumiałam też, że zaczynamy nowy etap w Naszym rodzinnym życiu. Prędzej czy później wiedziałam, że to nastąpi i bardzo się cieszyłam, że będę miała chwile spokoju. Ostatnio daje mi nieźle popalić i coraz częściej zdarza mi się popłakać z bezradności. Jednak powiem Wam szczerze, że im bliżej temu by poszła "w świat żłobka" tym bardziej mi smutno. Coś w tym jest, że mówi się, że to rodzice bardziej przeżywają pójście dziecka do żłobka czy przedszkola, niż samo dziecko:)

A.

0 komentarze: