Męska pomocna dłoń przy opiece nad dzieckiem

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Zawsze mnie bawiło jak jeszcze nie było z Nami Kruszynki, że wychodząc T. nic sam nie zapakował do torby z rzeczy Młodej. Zawsze padało pytanie: "Smoczek spakowałaś? Pieluchy wzięłaś?". Potem gdy okazywało się, że czegoś zapomniałam najczęściej padało "No jak to nie wzięłaś tego?" Na samym początku strasznie mnie to bawiło, jednak z czasem doprowadza do szewskiej pasji. Teraz odpowiadam po chamsku "A ty smoczek wziąłeś?". 

Zastanawiałam się czy to moja zrzędliwość i czepliwość czy faktycznie z tymi Naszymi facetami jest coś nie tak? Rozumiem, że kobieta w momencie narodzin dziecka, pobudza w sobie matczyny instynkt, a facet jest gdzieś tam z boku. Jednak bez przesady przecież to ludzie myślący i jakiś wielkich rzeczy od nich nie wymagamy. Szukając ostatnio ratunku w tym temacie natrafiłam na bardzo ciekawy artykuł. http://www.sosrodzice.pl/5-sposobow-skutecznie-zniechecic-mezczyzne-pomocy-przy-dziecku-antyporadnik/


Najczęściej spotykam się ze stwierdzeniem, że ojciec dziecka nie pomaga przy dzieciach. Często dziewczyny mówią, że śpi w weekend do 12, czy że nie wie co dziecko lubi lub kiedy i co powinno zjeść. Po przeczytaniu tego artykułu i po obserwacji otoczenia stwierdzam, że mamy to na własne życzenie. Skoro dajesz spać do 12:00 to nie dziw się, że do tej pory śpi. U nas od samego początku, gdy tylko pojawiły się dzieci, zostało ustalone, że w momencie gdy T. wraca z pracy w tygodniu od razu zajmuje się dziećmi. W weekend również. Ja nie wstaje rano, nie zajmuje się dziećmi. Ktoś powie, że przecież on jest zmęczony bo pracuje w tygodniu ale czy ja jestem wypoczęta? Czy ja również nie jestem zmęczona? Praca zawodowa i praca w domu moim zdaniem jest porównywalna. Czasem jestem tak zmęczona i dziewczynki są tak absorbujące, że odliczam minuty jak T. wróci z pracy. Nawet jak pyta czy coś kupić to od razu mówię „nie nie nie wracaj jak najszybciej do domu”. Ten podział opieki nad dziewczynkami nie jest u Nas spowodowany jedynie moim zmęczeniem fizycznym i psychicznym. Jest to też spowodowane tym, by on jako ojciec również miał z nimi więź i to dużą. W tygodniu jest w domu wieczorami gdy one są już zmęczone a czasu przed położeniem ich spać jest mało. Dlatego powiedzieliśmy sobie, że w weekend będzie spędzał z nimi jak najwięcej czasu.


Ostatnio strasznie się wściekam, bo o co nie poproszę T. jeśli chodzi o dziewczynki to nie jest zrobione. Ma do zrobienia dwie rzeczy nakarmienie i wyjście na spacer lub zrobienie inhalacji i zakroplenie kropli to okazuje się, że zrobienie dwóch rzeczy graniczy z cudem. Wściekam się i dostaje białej gorączki, że to typowy facet, który nawet nie potrafi zrobić dwóch najprostszych rzeczy. Po przeczytaniu tego artykuły, którego link wrzuciłam Wam wyżej, mam pewną refleksję. Wściekam się na T., gdzie sama jestem sobie trochę winna. Owszem zajmuje się dziećmi w weekend czy wieczorami ale faktycznie za mało pozwalam mu robić tego typu rzeczy. Gdyby robił to częściej to pewnie by wiedział. Ja przy dzieciach nauczyłam się robić kilkanaście rzeczy na raz i stałam się bardziej zorganizowana. I teraz jak piszę ten artykuł to zdałam sobie sprawę, że pada u Nas stwierdzenie "Dobra daj sama to zrobię, bo będzie szybciej". A potem jestem wielce zdziwiona, że coś nie zostało zrobione. Skoro sama nie daje T. szansy by zrobił to w swoim tempie po swojemu, to nie mam prawa się wściekać. T. jest super tatą i bardzo mi pomaga. Myślę, że ten rygor jaki wprowadziłam z jego obowiązkiem opieki nad dziećmi w weekend, jest dla niego przyjemnością i naturalną rzeczą. Codziennie wychodząc do pracy mówi mi "Strasznie Ci zazdroszczę, że z nimi siedzisz cały dzień. One są takie super".

Dobra rada dla Nas Matek: Dajcie facetom opiekować się dziećmi po swojemu. Jak zrobią coś inaczej niż my to nic w tym złego. Jak robią błędy – to niech je robią, w końcu my też uczyłyśmy się opieki nad dziećmi, na własnych błędach.


Miłego dnia!
A.

1 komentarz: