Półtora roku Młodej

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

We wrześniu Młoda skończyła półtora roku. Z jednej strony dużo, z drugiej mało. Czas strasznie szybko przemyka i zanim się obejrzałam stała się w pełni samodzielną dziewczynką. Myślę, że najbardziej przyczynił się do tego fakt, że na wiele rzeczy jej pozwalamy. Pozwalamy w sensie, takim, że to ona sama wiele rzeczy odkrywa. Nie zabraniamy jej zjeżdżać ze zjeżdżalni, pokonywać przeszkody w postaci dołów/schodów czy prowadzić wózek z Kruszynką. Myślę, że nie bez przyczyny ludzie patrząc na nią mówią, że zachowuje się jak dwulatek. Duma mnie wtedy rozpiera :) 

Jakiś czas temu pisałam, że Młoda zrobiła się samodzielna. Owszem wtedy była samodzielna jednak progres jaki zrobiła ostatnio jest zdumiewający. W tej samodzielności staramy się ją wspierać. W jej pokoju zawisły wieszaczki na jej wysokości, na których wiszą rzeczy na dwór. Całkiem to fajne, że jak się ubieramy to wystarczy powiedzieć żeby przyniosła swoją kurtkę czy czapkę. Powstała również szafka z butami na jej wysokości przez co buty gdy wychodzimy są przez nią samodzielnie brane a gdy wracamy ze spaceru odkładane na miejsce. W ten sposób ona sama czuje, że jest samodzielna i podobnie jak my może sama schować buty czy kurtkę. Teraz gdy wszystko naśladuje myślę, że jest to dla niej bardzo ważne i wartościowe. 


Opłacało się tłuc jej do głowy, że na ulicy idziemy za rękę. Nie muszę już jej o tym przypominać bo w momencie gdy kończy się chodnik i dochodzimy do jezdni, sama chwyta mnie za rękę. Kilka miesięcy walki, również jej histerii, że mnie nie złapie bo nie ma ochoty. Jednak warto walczyć. Dziś to wiem i cieszę się, że wtedy nie odpuściłam.

Książki nadal czytamy pogłębiając wiedzę w sposób taki, że mówię jej aby pokazała daną rzecz. Jednak teraz gdy jesteśmy również na etapie powtarzania wszystkiego przez Młodą, stwierdziłam, że to wykorzystam. Czytamy książki również tak, aby to ona mówiła mi co jest na danym rysunku. Jak ostatnio pokazałam T., że tak robimy to powiedział "No przecież ona wie co to dynia, miś, pies, kot, koń, osioł. Nie rozumiem w czym nowość?" Dopiero gdy zauważyłam mu, że ja wiem, że ona wie ale że sama mówi, zrozumiał o co mi chodzi:) 

Co się jeszcze zmieniło? To półtora roku sprawiło, że zmieniło się jej zachowanie w porównaniu do ostatnich miesięcy. Jest bardziej świadoma i widać to przy każdej okazji. Teraz cudowne jest to jak opiekuje się Kruszynką. To jak ją przytula, całuje, głaszcze. Okazywanie uczuć doświadczamy również my, rodzice. Teraz sama z siebie przychodzi i się przytula czy głaszcze mnie po twarzy. Wieczorami przed spaniem jest buziak i przytulas - i jestem pewna że to zachowanie jest bardziej świadome niż kiedyś.



W tych wszystkich fajnych zachowaniach jej jako już całkiem dużej dziewczynki, są też takie, z którymi każdy rodzic musi się uporać. Jesteśmy na etapie buntu dwulatka. Trwa on już z dwa miesiące jednak myślę, że z dnia na dzień jest coraz lżej odczuwalny. Owszem Młoda kładzie się na podłodze/ulicy czy gdziekolwiek gdzie popadnie:) i uderza rękoma i nogami w podłoże. Kiedyś robiła to, bo nie rozumiała do końca co się do niej mówi, nie potrafiła wyrazić swoich uczyć. Teraz mam wrażenie, że jest w pełni świadoma, że jak tak pokrzyczy i powali rękoma to osiągnie zamierzony cel - taki dziecięcy szantaż jak to ja mówię. Niestety jednak trafiła na taką mamę, która  nie da sobie wejść na głowę i to nie ona rządzi mną tylko ja ją:)


Nie będę Wam ukrywać, bywa ciężko. Zwłaszcza teraz jak mam jeszcze Kruszynkę i jedna przez drugą płacze czy Młoda siedzi na środku pokoju i krzyczy w niebo głosy tak, że jej głos świdruje w bębenkach. Bywa ciężko ale spokój który mi towarzyszy sprawia, że widząc to Młoda szybko odpuszcza. Teraz częściej mówię jej by przyszła i powiedziała co się dzieje. By wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do tego miejsca co chce. Kiedyś nie zwracała na to uwagi. Teraz po takiej histerii i rozmowie, przy kolejnej, stara się właśnie tak zachować jak ją prosiłam. Niby małe dziecko jednak bardzo dużo z nią rozmawiamy. Od zawsze traktujemy ją jak normalnego człowieka i niby nie mówiliśmy do niej  zdrabniając jak do malutkiego dziecka. Nie mam w zwyczaju mówić kupka, obiadek, owocek itd. Od zawsze wychodziłam z założenia, że to człowiek tyle, że mały. Teraz obserwujemy tego efekty.

Dzieci uczą ogromnej cierpliwości :)


Miłego dnia!
A.

0 komentarze: