Czy dziecko, które ma obowiązki w domu jest dzieckiem nieszczęśliwym?

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

Poprzednio polecałam Wam, byście przeczytali artykuł znaleziony w sieci, o obowiązkach.

Nie wiem, jak podejdziecie do tego tematu ale u Nas, mimo, że Młoda ma rok, ma już swoje obowiązki. Od jakiegoś czasu bardzo dużo zaczęła rozumieć. O tym, jak dużo, napiszę w kolejnym artykule. Dziś trochę o obowiązkach i jak to u Nas wygląda.

Zaczęło się bardzo niepozornie bo od rozbierania się po spacerze. Młoda sama z siebie brała swoje  buty i zanosiła je do szuflady, w której miała wszystkie rzeczy na spacer. Stwierdziłam, że skoro tak chętnie to robi, to czemu tego nie wykorzystać?

Teraz jesteśmy na etapie, że przed spacerem wystarczy, że proszę Młodą by przyniosła rzeczy na spacer i usiadła na swoim krzesełku. Robi to bardzo chętnie a co najfajniejsze czasem wystarczy, że powiem, że idziemy na spacer a ona sama wszystko robi. Gdy jemy śniadanie to po prostu siada i je śniadanie samodzielnie. Jak skończy talerz jest odnoszony do kuchni. Cały czas trzymamy się zasady sprzątania zabawek przed posiłkiem i snem. Teraz jednak to ona wszystko sprząta i podaje mi a nie tak jak wcześniej ona uczy się, że każda zabawka ma swoje miejsce. Nawet gdy idziemy gdzieś w gości staramy się prosić ją by odkładała zabawki na miejsce, z którego je wzięła. Nie zawsze zabawki są u Nas w jednym miejscu. Często można je znaleźć w bardzo dziwnych miejscach:) Zawsze jednak Młodej powtarzam, że ja po niej sprzątać nie będę i proszę ją by podniosła jakąś rzecz z podłogi. Wszystkie śmieci typu, chusteczki, butelki plastikowe, papierki itd są przez Nią wyrzucane samodzielnie.

Gdy sprzątam w domu, jedna ściereczka musi być jej, bo wyciera razem ze mną kurze. Tutaj nie,  że karzę jej sprzątać, tylko sama ma taką potrzebę. Ostatnio był płacz bo nie chciałam jej oddać zmiotki:) Rzeczy ze zmywarki zawsze mi podaje, co teraz gdy brzuch mam coraz większy jest bardzo pomocne:) W każdej możliwej sytuacji jest uczona porządku i szacunku do zabawek.

Jedni powiedzą, że to rygor. Inni pewnie, że to wykorzystywanie dziecka. A jeszcze inni pochwalą, że fajnie, że tak chętnie chce się uczyć i pomagać.
Ja rozpatruję to w kontekście tego, że chętnie dam sobie pomóc jeśli Młoda ma na to ochotę. Chcę uczyć ją jak najwięcej. Uważam, że fajne jest to, że robi to sama z siebie i że czuje się potrzebna. Ja sama czuję, że przez takie obowiązki, Młoda czynnie uczestniczy w życiu Naszego domu. Uważam, że od małego dobrze by dziecko miało szacunek do prac domowych i do zabawek.

A.

2 komentarze:

  1. Nauka przez zabawę, to bardzo ważna rzecz :) A to, że nasze dzieci same garną się do takich domowych obowiązków, to dla nich kolejny etap poznawania świata ;) Im szybciej je nauczymy różnych rzeczy, tym łatwiej będzie nam później. Po prostu krok po kroku w samodzielność ;) A dla mamy trochę więcej chwil oddechu :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasza dwuletnia M. sama sprząta po zabawie, odnosi kubki i talerze,wie gdzie co na miejsce... Czasem oczywiście przypominamy, że trzeba posprzątać, ale robi to bez problemu. Czasem też sprząta sama z siebie, czy to wylany sok, czy plamę na lustrze. I nawet jeśi robi to 5 razy dłużej niż ja, wolę, aby zrobiła to sama, niech się uczy :)

    OdpowiedzUsuń