Czy płeć naprawdę ma znaczenie…?

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

Kiedy dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży byliśmy zaskoczeni. Oczywiście, mile zaskoczeni:)
Od razu padły pytania, jaką płeć byśmy chcieli. Jak byliśmy na usg też padło pytanie "co było zamówione?". Zawsze odpowiadamy tak samo. Zamówione było zdrowe:) Tak samo jak z Młodą tak i teraz nie ma znaczenia jaka jest płeć. Najważniejsze by dziecko było zdrowe.

Jak wiecie jestem w piątym miesiącu ciąży.
Na początku mówiono Nam, że będzie dziewczynka. Ostatnio jednak lekarz zmienił zdanie i powiedział, że wygląda, że chyba jednak będziemy mieć syna. Ostatecznie i już potwierdzone jest, że będziemy mieć w domu babiniec:) Oczywiście T. jest przerażony, choć w pozytywnym tego słowa znaczeniu:)

Jak powiedzieliśmy znajomym, że będzie dziewczynka reakcje były podzielone. Jedni bardzo się cieszyli bo fajnie, że dwie dziewczynki. Inni mówili, że szkoda, bo fajnie by było mieć parkę. Jeszcze inni komentowali to w sposób Moim zdaniem nie odpowiedni a wręcz przykry - co z T. za facet, że nie potrafi zrobić syna. A na koniec usłyszeliśmy, że i tak nigdy nie będziemy mieć syna bo skoro druga córka to już nie będzie Nam dany syn, i że zazwyczaj jest tak, że ma się dzieci o tej samej płci.

Zastanawiam się jednak czy faktycznie płeć ma takie wielkie znaczenie? Czy to faktycznie takie ważne czy jest syn czy nie? Nie rozumiem takich komentarzy i uważam, że są po pierwsze zbędne a po drugie nie na miejscu. Niektórzy ludzie nie mają wyczucia w takich tematach. Gdybym była złośliwa, to odpowiadałabym osobom, które mają tylko synów- "a co Ty nie umiesz córki zrobić?". Uważam jednak, że nie ma znaczenia płeć tylko najważniejsze z tego wszystkiego jest to, by dziecko było zdrowe. To samo z tym, że nie będziemy mieć nigdy syna. Co za bzdura, że jak ma się pierwszą córkę, to druga również będzie córka. Zastanawiam się czasem, czy to jest faktycznie udowodnione badaniami czy po prostu ktoś tak gada dla samego gadania?:) Wśród Naszych znajomych są bowiem same parki i jesteśmy jedną z pierwszych par, które mają dzieci o tej samej płci.

Przy okazji Naszej niepewności płci zastanawialiśmy się czy z miłością do córki a z miłością do syna jest inaczej? Nawet słyszeliśmy gdzieś w niedalekim środowisku, że córkę kocha się inaczej. Że synowi, ojciec, nie może mówić cały czas, że go kocha. Nie wypada ojcu cały czas przytulać syna. Stwierdziłam, że wydaje mi się to stereotypowym zachowaniem. Często faceci budują w sobie taką teorię, że z synem trzeba ostro. A czemu ostro? Przecież można pokazywać mu i dawać mu odczuwać Naszą miłość i nie ma w tym nic złego. Czy to chłopiec czy dziewczynka to przecież kochamy tak samo:) Przynajmniej ja mam takie zdanie:)


A Wy jakie macie zdanie w tym temacie? Spotkaliście się kiedyś z podobnymi komentarzami? A może wręcz przeciwnie, spotkało Was coś o czym tutaj nie wspomniałam?
Piszcie, jestem ciekawa.


A.

2 komentarze:

Placek gruszkowy

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Ciasto tradycyjnie inspirowane Moimi Wypiekami.

Jest niebywale szybkie i łatwe do zrobienia. Zrobiłam je gdy okazało się, że mamy mieć niespodziewanych Gości. Sprawdziło się idealnie.

Potrzebujemy:
500 gram gruszek
sok z 1 cytryny
2 jajka, które roztrzepujemy
50 gram roztopionego masła
75 gram mąki
70 gram cukru
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia


Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.

Formę  o średnicy około 20 cm wykładamy papierem do pieczenia. Piekarnik nastawiamy na 175 stopni.

Gruszki obieramy, wycinamy gniazda i kroimy w drobną kostkę. Wrzucamy do miseczki i polewamy sokiem z cytryny. Odstawiamy na czas przygotowania ciasta.

Mąkę i proszek do pieczenia przesiać przez sitko.

Jajka roztrzepać w misie miksera, dodać masło i zmiksować. Dodać mąkę z proszkiem do pieczenia. Gdy składniki wymieszają się dodajemy cukier i miksujemy dalej.
Do tak przygotowanego ciasta dodajemy gruszki, razem z sokiem. Mieszamy łyżką do połączenia się składników. 

Ciasto przelewamy do blachy i wkładamy do nagrzanego piekarnika. Pieczemy około 30-45 minut. W zależności jaki macie piekarnik ale generalnie do "suchego" patyczka. Studzimy i posypujemy cukrem pudrem.





Smacznego!!!

A.

1 komentarze:

3 ważne pytania na dobranoc

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Dawno nie było czegoś z sieci.
Ten artykuł podesłała mi bliska koleżanka, która stwierdziła, że sprawdza się to również w jej związku. Po dłuższym przemyśleniu myślę, że to bardzo fajna tradycja i z T. też tak będziemy robić:)

Poniżej link do przeczytania:) sami sprawdźcie!

My póki co mamy tradycje z Młodą, że przytulamy się długo przed spaniem dajemy buziaki, mówimy "Kocham Cię, śpij dobrze". Jednak myślę, że jak tylko będzie na tyle kumata by Nam wszystko opowiadać to będziemy tak właśnie robić. Już się nie mogę doczekać:)


Miłego dnia!

A.

0 komentarze:

Mówmy do dzieci normalnie

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Ten temat trapi mnie od bardzo dawna. Jest to temat dla mnie bardzo ważny, bo myślę, że w jakiś sposób kształtuje Nasze dziecko.

Wiele ludzi zwraca mi uwagę, że nie mówię do dziecka jak do dziecka, tylko jak do dorosłego człowieka. Czy to złe? Nie mi oceniać prawdę mówiąc. Odkąd pamiętam, podchodziłam do tego tematu bardzo naturalnie. Nie chciałam i nie chcę nikogo udawać. Nie podoba mi się, gdy do dziecka się zdrabnia czy mówi się niewyraźnie. Po co to robić?!

Wychodzę z założenia, że dziecko jest człowiekiem rozumnym. To, że jest małym człowiekiem, który poznaje świat, nie znaczy że nic nie rozumie. W momencie gdy mówimy do dziecka "nio cio tam? jak siem dzisiaj sipało?". I wszystko oczywiście intonując w odpowiedni do tych słów sposób, uczymy dziecka niepoprawnej mowy. Nie ma co się potem dziwić, że dziecko mówi niepoprawnie. To tak jak z  tym, że dziecko najpierw zaczyna mówić "nie" a nie "tak". Jest to spowodowane tym, że najczęściej czegoś zakazujemy. Mówimy, nie wolno, nie rób tak czy tak, nie krzycz itd. Najczęściej używamy słowa "nie", a że dziecko Nas naśladuje i chłonie jak gąbka, to właśnie "nie" jest najczęściej pierwsze. Takie zdrabnianie i nie poprawne mówienie, również jest szybko pochłaniane przez dziecko.
Jak ktoś właśnie tak zdrabnia do Młodej, to mówimy "ale nie musisz do niej mówić jak do nienormalnej. Możesz mówić normalnie, ona to bardziej zrozumie niż taką dziwną mowę:)".

Od malutkiego, rozmawialiśmy z nią normalnie. Tak, jakby była dorosłym człowiekiem, tylko mniejszym:) Nie używamy dziwnych słów, staramy się nie zdrabniać. Kot to kot a nie kotek. Kot to kot a nie, że udajemy jak miauczy kot. Jak już to mówimy, że kot robi tak i tak. Najgorsze jest dla mnie, jak dziecko nie potrafi nazwać zwierzęcia a tylko je naśladuje. Wychodzę z założenia, że trzeba traktować ją jak normalnego człowieka. Bo ona jest rozumna, tylko nie potrafi się wysłowić. I to Naszym zadaniem, jest nauczyć ją całego zasobu słownictwa. I to przede wszystkim poprawnego słownictwa.

Nie wiem jakie macie zdanie w tym temacie. Chętnie je poznam bo ciekawa jestem, jak to jest u innych i czy też jesteście tak "drażliwi" w tym temacie jak ja:)

A.

1 komentarze:

Czy dziecko, które ma obowiązki w domu jest dzieckiem nieszczęśliwym?

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

Poprzednio polecałam Wam, byście przeczytali artykuł znaleziony w sieci, o obowiązkach.

Nie wiem, jak podejdziecie do tego tematu ale u Nas, mimo, że Młoda ma rok, ma już swoje obowiązki. Od jakiegoś czasu bardzo dużo zaczęła rozumieć. O tym, jak dużo, napiszę w kolejnym artykule. Dziś trochę o obowiązkach i jak to u Nas wygląda.

Zaczęło się bardzo niepozornie bo od rozbierania się po spacerze. Młoda sama z siebie brała swoje  buty i zanosiła je do szuflady, w której miała wszystkie rzeczy na spacer. Stwierdziłam, że skoro tak chętnie to robi, to czemu tego nie wykorzystać?

Teraz jesteśmy na etapie, że przed spacerem wystarczy, że proszę Młodą by przyniosła rzeczy na spacer i usiadła na swoim krzesełku. Robi to bardzo chętnie a co najfajniejsze czasem wystarczy, że powiem, że idziemy na spacer a ona sama wszystko robi. Gdy jemy śniadanie to po prostu siada i je śniadanie samodzielnie. Jak skończy talerz jest odnoszony do kuchni. Cały czas trzymamy się zasady sprzątania zabawek przed posiłkiem i snem. Teraz jednak to ona wszystko sprząta i podaje mi a nie tak jak wcześniej ona uczy się, że każda zabawka ma swoje miejsce. Nawet gdy idziemy gdzieś w gości staramy się prosić ją by odkładała zabawki na miejsce, z którego je wzięła. Nie zawsze zabawki są u Nas w jednym miejscu. Często można je znaleźć w bardzo dziwnych miejscach:) Zawsze jednak Młodej powtarzam, że ja po niej sprzątać nie będę i proszę ją by podniosła jakąś rzecz z podłogi. Wszystkie śmieci typu, chusteczki, butelki plastikowe, papierki itd są przez Nią wyrzucane samodzielnie.

Gdy sprzątam w domu, jedna ściereczka musi być jej, bo wyciera razem ze mną kurze. Tutaj nie,  że karzę jej sprzątać, tylko sama ma taką potrzebę. Ostatnio był płacz bo nie chciałam jej oddać zmiotki:) Rzeczy ze zmywarki zawsze mi podaje, co teraz gdy brzuch mam coraz większy jest bardzo pomocne:) W każdej możliwej sytuacji jest uczona porządku i szacunku do zabawek.

Jedni powiedzą, że to rygor. Inni pewnie, że to wykorzystywanie dziecka. A jeszcze inni pochwalą, że fajnie, że tak chętnie chce się uczyć i pomagać.
Ja rozpatruję to w kontekście tego, że chętnie dam sobie pomóc jeśli Młoda ma na to ochotę. Chcę uczyć ją jak najwięcej. Uważam, że fajne jest to, że robi to sama z siebie i że czuje się potrzebna. Ja sama czuję, że przez takie obowiązki, Młoda czynnie uczestniczy w życiu Naszego domu. Uważam, że od małego dobrze by dziecko miało szacunek do prac domowych i do zabawek.

A.

2 komentarze:

Trzydziestolatka...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

Miałam napisać teraz o obowiązkach jakie mamy w domu ale postanowiłam napisać nieco o sobie:)

Wczoraj skończyłam trzydzieści lat.

Gdy byłam jeszcze nastoletnią dziewczyną, wydawało mi się, że człowiek trzydziestoletni jest strasznie stary. Wiecie jak to jest z perspektywy młodego człowieka. Wszystko wygląda zupełnie inaczej a taki zobowiązujący wiek jest odległą przyszłością. Pamiętam jak wtedy rozmawiałyśmy z koleżanką, że gdy będziemy miały trzydzieści lat, to marzy Nam się mieć kochającego męża, dwójkę dzieci, pracę i dom. Śmiałyśmy się wtedy, że jak nie uda Nam się tego spełnić, to wyjdziemy za mąż za pierwszego lepszego, który Nas będzie chciał. :) Pamiętam, że wydawało mi się, że mając trzydzieści lat, jest się nie tylko starym, ale ten wiek wiele zmienia a przede wszystkim zmienia na gorsze. Wydawało mi się, że człowiek jest wtedy zmęczony życiem i staje się starym zgredem.

Dziś. Gdy mam już te trzydzieści lat muszę Wam powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwa. Chyba nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak dziś. Nawet w dniu ślubu. Wszystko co chciałam i co sobie zamarzyłam spełniło się.

Mam kochającego męża, który codziennie mi mówi, że nie wie jak to możliwe, ale kocha mnie bardziej niż w dniu ślubu. Mam Młodą, która jest Moim oczkiem w głowie i nie wyobrażam sobie życia bez niej. Mam dom, który jest idealny, bo wypełniony Naszą miłością. I co najbardziej zaskakujące, spełnia się kolejne moje marzenie - dwójka dzieci w wieku trzydziestu lat. Noszę bowiem pod sercem, kolejne Nasze dziecko, na które czekamy z niecierpliwością do września. Czeka Was zatem wiele artykułów związanych z dwójką dzieci w bardzo małym odstępie czasu:)

Wczoraj T. zapytał mnie jak się czuje jako trzydziestolatka. Czy coś się zmieniło? Czujesz się inaczej? - zapytał. Tak jak po urodzeniu dziecka, moje życie diametralnie się nie zmieniło, tak po skończeniu trzydziestu lat, też nie widzę większych zmian. Oczywiście ten wiek, zobowiązuje bo myślę, że trzydziestolatek to jednak człowiek poważny i niektórych rzeczy nie przystoi mu robić:) Ale mimo wszystko, to nie koniec świata a wręcz to czas na spełnianie marzeń - jak to mam wygrawerowane na prezencie, który dostałam od T. Postanowiłam sobie, że teraz będę robić to na co nigdy nie miałam czasu ani odwagi. Bo przecież jak nie teraz to kiedy?


Ostatnie lata były piękne. Oby kolejne były równie piękne jak te. Życzę sobie abym nie zmieniła się i nie stała się zrzędzącą trzydziestką. Obym zawsze cieszyła się każdym dniem, tak jak wczoraj. By nawet malutki promyczek słońca sprawiał, że całe niebo będzie dla mnie błękitnie niebieskie. 

2 komentarze:

Dlaczego dzieci potrzebują obowiązków domowych….

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Coraz częściej zastanawiam się, czy "obowiązki", które chętnie robi Młoda są dobre. Czytałam wiele artykułów i ten przypadł mi najbardziej do gustu.


Podoba mi się, że fakty podparte są badaniami na to, że gdy dziecko ma obowiązki jest to pozytywne.

W kolejnym artykule napiszę Wam jak to jest u Nas, i że nawet takie małe dziecko jak Młoda chętnie pomaga. Dziecko bowiem naśladuje i chce robić to co dorośli.


Miłego dnia!

A.

0 komentarze:

Ważne przykazania odnośnie cesarskiego cięcia...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Ostatnio temat cesarskiego cięcia coraz częściej pojawia się w Moim życiu i w rozmowach. Stwierdziłam, że tekst jest odpowiedni do tego co uważam i na co niestety, niektórzy ludzie nie zwracają uwagi. 



Niestety coraz częściej spotykam się ze stwierdzeniem, że urodzenie przez cesarskie cięcie jest czymś złym. Sama nie miałam cesarskiego cięcia i cieszę się z tego. Jednak czasem staje się tak, że dla dobra kobiety i dziecka, lekarze muszą taki poród wykonać. Nie można kogoś oceniać, że jest gorszy gdy miał wskazania do takiego porodu. Często też kobieta chce urodzić naturalnie a nie może. Potem bardzo to przeżywa i jest wrażliwa na każde wypowiedziane przez kogoś słowo.

Ostatnio rozmawiałyśmy też z przyjaciółką A., że kobieta często po porodzie nie jest już zauważana. Nikt nie pyta jak się czuje. A jak już pyta to bardzo sporadycznie. Najczęściej wszyscy interesują się dzieckiem a samą kobietą już nie.

Zachęcam do przeczytania bo myślę, że temat jest dość delikatny i warto wiedzieć czego nie mówić, by kogoś nie urazić.

Miłego dnia!

A.

0 komentarze:

Wychowanie w dobie internetu….

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

Ten tekst podrzuciła mi do przeczytania i do wrzucenia na bloga przyjaciółka.
K. bardzo chętnie uczestniczy w życiu Młodej i chętnie czyta bloga. Stwierdziła, że fajnie, że nie wrzucam tylko swoim tekstów ale również ciekawe teksty, innych autorów.



Muszę powiedzieć, że tekst bardzo mnie poruszył. Oglądałam film "Sala samobójców" i wtedy też pamiętam jakie wywarł na mnie wrażenie. Od samego początku, gdy okazało się, że jestem w ciąży wiedziałam, że wychowanie dziecka w dzisiejszych czasach, dobie internetu będzie ciężkie. Ten tekst tylko mnie w tym utwierdził. Nie od dziś, mówimy, że wolimy by dziecko kojarzyło Nas z książką  anie z TV czy komputerem. Wiadomo, staramy się, choć nie zawsze Nam się udaje chociażby z telefonem, który widzi bo z kimś rozmawiamy. Teraz dzieciaki zamiast grać w piłkę na boisku grają w gry. Mam nadzieję, że choć trochę uda Nam się uniknąć świata wirtualnego i, że Młoda pozna go jak najpóźniej.


Myślę, że tekst jest bardzo wartościowy i każdy, nie tylko rodzic powinien go przeczytać. 

Udanego wieczora!
A.


2 komentarze:

Pierwsze urodziny cz. 3

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Trzeciego dnia a dokładnie w dzień, który przypadał na urodzenie się Młodej zrobiliśmy jej zdjęcia i sesję zdjęciową roczniaka. Ja jakoś sama na to nie wpadłam. To propozycja znajomej, która robiąc zdjęcia, w ten sposób chciała Nam dać prezent dla Młodej. Pomysł strasznie mi się spodobał, bo to fajna pamiątka.

Jak Młoda się urodziła zrobiliśmy jej sesję noworodkową. Na samym początku moja Mama była przeciwna, mówiąc, że dziecko się męczy, że po co to. Jednak fajne było to, że nigdzie nie musieliśmy jeździć, bo dziewczyna od zdjęć przyjechała do Nas. Podejście jakie miała i dbałość do trzymania i układania jej do zdjęć, zapewniła mi spokój. Pamiątka świetna!
Stwierdziłam, że to świetny pomysł. Zwłaszcza, że A. (nasza kochana Pani fotograf:)) wpadła na pomysł by zdjęcia opierały się na tym, że Młoda samodzielnie zdjada rękoma tort:) 


Sami zobaczcie jaka świetna zabawa:) Na samym poczatku robiłyśmy zdjęcia w różnych czapkach, z balonami, ze śmiesznymi rzeczami, które znalazłam, a które mogłam założyć je na głowę - spódnice, słuchawki, nauszniki itd.
Potem przyszedł czas na zjedzenie upragnionego tortu:) Na samym początku bardzo niepewnie  go jadła. Włożyła jeden palec, zrobiła dziurkę i patrzyła na moją reakcję:) Dopiero gdy rozkroiłyśmy jej kawałek i powiedziałyśmy, że może zaczęła się zabawa na całego:)

Bardzo długo zastanawiałam się co robić tego dnia byśmy dobrze się bawiły. Muszę przyznać, że ta sesja była trafiona bo Młoda bawiła się wspaniale. Uśmiech miała od ucha do ucha a szczęście jakie z niej biło jest nie do opisania:) to był najfajniejszy dzień jaki mogłam jej dać:) mogła, pierwszy raz, bez zakazów zjeść rękoma tort i bawić się tym faktem:) Potem poszłyśmy na bujawkę i na spacer pokarmić kaczki. Było wspaniale a pogoda Nam dopisywała:)

Zupełnie zapomniałam o bólu, który mi towarzyszył podczas porodu:)

Polecam Wam, aby dzień urodzin był czasem takim dniem dziecka:) zobaczycie ile radości przynosi to Naszym dzieciom.

A.

0 komentarze:

Pierwsze urodziny cz. 2

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

W drugiej części urodzin chciałabym Wam napisać jak wyglądał Nasz kolejny dzień świętowania:)

W drugi dzień świętowaliśmy urodziny Młodej w dziecięcym i przyjacielskim gronie. Długo zastanawiliśmy się, jak to zrobić, by dzieciaki dobrze się bawiły. To one tego dnia, są przecież najważniejsze. Młoda jest najmłodsza ze wszystkich dzieci, więc jakby nie patrzeć ona najmniej rozumie i jest mniej wybredna w zabawie, niż starsze dzieci:) Stwierdziliśmy, że organizacja tego w domu, nie do końca spełni Nasze wyobrażenia i oczekiwania. Zdecydowaliśmy się, zorganizować jej urodziny w sali zabaw dla dzieci, w podbliskim centrum handlowym. Sala zabaw, którą potocznie nazywamy "kulkami" :)


Przy sali była salka, którą wynajmują na 2-3 godziny. Tam możliwość albo jedzenie od nich albo przynosimy swoje jedzenie. Z moim zamiłowaniem do gotowania, pewnie nie zdziwi Was, że wybraliśmy opcję samodzielnego posiłku:) W salce miejsce wydzielone dla rodziców i dla dzieciaków by spokojnie mogły zjeść kanapki czy inne przekąski z urodzinowego stołu. Kawa i herbata dostępna była w recepcji salki i doliczana do Naszego rachunku. Inne napoje były w Naszym zakresie.
Każde dziecko miało naklejkę dzięki temu korzystały z rodzicami z sali zabaw tak długo, jak chciały:) 


Jak widzicie po zdjęciu, nie obyło się bez rac na torcie:) Młodej bardzo się podobały i mimo, że zdjęcie nie pokazuje dokładnie jej twarzy to zapewne widzicie jaka jest szczęśliwa:)
W samym pomyśle organizowania urodzin w kulkowym świecie fajne jest to, że była animatorka, która zajmuje się dziećmi. Gdyby było więcej straszych dzieci, to były by zabawy i różne rozwojowe atrakcje dla dzieciaków. W momencie gdy mieliśmy sporo maluszków, zrezygnowaliśmy z tego.

W podsumowaniu chciałabym zawrzeć najważniejsze plusy i minusy.

Plusem było to, że dzieciaki bawiły się świetnie. Nie ważny wiek, ważne, że były i kulki, i pani z którą można było malować, i malowanie twarzy, i klocki, i zabawki interaktywne. Fajnie było patrzeć, że dzieciaki są szczęśliwe, że z całego tego podekscytowania nie chcą zjeść obiadu czy czegokolwiek innego:) Młoda, mimo, że jest mała w wielkiej histerii i nie zadowoleniu wychodziła jako ostatnia z urodzin, po 6 godzinach zabawy:)

M. zapytała mnie " Jak myślisz była szczęśliwa?". Właśnie ta histeria, pokazuje mi, że była bardzo szczęśliwa i bawiła się świetnie. W domu od razu zasnęła i spała do białego rana:)

Zagrożeniami czy minusami może być to, że dzieci w takiej sali jest dużo. Wszystkie bawią się ze sobą. Wystraczy, że przyjdzie jedno zakatarzone czy chore dziecko i wszystkie dziaciaki bardzo szybko łapią. Niestety w Naszym wypadku tak było. Jedno dziecko było chore, co spowodowało lawinę chorób u innych dzieci. My z Młodą niestety do dziś męczymy się z katarem a od urodzin minęło dwa tygodnie. Staram się zawsze znaleźć pozytyw w takich sytuacjach. Każdy z Nas jest młodym rodzicem. Jesteśmy nim najczęściej pierwszy raz. Sami uczymy się rodzicielstwa i tak jak na swoich błędach, tak i na błędach innych powinniśmy się uczyć. W tym wszystkim, trzeba pamiętać o rozsądku, bo nie tylko Nasze dziecko jest chore. Gdy z chorym dzieckiem idziemy na imprezę dzieciową trzeba wziąć pod uwagę, że inne dzieci się zarażą, że rodzice tych dzieci nie będą zadowoloni z tego powodu. Szkoda i dzieci i nerwów rodziców. Myślę, że warto pamiętać o tym i nawet gdy dziecko bardzo prosi, zostawać w domu i zdrowieć.

Jeśli macie taką możliwość, to polecam Wam takie rozwiązanie na dziecięce urodziny. Jeśli nie macie, to można bardzo fajnie zorganizować takie urodziny w domu. Zapewne, w niedługim czasie napiszę artykuł o tym jakie zabawy urodzinowe można zorganizować, by dzieciaki były wybawione:)

Ja zabieram się za pisanie na temat ostatniego dnia urodzinowej fety:)

Miłego wieczora!

A.

0 komentarze:

Stek z puree ziemniaczanym

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Nie od dziś wiadomo, że T. uwielbia mięso. A najchętniej cały kawał, dobrego mięcha:)

To właśnie taki obiad inspirowany T. To cały on:)

Potrzebujemy:

Do przygotowania steku:
Kotlet stek - 1 sztuka
Masło klarowane - 2 łyżeczki
Świeży rozmaryn - 2 duże gałązki
Sól morska

Puree:
Ziemniaki ugotowane- około 300 -500 gram
Vegeta/ Kucharek - 2 łyżeczki
Mleko - 100 ml
Masło - 4 łyżki

Pomidory pieczone:
Pomidory - 1 gałązka
Cukier trzcinowy - 4 łyżki
Oliwa z oliwek - 2 łyżki


Steki.
Steki wyjmujemy z lodówki na 30 minut przed przygotowaniem. Mięso nie może być zimne, bo będzie twarde i suche. Przygotowujemy je gdy mamy gotowe ugotowane ziemniaki i zabieramy się za robienie purre. Przekonałam się, że zasada dobrego steka jest prosta - tyle ile steki mają cm tyle podsmażamy je na patelni by zamknąć mięso. Ja obsmarzażałam po 1,5 minuty z każdej strony. Stek najlepiej podsmażać na maśle klarowanym oraz na patelni, którą można włożyć do piekarnika. Nie solimy i nie pieprzymy. 
Surowego, niedoprawionego steka, wkładamy z łyżką masła na patelnię. Smażymy 1,5 minuty z jednej strony i przekręcamy na drugą stronę. Kładziemy kawałek masła i śmieży rozmaryn. Po 1,5 minucie, wkładamy patelnię ze stekiem do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na 6 minut (średnio wysmażony). Po tym czasie, wyjmujemy patelnię i przykrywamy folią aluminiową, aby mięso nie straciło ciepła. Odstawiamy na około 5 minut, by mięso odpoczęło. Po tym czasie, układamy steka na talerzu, na koniec soląc, solą morską.

Purre.
Ziemniaki obgotować aż będą miękkie. Ziemniaki przetrzeć przez sito. Gdy nie macie takiej możliwości można je bardzo dokładnie zblendować - ja tak zrobiłam. Ważne by nie było grudek. Mleko podgrzewamy aż będzie wrzące. Do ziemniaków dodajemy zimne masło i kucharka. Dokładnie, energicznie mieszamy. Dodajemy wrzące mleko i dokładnie mieszamy. Gdy wymaga tego sytuacja, blendujemy. Zamiast mleka można dodać wody, wtedy będzie mniej kalorycznie. Aby purre było jeszcze bardziej jedwabiste dodać kilka kawałków masła.

Pomidory.
Potrzebujemy pomidory na gałązce. Polewamy je oliwą z oliwek i obsypujemy cukrem brązowym. Wkładamy do piekarnika na około 15-20 minut na 180 stopni.


Smacznego!
A.

0 komentarze: