Czytanie jest ważne...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Dziś artykuł znaleziony w sieci.
Jest krótki ale moim zdaniem jeden z bardziej wartościowych tematów, wartych poruszenia.


Pamiętam jak Młoda była jeszcze malutka. Miała może ze dwa miesiące. Byliśmy na wyjeździe i wtedy T. czytał Młodej bajki. Odkładaliśmy ją do łóżeczka i on zaczynał czytać. Taki rytuał codziennie przed snem. Najczęściej Młoda zasypiała od tonu jego głosu, który był spokojny i stonowany.
Wtedy wszyscy się dziwili, że po co jej czytamy skoro i tak nic nie rozumie. Naszym zdaniem bardzo dużo dziecko rozumie. Nawet jak jest takie malutkie. To, że nie potrafi się z Nami inaczej porozumieć jak przez płacz, nie znaczy, że nie rozumie. Odpowiadaliśmy też, że dziecko zapamiętuje. I może teraz nie będzie umiało naśladować to za jakiś czas tak. Nie chcę by kojarzyło mnie z oglądania telewizji czy z telefonem w ręku. Chcę by kojarzyło mnie z czytania książki i wiedziało, że czytanie jest fajne:)
Teraz, gdy jest już bardziej rozumiejące, czytamy książki w ciągu dnia. Bardzo je lubi. Potrafi sama siedzieć przez pół godziny i oglądać obrazki w kilku książkach.

Polecam Wam czytać dzieciom od małego. Rozwija się w nich poczucie opieki i tego, że zamiast oglądać telewizję czy bajki, można równie fajnie spędzić czas na czytaniu książek:)

Miłego dnia kochani!
A.

1 komentarze:

Pierwsze urodziny cz.1

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Pierwsze urodziny Młodej nie jestem w stanie opisać w jednym artykule, dlatego postanowiłam rozgraniczyć temat, na trzy części. Bowiem, trzy dni świętowaliśmy:)

Pierwszego dnia zorganizowaliśmy urodziny dla rodziny.

Wszyscy, którzy mnie znają, znają moje zamiłowanie do detali i perfekcjonizmu, nie będą zdziwieni tym, co jest dalej napisane. Wymyśliłam sobie, że chciałabym by były to typowe urodziny dziecka. Mimo, że to rodzinne spotkanie to chciałam by było kolorowo i tak po dziecięcemu. Młoda jest póki co, jedynym dzieckiem w rodzinie, dlatego nie miałam porównania. Przez kilka dni zastanawiałam się nad motywem i nad jedzeniem.

Wymyśliłam sobie motyw groszkowy. Z racji tego, że Moje dziecko jest jeszcze małe, nie ma swojego ulubionego bohatera bajkowego. Chciałam by wszystko do siebie pasowało, i tworzyło jedną całość. Balony, serwetki, wstążeczki czy dekoracje stołu były w groszki. Kolor, który był dominujący to fioletowy i różowy:) Ku mojemu zaskoczeniu - bo nie wiedziałam, że coś takiego jest- były również serwetki różowe ze wstążką fioletową w groszki i opisane tekstem, że to pierwsze urodziny Młodej. Jak będziecie organizować urodziny swojego dziecka, to polecam poszukać w sieci fajnych rozwiązań. Czasem nie zdajemy sobie nawet sprawy jak fajne mogą one być.

Jedzenie, też starałam się zrobić tak, by było po dziecięcemu czyli kolorowo i nietypowo jak do tej pory a przede wszystkim zdrowo. Oczywiście było także, wiele inspiracji Stambułem jako cząstka Naszego wyjazdu. Był hummus, ostra pasta z pomidorów i papryki oraz pasta z jogurtem i koperkiem.

Poniżej przedstawiam Wam tort, który mieliśmy na urodzinach. Nie chciałam by były napisy, bo tak sobie wymyśliłam:) Tort zamawiałam u dziewczyn w So Sweet Project - polecam, doradzą i był pyszny.


Tort nie dość, że był wkomponowany w charakter uroczystości, to był dokładnie taki jak chciałam. Nie za słodki, ze świeżymy owocami. Gdy nie jesteście pewni co i jak, poszukajcie inspiracji w sieci a dziewczyny zrobią wszystko byście byli zadowoleni.

Na koniec coś o kwestiach organizacyjnych. Jeśli chodzi o godzinę zapraszania, to zdecydowaliśmy się na 16:00. Było to podyktowane tym, że chcieliśmy by Goście spędzili z Młodą jak najwięcej czasu. Jak wiadomo, dzieciaki chodzą wcześniej spać, więc przewidywaliśmy, że Goście szybko będą chcieli wracać do domu. A co jeśli macie Gości, którzy nie do końca są domyślni jeśli chodzi o koniec imprezy i nie chcecie nie ładnie ich wypraszać? Zawsze, podczas zapraszania, można dodać, że wybieramy taką wczesna godzinę, bo wiadomo, że Nasze dziecko chodzi wcześnie spać a chcemy by jak najdłużej Goście mogli się Nim nacieszyć.
Drugą kwestią organizacyjną są prezenty. Gdy nie macie rzeczy, które są Wam niezbędne to możecie zrobić listę lub zasugerować mniej dobitnie Gościom czego potrzebujecie. My tak właśnie zrobiliśmy, ponieważ Naszym zdaniem Młoda ma wszystko czego potrzebuje. Powiedzieliśmy, że prosimy o zabawki edukacyjne dla dzieci powyżej 12 miesiąca życia lub ubranka w odpowiednich rozmiarach. Do tego dodaliśmy przykładową listę, co ewentualnie z konkretnych rzeczy by Nam się przydało i rozesłaliśmy drogą elektroniczną do Gości. W ten sposób prezenty nie powtórzyły się, a Goście dogadali się między sobą tak by każdy był zadowolony.
Gdy macie potrzebę na coś większego, zawsze można zasugerować Gościom by wspólnie kupili jeden większy podarunek, ponieważ Wam np. brakuje na to pieniążków. Moim zdaniem, nie ma w tym nic złego. Goście zadowoleni, że mogli pomóc a Wy spokojni, że Wasze dziecko ma to czego potrzebuje:)

A na koniec tradycja taka, jak w tamtym roku, po torcie, kawie i herbacie, było oglądanie prezentów:) Były zdjęcia z babciami, dziadkami, ciociami i wujkami. Wszystko bardzo fajnie się udało. Goście byli zadowoleni a ja uradowana, że Młoda tak dobrze się bawiła.

A o dziecięcych urodzinach w sali zabaw będę pisać w kolejnym artykule:)

A.

0 komentarze:

Tarta z brokułem i fetą

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

T. niekoniecznie przepada za brokułami. Starałam się wymyślić jakiś pomysł by mu jakoś je przemycić.
Pomogła mi w tym przyjaciółka K. dzięki, której mam ten przepis.

Na spód słony potrzebujemy:
300 g mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
100 g miękkiego masła
2 łyżeczki soli
2 jajka

Na nadzienie do tarty potrzebujemy:
1 główka brokuła (lekko podgotowana około 10 minut)
1 opakowanie serka feta
1 cebula (wcześniej podsmażona na patelni na niewielkiej ilości maśle)
1 opakowanie śmietany 10 % (większe około 330 ml)
2 jajka
sól/pieprz
gałka muszkatołowa


Wszystkie składniki na spód łączymy ze sobą do uzyskania jednolitej konsystencji. Ciasto rozwałkowujemy i wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wkładamy do lodówki, do schłodzenia, na około 30 minut.
Po tym czasie przygotowujemy nadzienie. Śmietanę łączymy z jajkami i przyprawami do uzyskania jednolitej masy. Pozostałe składniki układamy na ciasto rozwałkowane w blaszce. Fetę łamiemy na drobne kawałki i układamy między kawałkami brokuła. Podobnie robimy z cebulą. Całość zalewamy masą śmietanową.

Pieczemy przez koło 30-40 minut w 180 stopniach.


Prosto, szybko i przyjemnie:)

Smacznego!
A.

0 komentarze:

Pierwszy wyjazd bez dziecka...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Ostatnio trochę zawiesiłam pisanie bloga. Nie przez to, że nie chciało mi się pisać, czy przez to, że Młoda czasowo mi na to nie pozwalała. Wręcz przeciwnie, odkąd jest bardziej rozumna to i bardziej samodzielna i potrafi sama się sobą zająć na dłużej niż do tej pory.

Stało się tak, ponieważ byliśmy na pierwszym wyjeździe bez niej a potem skupiłam się na organizacji urodzin. Wszystko w kolejnych artykułach.

Trzynastego marca o trzynastej wylecieliśmy do Stambułu gdzie mieliśmy spędzić 5 dni na poznawaniu kultury, smaków oraz całodziennym zwiedzaniu. Już jak wsiadałam do windy, oczy napełniły mi się łzami. Wiedziałam, że będzie trudno jednak nie spodziewałam się, że aż tak. 

O emocjach i uczuciach nieco później, bo chciałabym napisać Wam co mnie najbardziej zaskoczyło w tym kraju.

Sam wyjazd uważam za bardzo udany. Tradycyjnie jak gdzieś pojedziemy pada deszcz, także teraz tradycja musiała trwać. Jednak deszcz nie przeszkodził Nam w niczym co chcieliśmy zobaczyć. Owszem zdjęcia byłyby ładniejsze, jednak i tak zobaczyliśmy to co chcieliśmy. 
Postanowiliśmy wybrać taki kierunek, bo chyba sama z siebie nie pojechałabym na wakacje do Turcji. Nie czuję jakoś tego klimatu Turcji i nie przemawiało do mnie założenie, które w Polsce jest typowe, że Turcy to namolni ludzie.
Muszę jednak przyznać, że jestem miło zaskoczona. Samo miasto jest bardzo czyste a ludzie bardzo  mili i sympatyczni. Nie próbują na siłę wcisnąć swojego towaru. Na ulicach czuć zapach pieczonej kukurydzy i pieczonych kasztanów. Na każdym rogu, można napić się świeżo wyciskanego soku z pomarańczy i granatu. W każdej knajpie znajdzie się humus i inne przystawki typowe dla tego regionu. Na pierwszy rzut oka widać, że mają tutaj dużą kulturę picia herbaty. Na każdym targu, codziennie inny sprzedawca, roznosi innym sprzedawcom, herbatę. Herbata podawana w malutkich szklaneczkach. W każdej ulicznej knajpce czy targowiskach, tutejsi ludzie siedzą przy szachach czy innych grach, pijąc herbatę. 
Miasto jest bardzo zaludnione i nie obchodzi się niestety, bez biedy. Idąc ulicą mija się pięciogwiazdkowy hotel, cały oblany złotem. Skręcając 100 metrów dalej widzi się biedę, dzieciaki biegające bez butów czy rozpadające się budynku. To porażające. Z jednej strony widzisz bogactwo miasta a z drugiej strony jest bieda towarzysząca wszędzie.



Zabytki są piękne. Jestem innego wyznania jednak gdy podczas zwiedzania, z meczetów o tych samych godzinach równocześnie, czytano koran, miało to swój klimat. Zupełnie inaczej sobie to wyobrażałam. Meczety pięknie wykonane, bardzo ciekawe a przede wszystkim porażające swoim ogromem i przestrzenią.

Dość zatem o samym wyjeździe. Skupmy się na emocjach i odczuciach Matki. 
Powiem Wam, że było ciężko. Pierwszego dnia, tak jak wspominałam wcześniej, łzy miałam już jak jechałam windą. Wiedziałam, że Młoda zostaje pod dobrą opieką, ale tęsknota była już od wyjścia za próg. Chyba dlatego, że wiedziałam, że przez najbliższe 5 dni nie będzie Nam dane się zobaczyć.
Pierwszy poranek był dla Nas dziwny. Zaskakujące było, że nie słyszymy krzyku dziecka czy, że możemy zjeść śniadanie w spokoju:) Z jednej strony było fajnie się wyspać ale z drugiej było to strasznie dziwne:) W czasie zwiedzania często myślałam o Młodej. Zwłaszcza jak widziałam malutkie dzieci. Gdy przechodziłam koło kobiet żebrzących z małymi dziećmi przy piersi, od razu miałam łzy. 
Wieczorami po całodniowych wędrówkach, kładliśmy się w łóżku i przeglądaliśmy zdjęcia Młodej czy puszczaliśmy filmy, które mieliśmy z nią nagrane:)

Dzwoniliśmy do niej dwa, trzy razy dziennie. Oczywiście Młoda nawet nie zapłakała i nie była uciążliwa podczas Naszej nieobecności. Jakby nie zauważyła, że Nas nie ma:) Moim zdaniem jest jeszcze za mała by rozumieć, że Nas nie było - jednak powiem Wam szczerze, że to przykre:)

Z wielkim wytchnieniem i wyczekiwaniem czekałam momentu wyjazdu. Bawiłam się bardzo fajnie. Miasto jest warte odwiedzenia - polecam! Ale za dzieckiem strasznie się stęskniłam. Gdy wysiedliśmy z windy, już na Nas czekała. Uśmiechnięta od ucha do ucha. Gdy wzięłam ją na ręce i zaczęłam przytulać, uśmiech od razu zniknął. Zastanawiała się pewnie kim jestem, bo przyglądała się dłuższą chwilę:) Potem jednak uśmiech wrócił a przytulania nie było końca:)

Powiem Wam, że taki wyjazd przydaje się od czasu do czasu. Wróciliśmy pełni sił. Stęsknieni, jeszcze bardziej świadomi swojej miłości do dziecka. Sprawiło to, że nie marudzimy gdy trzeba rano do niej wstać a zmęczenie nie jest już takie straszne:)

Miłego popołudnia!

A.

0 komentarze:

12 miesięcy

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Wczoraj Młoda skończyła 12 miesięcy. Czas płynie nieubłaganie szybko.

Wspominaliśmy wczoraj z T. jak to było rok temu. Nasze przerażenie gdy położono Ją na Moim brzuchu. Pierwsze momenty kąpieli, pierwsze wspólne spacery a także pierwsze chwile totalnie sam na sam z Młodą.

Ten rok minął mi strasznie szybko. Pamiętam jak byłam jeszcze w ciąży, koleżanki mówiły mi bym robiła jak najwięcej zdjęć. Słyszałam wtedy, że dziecko bardzo szybko się zmienia, i że potem nie pamięta się jak wyglądało, jak było malutkie. Na samym początku wydawało mi się to nie wiarygodne. Jak można nie pamiętać jak wyglądało Twoje dziecko gdy było malutkie?:) Muszę Wam powiedzieć, że faktycznie nie pamięta się:) Cieszę się, że robiłam tyle zdjęć bo mam i co powspominać i sobie poprzypominać, jak to było jak była taką kruszynką.

Przez ten rok, wiele się nauczyłam. I cierpliwości i nowych emocji, które towarzyszą Nam każdego dnia. Przestałam przejmować się drobnostkami, a cieszę się każdą chwilą, którą spędzam z Młodą. Nie mówię, że wcześniej Moje życie nie miało sensu. Teraz jednak, jest zupełnie inaczej. Nasze życie nabrało innej wartości. Wiedziałam, że kocha się swoje dziecko, że dla każdego jego dziecko jest najważniejsze. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, że można aż taką wielką miłością kochać swoje dziecko. Zawsze zastanawiałam się, jak to jest być Mamą. Jak wtedy kocha się dziecko. Teraz już wiem:) To zupełnie inna miłość niż do T. Nie mówię, że mniejsza, bo T. jest miłością mojego życia. Jednak to miłość, której nie da się opisać słowami. I myślę, że owszem jakiś jej początek jest gdy czujemy ruchy dziecka, gdy jeszcze jest w brzuchu. Jednak u mnie eksplozja miłości matczynej, nastąpiła w momencie, gdy położono mi Młodą na brzuchu.

Przez ten rok, gdy byłam z Młodą widziałam jak się zmienia. Jak szybko się rozwija. To nie bywałe, że dziecko w przeciągu roku robi taki progres. Wczoraj się śmiałam z T., że już będę coraz mniej Młodej potrzebna:) Wiele rozumie i gdy dasz jej pustą butelkę po napoju, sama wyrzuci ją do kosza. Nauczyła się samodzielnie schodzić z kanapy, umie pokazać różne części ciała, je kanapki, rysuje a przede wszystkim wszędzie zasuwa na nogach - wózek przestał dla niej istnieć. Wczoraj byliśmy pierwszy raz na bujawce:) Śmiałam się do T., że zanim się obejrzymy to się wyprowadzi… na co T., że on to najbardziej boi się momentu, gdy Młoda powie mu by przestał ją przytulać przy koleżankach bo to obciach:)  A przecież on tak lubi ją przytulać:)

To był piękny rok. Nie będę się rozpisywać o pierwszym wyjeździe bez Młodej czy pierwszych urodzinach. O tym w kolejnym artykule.

Chcę tylko byście wiedzieli, że owszem zmienia się życie gdy pojawia się dziecko. Nie jest już takie samo, jak było gdy tego dziecka nie było z Nami. Zmiana ta jest tak diametralna i tak dobra, że życie bez dziecka, wydaje się bez sensu! :)


Miłego dnia Kochani!

A.


1 komentarze:

Spacery nabrały innej wartości...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Młoda zaczęła dreptać. 
Wszyscy mówią, że szybko, ale my jakoś jej nie popędzaliśmy. Wyszłam z założenia, że niech rozwija się w swoim tempie. Nie wiem czy dobrze, czy nie. Może mi doradzicie:) Nie jestem za szelkami dla dzieci czy chodzikami. Wydaje mi się, że jak dziecko czuje się na siłach, to samo pójdzie, gdy poczuje, że to jego czas.

Spacery teraz nabrały zupełnie innego wymiaru. Bardzo lubię wychodzić z Młodą na spacer. Oczywiście najbardziej lubię spacery sobotnie i niedzielne, gdzie jesteśmy też z T. i razem spędzamy czas. Do tej pory spacery były mniej aktywne. Młoda oglądała kaczki, rozglądała się ogólnie za przechodzącymi ludźmi, przejeżdżającymi samochodami czy drepczącymi pieskami.

Od niedawna spacery nabrały zupełnie innego wymiaru. Młoda zaczęła chodzić, więc teraz nie tylko siedzi w wózku ale także chodzi. I to bardzo chętnie, mimo, że jest zmęczona, nogi czasem się jej ciągną, to z uśmiechem na twarzy idzie dalej:) 
Teraz jest zupełnie inaczej. Młoda cieszy się, że idzie na własnych nogach, widzi wszystko z zupełnie innej perspektywy. My dumni z niej, trzymamy ją za ręce i pokazujemy wszystko z Naszej perspektywy na dwóch nogach:)

Wczoraj, w ten wspaniały, słoneczny dzień, poszłyśmy na spacer z K. i M. (przyjaciele). Są z Nami od początku jak Młoda się urodziła. Towarzyszą Jej i Nam we wszystkich ważnych chwilach. Wczoraj pierwszy raz, to oni szli z Młodą za ręce. Uwierzcie mi, byli tacy szczęśliwi. I dumni. zupełnie jak My:)  To było wspaniałe.

Czuję, że teraz przed Nami wspaniały czas. Nie dość, że mamy czas przytulania, Młoda coraz więcej rozumie a Nas rozpiera duma:) Teraz zapewne też najtrudniejszy czas, bo musimy ją nauczyć, że nie każdy człowiek jest dobry, by nie była zbyt ufna. Musimy nauczyć ją zabawy z innymi dziećmi i tego, że zabawkami należy się dzielić. Jest zapewne jeszcze wiele rzeczy, których musimy jej nauczyć. Ale gdy pomyślę, że czeka Nas też czas, gdy przyjdzie do Nas i powie "Kocham Cię Mamo" lub gdy pierwszy raz będziemy bujać ją na bujawce…..to aż chce mi się czekać na ten trudny czas, bo wiem, że wszystko to wynagrodzi mi moje dziecko i czas z nim spędzony:)


Miłego dnia kochani!
Oby był taki słoneczny jak wczoraj!



A.

0 komentarze:

Portale społecznościowe też są pożyteczne...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

W tym tygodniu stwierdziłam, że media społecznościowe, którym jest np facebook są pożyteczne.

Nie raz widzę na swojej tablicy, jak znajomi udostępniają status innej osoby, lub gdy po prostu sami coś swojego udotępniają. Czasem dotyczy to ankiety na temat pisania pracy magisterskiej, czasem gdy ktoś zaginął i rodzina go szuka, a czesem, co również dotknęło mnie, komuś zostanie skradziony samochód i właściciel liczy, że może ktoś coś widział. Czasem jest też tak, że komuś skradziono ukochanego zwierzaka lub ktoś inny udostępnia, że znalazł jakiegoś zwierzaka. Ostatnia sytuacja w  tym tygodniu sprawiła, że fakt mojej obecności na facebook sprawił, że udało się znaleźć zaginionego pieska. U jednej mojej znajomej udotępniony post, o tym, że koledze skradziono pieska. U innej mojej znajomej, udostępniony post, że ktoś znalazł podobnego z poprzedniego zdjęcia pieska.
Cieszę się, że mogłam komuś pomóc, bo wiem jak to jest gdy ukochany zwierzak zaginie.

Nigdy nie byłam przekonana, że portale społecznościowe mają zbawienną moc odnajdywania zguby. Wiedziałam jednak, że moc takich portali jest ogromna. Gdy mi skradziono samochód, po dwóch dniach było już 1500 udotępnień mojego postu. Byłam zaskoczona jak wielką siłę ma taki portal ale przede wszystkim mile zaskoczona ogromem kliknięć. Wiecie, niby to nic, tylko jedno kliknięcie, ale nie zawsze komuś się musi chcieć, zwłaszcza gdy mnie nie zna.

Taka reflekcja mnie naszła. Dlatego postanowiłam napisać Wam tą krótką historyjkę z tego tygodnia. Warto czytać udotępnienia postów, bo czasem można komuś pomóc:) Może rano, przy kawie czy herbacie, gdy buszujecie po sieci, znajdziecie chwilę by przyjrzeć się gdy ktoś czegoś szuka za pomocą portalu społecznościowego. A nóż, widelec:) może uda się pomóc.

Polecam Wam. Uczucie i ciepło na sercu, które Nas trafia jest bardzo miłe i przy tej chłodnej pogodzie rozgrzewa Nasze serce:)

Miłego dnia!!!


A.

0 komentarze:

Zęby...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

No to mamy kolejnego zęba u Młodej.

Pewnie się zastanawiacie jak przechodzimy temat zębów. Otóż, bardzo fajnie Nam się trafiło. Mamy wiele szczęścia i moment wychodzenia zębów jest dla Nas bezbolesny. No prawie bezbolesny. Młoda nie gorączkuje, nie jest jakoś wybitnie marudna. Cieszę się niezmiernie, bo najbardziej byłoby mi  jej szkoda. Najgorzej jak dziecko się męczy a My nie możemy mu pomóc.

Zastanawiałam się wczoraj i przedwczoraj czemu jest tak strasznie marudna. Czemu nie da się niczym zainteresować i zagadać. Wiecie, zazwyczja nie mamy z tym problemu bo chętnie się bawi i poznaje nowe rzeczy:) 
Wczoraj jak zobaczyłam już przebitego przez dziąsło zęba, zrozumiałam skąd te awantury:) Owszem te dwa dni były dla mnie wyczerpujące. To nie jest tak, że Młoda jest grzeczna non stop. Jest jak każde dziecko, ma swoje humory. Jednak nie nazwę tego wielkim wyczerpaniem, w porównaniu do Mam, które godzinami próbują pomóc swojemu dziecku podczas ząbkowania. Tak zgadza się, jestem niewyspana, po wstawaniu co 1,5 godziny w nocy ale wiem, że mogło być zdecydowanie gorzej. Oprócz tego, że nie mamy gorączki czy wielkich awantur nie odczuwamy też niechęci do jedzenia. Cieszy mnie to bardzo.

Nie wiem czy to kwestia, że smarujemy dziąsła maścią, czy, że stosujemy preparat na ząbkowanie sprawił, że tak fajnie przez to przechodzimy. Wiem jedno, bardzo się cieszę, że właśnie tak a nie inaczej przechodzimy przez ząbkowanie.

Oby jak najdłużej:)


A u Was jak wygląda / wyglądało ząbkowanie? Jak sobie radziłyście? Może coś mi podpowiecie?:)

Miłego dnia!

A.

0 komentarze:

Jak ćwiczyć małe rączki

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Może na mnie jeszcze trochę wcześnie, bo Młoda dopiero uczy się chodzić:) Ale artykuł wydał mi się ciekawy. Może i Wam w czymś podpowie:)

http://dziecisawazne.pl/jak-cwiczyc-male-raczki-27-pomyslow/

A ja dalej uciekam w wir organizacji urodzin Młodej i wyznaczaniu trasy zwiedzania w Stambule, do którego wybieramy się w przyszłym tygodniu:)

Miłego dnia!!!

A.

1 komentarze:

Bodźce, które nie zawsze są dobre

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

Odkąd Młoda się urodziła, gdy siedzimy w pokoju razem, telewizor jest wyłączony. Jedyne co gra w tle to radio. Choć ostatnio zauważyłam, że i radio zaczyna jej przeszkadzać. Z drugiej strony nie chcę przesadzić z tą ciszą, by nie była potem nadwrażliwa na jakikolwiek dźwięk.

Wszyscy Nam mówią, że Młoda jest grzecznym dzieckiem i że fajnie Nam się trafiło. Tylko wiecie to nie jest tak, że Młoda nie ma gorszych dni. Bo ma. I czasem bardzo często. To ciężka praca z dzieckiem i nauka jej sprawiła, że udało Nam się mieć takie dziecko. Zawsze najważniejsze dla mnie było, żeby była zdrowa. A jak czasem pomarudzi, to naprawdę nic się nie stanie bo takie przecież są dzieci. Nie dajmy się jednak zwariować i wejść im na głowę.

Zauważyłam ostatnio, że gdy w ciągu dnia towarzyszy jej wiele bodźców typu grające zabawki, tv w tle, radio przez co ma problemy ze snem w nocy. Często rodzice niektórych dzieci, mówią, że ich dziecko jest głośne, nie usiedzi w miejscu itd. Z jednej strony pewnie jest to natura dziecka, ale warto pamiętać, że My sami wpływamy na zachowanie Naszego dziecka. Przecież jak ściany dziecka w pokoju będą w ostrych, intensywnych kolorach to nie będzie się dobrze zasypiać. Przynajmniej mi by się nie zasypiało dobrze w takich kolorach. Zastanawiające, że często tłumaczymy sobie, że dziecko po prostu takie jest, nie biorąc pod uwagę, że sami wpływamy na to, że zachowuje się tak a nie inaczej. Może warto zwrócić na to uwagę, że czasem dziecko może być bardziej pobudzone przez bodźce, które mu dostarczamy.

Nie wiem czy każde dziecko tak ma? U mojego zauważyłam jednak taką zależność.
Zastanawiam się nad tym jak jest u Was?
Jakie macie zdanie w tym temacie?

Miłego dnia!
A.

2 komentarze: