Etap "mama"

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

Eh.... jakie to męczące. Wiedziałam, że mnie to czeka ale myślałam, że może uda się jakoś to mniej boleśnie przejść. Jak to jednak powiedziała dzisiaj moja Mama "będziesz miała przechlapane. To bariera nie do przejścia, nie uniknie się jej".

Jesteśmy z Młodej na etapie "mama, mama i tylko mama. Nikt inny nie istnieje".

Polega to na tym, że nigdzie nie mogę ruszyć się sama. Młoda wszędzie za mną chodzi, nie mówiąc już o tym, że jak ktoś inny ma ją karmić a ja jestem w zasięgu wzroku to nici z karmienia. Wiecie, nie mam nic przeciwko, że za mną chodzi bo od samego początku była bardzo towarzyska:) Jednak gdy "wisi" mi u nogi, to już nie bardzo mi to pasuje:) Wiedziałam, że będzie ciężko ale nie myślałam, że aż tak. Od samego początku wszędzie ze mną jeździła, więc starałam się by była przyzwyczajona do innych ludzi a nie tylko mnie.
Wczoraj, na spotkaniu z przyjaciółmi, dało się Nam to we znaki. Gdy Młoda była już bardzo marudna, uspokoiła się jedynie na moich rękach. Muszę powiedzieć, że to całkiem zabawne:)

Musimy jednak przez Naszą konsekwencję i upór dążyć do tego, by nie była uwieszona do mojej nogawki przy spodniach. Bo przecież nie może być tak, że nie mogę zjeść w spokoju posiłku bo Młoda jest uwieszona do nogi i marudzi lub też co jest częste ostatnio - wymusza by dać jej do jedzenia, to co aktualnie jemy. Musimy ją nauczyć, że to czas dla Nas, że jej nikt nie przeszkadza gdy je. Nie chciałabym być bowiem Matką Polką, która z dzieckiem na rękach gotuje obiad. Przesada to dla mnie.

Zastanawiam się tylko jak długo ten etap będzie trwał i czy go przetrwamy:)
Do tego wszystkiego jesteśmy też na etapie płaczu o nic:) Już wczoraj, to zaczęłam się z tego śmiać bo płacze i denerwuje się o byle co - dla przykładu teraz najwięcej płaczu jest gdy nie można wjechać książeczką na dywan. Mimo, że pokazujemy jej, że można podnieść książeczkę i dalej bawić się nią na dywanie. Śmiejemy się z T., że ewidentnie widać, że to moje dziecko bo jak coś idzie nie po jej myśli to od razu się denerwuje:) no i jak to T. mówi, "Krzyczy bez sensu jak Ty" :)

Wiele cierpliwości dla Nas i dla Was! 
Miłego dnia kochani!

A.

PS. A Wy też przechodziliście przez taki etap? Jak sobie poradziliście? Jakieś pomysły/pomoc?

2 komentarze:

  1. Moja Oliwka niedługo skończy 4 lata i ten etap, z małymi przerwami, cały czas trwa:) Duża dawka cierpliwości więc na pewno się przyda, szkoda, że nigdzie nie można jej kupić! Ja od samego początku jasno stawiałam granice kiedy jest czas dla mnie a kiedy dla dziecka. Oczywiście nie zawsze to tak pięknie działa, ale stanowcze i spokojne tłumaczenia dają w końcu efekty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Etap " mama" myślę że będzie trwać baaardzo długo i wg mnie jest to właśnie najpiękniejsze w macierzyństwie że jest się numerem 1 dla dziecka. Wcale z tym nie walczę, bo wg mnie jest to bez sensu. Dziecko prędzej czy później odseparuje się od rodziców, więc cieszmy się chwilą. Wiadomo że jest to męczące, ale uwierz mi zatęsknisz za tym :) Poza tym nie rozumiem dlaczego miałabym nie " karmić" dziecka ze swojego talerza ? Przecież to naturalny odruch ciekawości, niech próbuje smakuje, gniecie i robi co chce z jedzeniem. Za kilka miesięcy zapragniesz by dziecko było zainteresowane jedzeniem w ogóle. Etap wyjadania z talerza rodziców też mija i to szybko... Poza tym dziecku trzeba pokazywać świat, ułatwiać eksplorację a nie " tresować" bo nie tędy droga. Dziecka da się wielu rzeczy nauczyć ale nie w sposób taki by zakazywać i płaczem wymuszać na nim zachowania. Dzieci rosną i same się uczą, trzeba tylko pokazać którędy droga. Gdy moje dziecie chciało jeść z mojego talerza to jedliśmy razem z niego i była przy tym super zabawa. Poza tym później dawałam jedzonko do jego stoliczka i tam szamał samodzielnie :) Sprzątanie mnie nie przeraża, w końcu dziecko brudne to szczęśliwe dziecko :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń