Zima zimą ale żeby i w centrum handlowym było zimno...?

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Jakiś czas temu rozmawiałyśmy o tym z przyjaciółką. Stwierdziłymy wtedy, że warto o tym napisać by zobaaczyć czy tylko My mamy takie podejście czy po prostu inni tego nie zauważają?

Jak wiadomo, jest zima…Ubieramy dzieci grubo, by było im ciepło na dworze. 
Wczoraj byłam z Młodą u lekarza. Klinikę mamy niedaleko Nas w centrum handlowym. I owszem na dworzu zimno więc i ja, ubrałam ją ciepło. Zwłaszcza, że Młoda jest dzieckiem, które cały czas szuka wzrokiem kaczek  i innych ciekawych bodźców.
Jednak, gdy wchodzę do centrum handlowego, czy jakiekolowiek innego cipełego miejsca, pierwsze co robię, to rozbieram ją by się nie zgrzała.

Niestety zauważyłam, że jestem jedną z niewielu Matek, które tak robią. Dzieci się opatulone w koce, kombinezony, czapki a nawet rękawiczki. A Mamy, które takie dzieci w wózku prowadzą są rozebrane z kurtek i innych ciepłych rzeczy.  Czy skoro Nam jest ciepło, to myślicie, że takiemu dziecku już nie?

Ja wiem, że może szkoda jest takiego malucha budzić czy gimnastykować się przy rozbieraniu i potem ubieraniu. Ale wierzcie mi. Ja raz "przegrzałam" Młodą i nie jest to fajne. Dziecko się męczy bo ma potówki, jest mu nie komfortowo i po prostu nie fajnie.

Nie wiem czemu, Mamy mijanych wczoraj przeze mnie dzieci, nie rozbierały ich z kurtek. Zapytam kolejnym razem jak będę świadkiem takiej sytuacji, bo jestem ciekawa, co nimi kieruje.


A Wy jakie macie zdanie na ten temat?
Czy ja orzesadzam, czy po prostu ludzie nie zwracają na to aż takiej uwagi?


A.

1 komentarze:

Dziś kończymy 11ście miesięcy...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

Do tej pory nie pisałam w każdym miesiącu, gdy Młoda miała swoją miesięcznicę.

Dziś jest jednak inaczej. Jakoś dzisiaj, strasznie zaczęłam wszystko analizować. Wszystko mi się przypomniało i aż łezka mi się w oku zakręciła… Nie wiem co to będzie za miesiąc:)

Dzień zaczęliśmy tradycyjnie od rodzinnego zdjęcia. Robimy je z T. i Młodą dwudziestego trzeciego każdego miesiąca. Mamy za to, cały przekrój tego, jak bardzo się zmieniła:) Co miesiąc nie dość, że zmienia się fizycznie to przede wszystkim, zmienia się jej mimika twarzy. Wspaniała pamiątka. Polecam Wam!

Tak sobie myślę, że dlatego się tak rozczulam, bo za trzy tygodnie, chwilę przed skończeniem roku przez Młodą, ruszamy z T. na pięciodniowe wakacje. Zawsze mówiłam, i nadal jestem tego zdania, że nie będzie problemem zostawić ją z moją Mamą na dłużej. Przecież i tak będę musiała wrócić do pracy. Prędzej czy później stanie się to, że będziemy musiały się rozłączyć.
Teraz jednak, im bliżej wyjazdu, tym bardziej zastanawiam się, że będzie to dla mnie i T. wyzwanie:) Bez Młodej tyle dni… oczywiście strasznie się cieszę, że pojedziemy na wakacje, zobaczymy kawałek świata, poznamy inną kulturę. Jednak pierwszy raz od dłuższego czasu będziemy sami… jak za dawnych czasów.

Często rozmawiamy, że nie pamiętamy już jak to było jak Młodej nie było z Nami. Często rozmawiamy, że wtedy też byliśmy szczęśliwi. Ale teraz jesteśmy z Nią tacy szczęśliwi, że nie wiemy jak to wcześniej mogło być, że byliśmy szczęśliwi:) Byliśmy ale chyba inaczej:) I codziennie, ostatnimi czasy, rozmawiamy o tym, że niewyobrażalnie ją kochamy. Ta miłość jest nie do opisania. T. często mówi, że pewnie dla mnie nie jest to takie wielkie zaskoczenie. Nosiłam ją pod sercem, czułam jej ruchy. Jednak dla niego to trochę inne odczucia. Wczoraj wspominaliśmy moment porodu. Moment, gdy Młoda została mi położona na brzuchu i wtedy ogarnia Cię takie uczucie nie do opisania:)

Ach…dzień zapowiada się wspaniale:) 11 miesięcy temu, z wielkim brzuchem, spacerowałam niedaleko domu. Dziś, idę z Młodą na spacer tą samą trasą co wtedy:) Idziemy oglądać kaczki:)

Miłego dnia kochani!!!!

A.

2 komentarze:

Ciasto czekoladowe z owocowym pudrem

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Inspiracja Moje Wypieki.
Ciasto jest proste ale niesamowicie ciekawe w smaku dzięki owocowemu pudrowi na wierzchu.

Na ciasto potrzebujemy:
150 gram masła
80 gram mąki pszennej
200 gram cukru drobnego do wypieków
4 duże jajka
160 gram czekolady gorzkiej (posiekanej)
kilka kostek czekolady gorzkiej (startej na tartce)
50 gram kakao
1 opakowanie cukru waniliowego
szczypta soli

Na owocowy puder:
3 łyżki suszonych truskawek i malin
4 łyżki cukru pudru

Zaczynamy od zrobienia ciasta tak, więc roztapiamy w garnuszku masło. Zdejmujemy z palnika, dorzucamy posiekaną czekoladę i odstawimy na około 2 minuty. Po tym czasie, mieszamy dokładnie mieszankę, do momentu gdy powstanie gładki, czekoladowy sos.

W misie miksera całe jajka ubijamy z cukrem, szczyptą soli i cukrem waniliowym. Gdy masa się dokładnie połączy, dodajemy przestudzoną czekoladę. Mieszamy. Następnie dodajemy mąkę i kakao. Na samym końcu dodajemy startą czekoladę. 
Ciasto przelewamy do formy wysmarowanej masłem i wyłożonej papierem, o wymiarach około 15 x 28 cm. Pieczemy przez około 30 minut lub do momentu kiedy powierzchnia będzie wypieczona i sprężysta. Po wystudzeniu ciasta  w foremce, kroimy je na kwadraty.

Na koniec zabieramy się za wykonanie pudru owocowego. Wszystkie składniki umieszczamy w młynku (ja użyłam takiego młynka do mielenia ziaren kawy). I oto mamy gotowy owocowy puder:)
Dekorujemy każdy kawałek ciasta owocowym pudrem.:)
Zachęcam wybieranie kwaśnych owoców suszonych, bo przez ich kwasowość możemy podkreślić smak ciasta:)




Smacznego!!!!

0 komentarze:

Już niedługo kończymy 11 miesięcy….

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 3

Za tydzień Młoda kończy 11 miesięcy.
Refleksja mnie jakaś dzisiaj złapała, więc postanowiłam, że Wam napiszę:)

Teraz mamy taki świetny okres. Młoda jest taka kontaktowa. Można się z Nią porozumieć. Co prawda, nie jest to takie jak porozumiewanie się z większymi dziećmi. Ale przede wszystkim nie jest już takim "warzywkiem", że tylko leży i nic innego nie robi.

Kurcze, wiem, każdy pewnie zachwala swoje dziecko, ale Młoda jest świetna. Sama przychodzi i się przytula. A jak mam zły dzień i mówię do niej "Przytul mamę". To przychodzi i od razu się przytula.  Co sobotę i niedzielę mamy od niedawna tradycję, że leżymy w łóżku do oporu i bawimy się wszyscy razem. Aż wkońcu gdy się zmęczy, robimy sobie drzemkę wtuleni wszyscy razem:) 

Ostatnio trochę chorowałam. Nasze zabawy więc, były nieco ograniczone, bo nie chciałam jej zarazić. Aby jednak nie odseparowywać się od siebie, radzimy sobie inaczej. Potrafi siedzieć ze mną na kanapie i przez pół godziny się przytulać:) strasznie mnie to rozczula:)

Jak mówimy wieczorem, że idziemy spać. To od razu, sama, zabiera się za sprzątanie zabawek do pudełka. Gdy jest czas jedzenia to sama staje już przy krzesełku i czeka aż ją wsadzę do niego:)

Może nie umie nic jeszcze powiedzieć, bo zasób słownictwa jest mały. Jednak jak jej się powie, żeby przyniosła piłkę czy książkę, to od razu kuma:) 
Śmiesznie też, bo teraz jesteśmy też w fazie pokazywania wszystkiego. Więc cały dzień chodzimy po domu czy dworze i ona pokazuje a ja mówię co to:) Niby się mówi, że powinno się dużo mówić do dzieci. A jednak gdy idę na spacerze z Nią to wszyscy dziwnie na mnie patrzą:) bo cały czas do niej gadam:)

Wiem, że pewnie nie jest to nic specjalnego. Jeszcze wiele do odkrycia przede mną:) ale tak strasznie cieszy mnie i rozczula to co teraz przeżywamy, że postanowiłam, że Wam to napiszę.


Miłego dnia kochani!!!

3 komentarze:

Coś o przytulaniu...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Dziś krótko ale na temat.

Patrząc za okno, gdy spojrzałam na zachmurzenie i to jak jest ponuro…
Po przeczytaniu tego artykułu od razu zrobiło mi się błogo na serduszku :)

http://dziecisawazne.pl/ludzie-potrzebuja-dotyku-innej-osoby-zyc-szczesliwie-czuc-spelnienie/


Miłego dnia kochani!
Przytulajcie się jak najwięcej:)

A.

1 komentarze:

7 rzeczy, które warto wiedzieć o porodzie….

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Przyjaciółka jest w ciąży i niedługo będzie rodzić.
Pomyślałam sobie, że warto wrzucić ten artykuł, bo uważam, że jest całkiem fajny.

http://dziecisawazne.pl/7-rzeczy-ktore-kazda-kobieta-powinna-wiedziec-o-porodzie/

Muszę przyznać, że podczas porodu nie myślałam o tym by zajrzeć w głąb siebie bo ból początkowy był nie do zniesiebnia. Nie patrzyłam na to jak na podróż w głąb siebie… Ale teraz z prespektywy czasu muszę przyznać, że poznałam siebie. Teraz wiem, co znaczy prawdziwy bół :) Zawsze jak T. mówi mi, że boli go ząb moja odpowiedź zawsze jest taka sama: "Ty nie wiesz co to ból" :) trochę to śmieszne ale i prawdziwe. Myślę, że to, że T. był ze mną podczas porodu sprawił, że również on miał tę podróż w głąb siebie. Najpiękniejsze były jego słowa zaraz po porodzie, że jest ze mnie dumny, że dałam radę i że on napewno nie dałby rady. Nabrał szacunku do mnie jako do kobiety i jest to fajne.

Jak leżałam jeszcze na patologii, ciągle słyszałam rodzące kobiety. Zadawałam sobie wtedy pytanie: "Czemu one się tak drą? Czy napawdę to pomaga?" I wiecie co? Sama się darłam :) i moim zdaniem pomaga:) nie ma co się wstydzić tego, co o Nas sobie pomyśli ktoś inny. To tylko kilka sekund krzyku a naprawdę wielka ulga :)

Zachęcam do przeczytania. Artykuł krótki ale myślę, że skłania do reflekcji.


A.

0 komentarze:

Czego możemy uczyć się od dzieci….

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Przeglądając teraz prasę w internecie natknęłam się na świetny, moim zdaniem, artykuł.

http://dziecisawazne.pl/7-wartosci-ktorych-mozemy-uczyc-sie-od-dzieci/

Strasznie mi się spodobał, dlatego polecam i Wam przeczytać. Tak sobie myślę, że w całej tej gonitwie, w której każdy z Nas uczestniczy, fajnie jest być czasem dzieckiem. Przeczytałam takie zdanie w tym tekście, że dzieci się nudzą a My dorośli nie. A może fajnie by było czasem się ponudzić i nic nie robić?:) Mi czasem brakuje takiego braku zamartwiania się o finanse, o to co będzie na obiad…. brakuje mi takiej beztroski.

A może właśnie jeden dzień w miesiącu powinien być "dniem dziecka" bez zmartwień i pełen beztroski?:)
Uczmy się od dzieci :)

Miłego dnia kochani!

0 komentarze:

Etap "mama"

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

Eh.... jakie to męczące. Wiedziałam, że mnie to czeka ale myślałam, że może uda się jakoś to mniej boleśnie przejść. Jak to jednak powiedziała dzisiaj moja Mama "będziesz miała przechlapane. To bariera nie do przejścia, nie uniknie się jej".

Jesteśmy z Młodej na etapie "mama, mama i tylko mama. Nikt inny nie istnieje".

Polega to na tym, że nigdzie nie mogę ruszyć się sama. Młoda wszędzie za mną chodzi, nie mówiąc już o tym, że jak ktoś inny ma ją karmić a ja jestem w zasięgu wzroku to nici z karmienia. Wiecie, nie mam nic przeciwko, że za mną chodzi bo od samego początku była bardzo towarzyska:) Jednak gdy "wisi" mi u nogi, to już nie bardzo mi to pasuje:) Wiedziałam, że będzie ciężko ale nie myślałam, że aż tak. Od samego początku wszędzie ze mną jeździła, więc starałam się by była przyzwyczajona do innych ludzi a nie tylko mnie.
Wczoraj, na spotkaniu z przyjaciółmi, dało się Nam to we znaki. Gdy Młoda była już bardzo marudna, uspokoiła się jedynie na moich rękach. Muszę powiedzieć, że to całkiem zabawne:)

Musimy jednak przez Naszą konsekwencję i upór dążyć do tego, by nie była uwieszona do mojej nogawki przy spodniach. Bo przecież nie może być tak, że nie mogę zjeść w spokoju posiłku bo Młoda jest uwieszona do nogi i marudzi lub też co jest częste ostatnio - wymusza by dać jej do jedzenia, to co aktualnie jemy. Musimy ją nauczyć, że to czas dla Nas, że jej nikt nie przeszkadza gdy je. Nie chciałabym być bowiem Matką Polką, która z dzieckiem na rękach gotuje obiad. Przesada to dla mnie.

Zastanawiam się tylko jak długo ten etap będzie trwał i czy go przetrwamy:)
Do tego wszystkiego jesteśmy też na etapie płaczu o nic:) Już wczoraj, to zaczęłam się z tego śmiać bo płacze i denerwuje się o byle co - dla przykładu teraz najwięcej płaczu jest gdy nie można wjechać książeczką na dywan. Mimo, że pokazujemy jej, że można podnieść książeczkę i dalej bawić się nią na dywanie. Śmiejemy się z T., że ewidentnie widać, że to moje dziecko bo jak coś idzie nie po jej myśli to od razu się denerwuje:) no i jak to T. mówi, "Krzyczy bez sensu jak Ty" :)

Wiele cierpliwości dla Nas i dla Was! 
Miłego dnia kochani!

A.

PS. A Wy też przechodziliście przez taki etap? Jak sobie poradziliście? Jakieś pomysły/pomoc?

2 komentarze:

Lasagne

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 3

Inspiracja Jamie Oliverem.

Potrzebujemy:

Na sos:
2-4 plasterki boczku wędzonego drobno pokrojonego
2 marchewki drobno pokrojone
2 cebule drobno pokrojone
3 drobno pokrojone ząbki czosnku
3 łyżki suszonego oregano
2 puszki pomidorów z puszki
0,5 kg mięsa mielonego wieprzowo-wołowego
5 gałązek świeżej bazylii
sól/pieprz

dodatkowo:
1 opakowanie śmietany 18%
płaty makaronu lasagne
oliwa z oliwek
parmezan
kilka listków bazylii
2 świeże pomidory
sól/pieprz

Boczek i oregano wrzucamy na patelnię. Jak dokładnie się pomieszają dorzucamy marchewkę, czosnek i cebulę. Gotujemy około 5 minut. Dodajemy pomidory z puszki i mięso mielone. Puszki po pomidorach napełniamy wodą i wlewamy na patelnię. Gotujemy pod przykryciem około 45 minut. Na sam koniec, gdy sos będzie zredukowany, dorzucamy posiekaną bazylię. Doprawiamy.

Makaron hartujemy we wrzątku. Wrzątek wlewamy do garnka i dodajemy oliwę. Wrzucamy płaty makaronu na około 3-4 minuty. Gdy makaron się zahartuje kładziemy go na deskę, wycieramy delikatnie ręcznikiem papierowym. 


Układamy warstwy: Zaczynamy od nałożenia sosu. Potem układamy makaron. Na makaron kładziemy śmietanę i doprawiamy świeżo mielonym pieprzem i posypujemy parmezanem. Następnie układamy jeszcze dwie takie warstwy. Na samym wierzchu na śmietanę i parmezan układamy pokrojonego w plastry pomidora i listki bazylii. Posypujemy parmezanem. Wkładamy do piekarnika na 180 stopni na 45-50 minut. Przez pierwsze 20 minut pieczemy pod przykryciem z foli aluminiowej. Kolejne minuty już bez przykrycia dzięki temu lasagne będzie pięknie zarumieniona.


Smacznego!!! 

3 komentarze: