Matki i córki

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Wrzucam ten artykuł bo jestem ciekawa Waszych opinii.

 http://www.charaktery.eu/charaktery/2013/05/wstepniak/

Muszę Wam powiedzieć, że ja się totalnie nie utożsamiam z opinią autorki artykułu. Nie dotyczy on ani mnie ani mojej siostry ani tym bardziej mojej mamy. Nie wiem jak jest u Was, ale wśród wielu moich znajomych myślę, że nie byłby tekstem trafionym.
Ja nigdy nie uważałam się za idealną córkę, a moja mama nigdy nie dała mi odczuć, że mam być idealna. Zawsze mi powtarzała i powtarza do dziś, że nie ma dzieci idealnych. W ogóle to stwierdzenie, że matka oczekuje, że dziecko będzie idealne wydaje mi się strasznie dziwne. Spotkałam się z tym, że jedynym czego się oczekuje i o czym się marzy gdy czeka się na swoje dziecko to, to by było zdrowe. To jest największa nagroda dla rodzica, a nie jakiś wyśrubowany ideał.

Ostatnio nawet rozmawiałam z przyjaciółką o tym jak moja relacja z mamą się zmieniła odkąd sama jestem matką. Przeczytałam bowiem jakiś czas temu pewien artykuł, że babcie zupełnie inaczej kochają swoje wnuki a zupełnie inaczej swoje dzieci. Czyli wychodzi na to, że moja mama bardziej kocha Młodą niż mnie. Zapytałam jej o to, i wiecie co się okazało? Zawahała się i zanim cokolwiek mi odpowiedziała to minęła dłuższa chwila:) Dla mnie to był znak twierdzący. O tym właśnie moim zdaniem warto napisać, bo myślę, że to bardzo ciekawy temat. Zastanawia mnie, czemu babcia kocha bardziej niż swoje dzieci, swoje wnuki? Dlatego, że to przedłużenie rodu? Sama nie wiem ale jest to bardzo intrygujące :)

A Wy jak myślicie?
Piszcie!

A.

1 komentarz:

  1. Może zacznę od tego, że bardzo kocham moją mamę i nie zamieniłabym jej na żadną inną i nie nazwałabym tego w ten sposób, że zawsze oczekiwała, że będę idealna ALE nie dopuszczała i nadal nie dopuszcza myśli, że mogę się czegoś bać, nie chcieć itd. Wydaje mi się, że w jej oczach jestem dużo silniejsza, odważniejsza i właściwie...perfekcyjna.
    Zawsze tak było, że ze wszystkim musiałam sobie poradzić. Mówiłam jej jeszcze w podstawówce, że mam dosyć że tyle pracuje i potrzebuje jej, mówiła mi że przesadzam, że świetnie daje sobie radę, bo duża ze mnie dziewczynka. Na studiach powiedziałam jej, że muszę je przerwać że nie damy rady, powiedziała mi "dasz sobie świetnie rade i koniec" nie było żadnej dyskusji. W sumie to za dużo sytuacji by opisywać, żeby to wyjaśnić. I czasem się zastanawiam czy ona nie myli pojęcia wiary w córkę z idealizowaniem jej. W każdym razie kończy to się tak, że w każdym aspekcie życia czuję presję. I tak, czuję, że wszędzie muszę być perfekcyjna i nie mogę sobie odpuścić. Ale uczę się jak z tym żyć i przyznam, że mimo tego iż uważam całą sytuację za okropną to na pewno w jakiś sposób mnie to wzmocniło i sama już zaczynam mieć do siebie takie zaufanie, że wiem, że sobie poradzę.

    OdpowiedzUsuń