Ciąża i Matka a otoczenie....

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 3

Czy jak chodzicie na zakupy z dzieckiem to ludzie też na Was patrzą jakbyście nie wiem co zrobili? Że ma się poczucie, że najchętniej to pewnie by chcieli byście z domu nie wychodzili? Ja niestety często mam takie odczucie. Zawsze jak idę na zakupy z Młodą do Rossmanna, Biedronki czy gdziekolwiek indziej mam wrażenie, że ludziom jest to bardzo nie na rękę. Jakby przeszkadzało im, że wychodzę z dzieckiem z domu bo przecież wózek zajmuje wiele miejsca w sklepie.

Ja jestem Matką, która nie siedzi w domu. Ciągle gdzieś chodzimy czy jeździmy z Młoda. Czasem autem czasem autobusem. Takie nieprzyjemności najczęściej niestety spotykają mnie albo właśnie na wspomnianych wcześniej zakupach albo w autobusie.
Pamiętam jak byłam jeszcze w ciąży i w 7 miesiącu jechałam autobusem. Był straszny ścisk. W pewnym momencie jakaś Pani z wielkim wyrzutem nakrzyczała na mnie, że mogłabym wciągnąć brzuch a nie tak stoję, że ona nie ma jak przejść. Jak jej odpowiedziałam, że jestem w ciąży to wtedy ucichła. Ale żeby padło symboliczne "przepraszam".... niestety nie.
Na samym początku ciąży zrobiło mi się słabo autobusie. Poprosiłam młodą dziewczynę by mi ustąpiła bo jestem w ciąży. Wiecie co usłyszałam? "Ja jestem zmęczona po pracy i Pani nie ustąpię". Jestem dość bezpośrednią osobą ale w tym momencie mnie zatkało. Nie byłam w stanie wydusić z siebie nic. Co mi pozostało? Po prostu wysiadłam z autobusu. Oczywiście dla wszystkich innych ludzi siedzących w autobusie byłam niewidzialna Zdarzyło mi się też, że jadąc tramwajem jak miałam już widoczny brzuch Pani nakrzyczała na mnie, że taka młoda a nie ustępuje jej miejsca a ona jest zmęczona po pracy. Dopiero jak rozpięłam kurtkę i zobaczyła mój brzuch przestała krzyczeć i Nasza dyskusja od razu się skończyła. Teraz jak jest Młoda i czasem zdarza Nam się jechać autobusem nie raz słyszę "Czy musi Pani z tym dzieckiem jeździć autobusem?" Czy naprawdę wychodzenie z domu z dzieckiem jest takim wielkim przestępstwem?

Będąc w ciąży nigdy nie wykorzystywałam tego faktu. W ostateczności prosiłam o ustąpienie miejsca w autobusie. Musiałam się naprawdę źle czuć.
Zawsze mnie zastanawia taka znieczulica ludzi. A może nie mamy nikogo w swoim otoczeniu w ciąży i nie pomyśleliśmy co spotyka ciężarne? A co z tymi kobietami, które były w ciąży i żyły w jeszcze gorszych czasach jak My? Czemu najczęściej jak już jakaś kobieta ustępuje miejsca to jest to babcia po 70tcea nie np Pani po 40tce? Wiele pytań i wielka refleksja mi się dzisiaj wdarła na ten temat.
Zastanawiają mnie też zawsze komentarze jakie słyszę. Czy naprawdę jako Matka jestem skazana na siedzenie w domu i wychodzenie tylko na spacery? Czemu nie mogę normalnie żyć i poruszać się tak jak chcę i kiedy chcę? Zastanawiam się też czy w innych krajach też tak jest? Czy Polacy postrzegani jako naród, który narzeka jest też narodem przeciwko Matkom? Sama nie wiem co o tym myśleć. Wiem natomiast, że sama przez to przeszłam i zawsze jak mogę pomagam Matkom w autobusie czy to ustępując miejsca czy wnosząc wózek lub robiąc więcej miejsca by zmieściło się więcej wózków.

Pomysły na ułatwienie sobie życia z dzieckiem:
* Rozmawiałam z A. (przyjaciółka) i powiedziała mi, że Rossman wprowadził możliwość zamawiania przez internet produktów, które przywiozą Ci do domu lub możesz odebrać zakupy w sklepie. Wszystko można kupić w cenach rabatowych, które są dostępne również stacjonarnie. Stwierdziłam, że może warto o tym napisać bo jest to nowość. Ja się cieszę, że nie dość że nie będę musiała pchać się w ten tłok jak również wychodzić na zimno tylko po to by iść do Rossmanna.
* Sprawdzam jakie promocje są w danych sklepach. Ja nie mam stałej marki kremów, chemii do prania czy słoiczków dla Młodej. Często kupuję w różnych miejscach. Teraz np. jest promocja w Hebe na proszek Dzidziuś.
* Raz w tygodniu zaglądam na stronę czy do sklepu, w którym kupuje najczęściej produkty spożywcze. W ten sposób mam wszystko pod kontrolą i wiem co jest na promocji.
* Aby się nie denerwować się natłokiem ludzi robię zakupy w godzinach mniej uczęszczanych. Oczywiście jest mi łatwiej bo jestem na urlopie macierzyńskim - w weekend staramy się jak już chodzić po sklepach to w godzinach obiadowych lub z samego rana. Wtedy mimo natłoku ludzi jest ich jednak mniej.
* Jeśli mam gdzieś pojechać autobusem to obowiązuje ta sama zasada jak wyżej. Wybieram godziny mniej uczęszczane by autobus nie był zatłoczony. Jak się da to też wybieram autobusy mniej uczęszczane.

A jakie Wy macie odczucie w tym temacie? Czy Was też coś takiego spotykało/ spotyka?
Macie jakieś pomysły na ułatwienie?

Ciekawa jestem Waszych opinii. Piszcie!

A.

3 komentarze:

  1. O Matko! Rzeczywiście niefajne doświadczenia Cię spotkały. W moim przypadku było zupełnie inaczej- jak byłam w ciąży- w autobusach czy metrze i w sklepach zawsze znalazł się ktoś to chciał mi ustąpić miejsca. Później z wózkiem też czułam się raczej uprzywilejowania dzięki uprzejmości tych których spotkałam... nie wiem od czego to zależy- przecież żyjemy w tym samym narodzie i mieście ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja miałam podobnie - moja ciąża była w okresie zimowo-wiosenno-letnim (poród w sierpniu). Nikt mi nie ustępował miejsca (chyba,że sama poprosiłam, jak już mi było ciężko). Dopiero jak się zaczęło robić ciepło, że można było chodzić bez kurtek, w samych koszulkach, wtedy zerkano na mnie spod nosa, czy przypadkiem nie chcę wymusić miejsca w środkach transportu. A ustępowanie bez problemu to było w 8 i 9 miesiącu, kiedy miałam już mega brzuch. Najbardziej wkurzały mnie osoby, głównie starsze, które stały nade mną, dąsały się lub komentowały głośno pod nosem, że taka młoda, a siedzi. Dopiero jak mówiłam, że jestem w ciąży, zerkały na mój brzuch i kończyły komentarze. Oczywiście też nie było żadnego "przepraszam".

    A podróże z wózkiem autobusami i tramwajami były podobnie, jak u Ciebie: poza godzinami szczytu. Zdarzało się jednak, że np. jechałam do lekarza, tam się schodziło (jak to w naszej służbie zdrowia) i wracałam wraz z ludem pracującym. Wtedy to była jadka: po co się taka pcha do autobusu; niech się Pani przesunie, bo wózek zajmuje miejsce; takie to nie powinny jeździć w tych godzinach, itd. Już pal licho te komentarze. Ale określenie "ta", "taka", to już mi mocno na nerwa wchodziło. Nie raz się zdarzyło, że odpowiedziałam bardzo kulturalnie, ale głośno i dosadnie, co myślę na ten temat, że też mam prawo jeździć komunikacją miejską, bo mam bilet; że też kiedyś muszę różne sprawy pozałatwiać; że nie mam zamiaru zamykać się w czterech ścianach tylko dlatego, że mam dziecko...

    Przecież Ci ludzie też mieli dzieci, jeździli autobusami, tramwajami i nawet wtedy nie było niskopodłogowych, więc ZAWSZE musieli kogoś prosić o pomoc, by wsiąść do pojazdu...

    Co w takim razie się zmieniło? Chyba po prostu stali się wygodniccy i nie pamiętają, jak to było, a na nas się to wszystko odbija...

    OdpowiedzUsuń