Tarta z grzybami leśnymi

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Inspiracja z Moich Wypieków.
Myślę, że jest i dobrą przystawką i dobrym dodatkiem.
To już Wy musicie stwierdzić jak chcecie ją podać:)

Potrzebujemy:

Na spód tarty:
120 g masła w temperaturze pokojowej
1 opakowanie śmietany 18 % (220 ml)
150 g mąki
50 g sera żółtego (najlepiej cheddar)
szczypta soli

Na nadzienie grzybowe:
50 g suszonych grzybów
250 g pieczarek
3 jajka
3 ząbki czosnku
1 cebule
1 opakowanie śmietany 18% (220 ml)
100 g sera żółtego (najlepiej cheddar)
 sól/pieprz
1 łyżeczka gałki muszkatołowej

Dzień wcześniej zalewamy suszone grzyby niewielką ilością wrzątku i zostawiamy do namoczenia na całą noc.  Kolejnego dnia przed rozpoczęciem robienia tarty gotujemy namoczone grzyby w garnuszku przez około godzinę (można dodać trochę więcej wody by się Nam grzyby nie spaliły)

Zabieramy się za robienie spodu. Masło, mąkę, śmietanę, ser oraz przyprawy łączymy na jednolitą masę. Zawijamy w folię spożywczą i chłodzimy w lodówce przez minimum 30 minut a najlepiej 60 minut. Po tym czasie rozwałkowujemy ciasto i wykładamy na formę (ja miałam średnicy 23 cm). forma wysmarowana jest wcześniej masłem i opruszona mąką, najlepiej jak będzie z wyjmowanym dnem. Tak przygotowane ciasto wkładamy ponownie do schłodzenia na 30 minut. Wypiekamy spód przez 15 minut w temperaturze 200 stopni. Ciasto musi być lekko zezłocone.

Zabieramy się za nadzienie. Po tym jak grzyby Nam się podgotują, przestudzamy je i kroimy z grubsza. Pieczarki kroimy i razem z pokrojoną cebulą i czosnkiem smażymy na niewielkiej ilości oliwy. Po podsmażeniu (po około 3 minutach) łączymy mieszankę z grzybami leśnymi. Dodajemy gałkę muszkatołową, sól i pieprz. W oddzielnym naczyniu łączymy śmietanę z serem żółtym i jajkami do jednolitej konsystencji i łączymy z grzybami. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem jeśli jest taka potrzeba i wylewamy na wypieczoną tartę. 

Pieczemy w temperaturze 180 stopni przez 30-40 minut. Podawać ciepłą lub schłodzoną. Tak jak lubicie:)



Smacznego!

A.

0 komentarze:

Rok pełen zmian

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Kończy się rok i pomyślałam, że może fajnie by go było podsumować.

Zaczęło się spokojnie bo sylwester z przyjaciółmi, ja z brzuchem więc nie można było poszaleć. Jednak czas spędzony z przyjaciółmi to dobre wejście w Nowy Rok:) Potem gorączka przed narodzinami. Pakowanie do szpitala aż po szczęśliwe rozwiązanie. A potem....? Potem najpiękniejsze chwile jakie można sobie wyobrazić. Pierwsze uśmiechy, słowa, kroki. Nie spodziewałam się, że można być tak szczęśliwym i że można tak bardzo kochać swoje dziecko.

Jestem dość żywiołową osobą i nie do końca widziałam siebie jako osobę siedzącą w domu. Zdecydowałam się na roczny urlop macierzyński więc tym bardziej wizja "kury domowej" mnie przerażała. Muszę Wam jednak powiedzieć, że jestem zaskoczona bo spełniam się jako Matka w 100%. Niczego mi nie brakuje. Owszem jest inaczej bo zajmuje się domem i dzieckiem. Ale jest to równie wartościowe jak praca i odpowiedzialność jaką w niej mam. Będąc Matką też jestem za wiele rzeczy odpowiedzialna ale to zupełnie inny wymiar odpowiedzialności. Nie porównywalny z pracą.

Pod względem macierzyństwa i całej tej otoczki stwierdzam, że to bardzo udany rok.
Nie brakowało też tych nie miłych chwil czyli porodu po terminie i wszystkich tych nerwów które temu towarzyszyły, kradzież samochodu i wszystkie drobne niekorzystne zdarzenia... Myślę jednak, że te wszystkie sytuacje bardzo Nas kształtują. Po coś są. Jakiś jest ich cel i tylko Bóg wie jaki jest tego cel.

Zastanawiam się jaki będzie ten kolejny rok. Czy odkrywanie rozwoju swojego dziecka będzie równie fascynujący? Dla mnie będzie to niezwykły rok bo kończę 30 lat:) Kiedyś myślałam, że jak ktoś ma 30 lat to jest stary. A wcale się tak nie czuje:)

Szczęśliwego Nowego Roku Kochani!

A.

1 komentarze:

Kuchenne triki

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

1. 
Jeśli zostanie mi trochę wina a nie mam ochoty go pić - nie wylewam go. Wlewam pozostałe wino do torebek na lód i zamrażam. W ten sposób będę mogła używać go do gotowania kiedy chcę.
Tylko pamiętajcie by komuś o tym powiedzieć bo moje cenne wino z podróży poślubnej wylądowało na głowie M. jak miała migrenę podczas opieki Naszym mieszkaniem:)

2
Raz w miesiącu robię przegląd tego co mam w szafach czy miejscach gdzie trzymam produkty spożywcze. Produkty z krótszą datą przydatności idą na początek w ten sposób zużywam to co jest najkrócej ważne.

3.
W lodówce zawsze mam jedno opakowanie ciasta francuskiego - ratuje mnie gdy przychodzą niezapowiedziani Goście.

4.
Produkty sypkie typu: cukier, kawa, mąka, bułka tarta itd. trzymam w słoiczkach dzięki temu nic się nie wysypuje i utrzymuje się czystość.

5.
Padło to gdzieś w jednym z komentarzy i sama zaczęłam z tego korzystać. Jeśli mam zrobić zupę to mięso wykorzystuję do zapiekanki, warzywa do sałatki. Wywar jeśli mam go dużo i mam na to miejsce to zamrażam by wykorzystać go w późniejszym terminie.

6.
Raz w tygodniu robię coś z listy z generalnych porządków. W ten sposób mam posprzątane na bieżąco.

A Wy jakie macie pomocne triki w kuchni?

A.

0 komentarze:

Korzenne tiramisu

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Muszę przyznać, że jest smaczne ale stwierdziliśmy wszyscy, że jest dość ciężkie jak na tiramisu:)
Inspiracja z Moich Wypieków.

Potrzebujemy:
300 gram biszkoptów
190 ml zaparzonej kawy
2 opakowania mascarpone (po 250 gram jedno)
3 łyżki cukru pudru
1 opakowanie śmietany 30% (330 ml)
1 tabliczka czekolady białej
4 łyżki przyprawy do piernika
1 łyżka cynamonu
2,5 łyżki kakao

Tradycyjnie jak w każdym tiramisu biszkopty nasączamy w kawie wymieszanej z przyprawą do piernika (1 łyżka) i cynamonem. Krem przygotowujemy łącząc mascarpone z ubitą na sztywno śmietaną kremówką. Dodajemy przyprawę do piernika (1 łyżka) oraz rozpuszczoną czekoladę. Gdy masa jest już jednolita dodajemy cukier puder. Przed nakładaniem łączymy kakao z przyprawą do piernika (2 łyżki).

Nasączone biszkopty układamy na dnie naczynia. Na biszkopty kładziemy krem. Posypujemy kakao wymieszanym z przyprawą. Powtarzamy czynność. Wkładamy do lodówki na kilka godzin:)



Smacznego!

A.

0 komentarze:

Guacamole

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Fajny dip, który znalazłam na stronie kwestii smaku.
Wystarczy kupić dobre chipsy tortilla o smaku serowym i szybka, pyszna przekąska gotowa.

Potrzebujemy:
2 dojrzałe awokado
2 łyżki soku z cytryny
1 ząbek czosnku
1/2 cebuli średniej
sól / pieprz

Wszystkie składniki kroimy. Awokado obieramy ze skóry i blendujemy. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, sok z cytryny oraz pokrojoną drobno cebulę. Wszystko dokładnie blendujemy na gładką masę. Podajemy po około 30 minutach jak dip trochę się przegryzie.


Smacznego!!!

A.

0 komentarze:

Barszcz czerwony

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Ostatni weekend był pełen spotkań przed świątecznych z przyjaciółmi. Na jedno z takich spotkań postanowiłam zrobić pierwszy raz w życiu barszcz czerwony. Wszyscy zachwalali:) jestem zaskoczona bo naprawdę wyszedł dobry. Oczywiście gdyby nie pomoc mojej mamy nie byłoby mowy o tak wspaniałym rezultacie:)

Potrzebujemy:
4 buraki
1/2 szklanki zakwasu z buraków
1 kostka rosołowa
2 łyżki cukru
sól
pieprz

Mama powiedziała mi, że jej zdaniem najlepszy barszcz to taki który zdobędzie całą swoją esencję z buraka. Tak też zrobiłam. Buraki obieramy i ścieramy na tarce na grubych oczkach. Zalewamy zimną wodą i stawiamy na gaz. Jak tylko woda się zagotuje zdejmujemy buraki z gazu i odlewamy esencję z buraków do innego garnka. Pozostałe buraki zalewamy ponownie ziemną wodą i stawiamy ponownie na gaz. Ważne jest by nie zagotować buraków bo barszcz będzie mętny i kwaśny. Powtarzamy czynność z odlewaniem z buraków wody. W ten sposób uzyskujemy prawdziwą, piękną w kolorze wina esencję z buraków. Stawiamy na gaz. Dodajemy kostkę rosołową, zakwas z buraków jak i cukier. Doprawiamy do smaku jak kto lubi. Z zasady wydaje mi się, że lepiej smakuje jak jest pikantny:)

Barszcz podajemy z uszkami lub bez zależy jak lubicie:)
Bardzo ważne jest by gotowego barszczu też nie zagotować ponieważ jak się go zagotuje to straci swój kolor i będzie brunatny.

0 komentarze:

Sałatka z niebieskim serem pleśniowym

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

To sałatka, którą pierwszy raz zjadłam dwa tygodnie temu u mojej siostry ciotecznej. Podbiła moje serce a jeszcze jak dowiedziałam się jak jest prosta pokochałam ją jeszcze bardziej.
P. (siostra) zgodziła się bym ją tutaj umieściła co zatem czynię:)
Sałatka jest sycąca dlatego umieszczam ją w zakładce przystawka.

Potrzebujemy:
1 opakowanie rucoli
3 duże liście sałaty lodowej
200 gram suszonej żurawiny
1 duża kiść winogron bez pestek (dostępne w Biedronce)
1 opakowanie sera pleśniowego niebieskiego
2 garście migdałów pokruszonych
2 łyżki oliwy z oliwek
2 łyżki octu balsamicznego
szczypta pieprzu

Do miski wrzucamy umytą wcześniej rucolę. Sałatę myjemy i kroimy drobno po czym wsypujemy do rucoli. Ser kroimy na drobną kostkę i wrzucamy do sałat. Potem odpowiednio dodajemy przekrojone w pół winogrona, suszoną żurawinę i pokruszone migdały. Dokładnie mieszamy by wszystkie składniki dokładnie się połączyły. Dodajemy oliwę i ocet balsamiczny i ponownie mieszamy.
Doprawiamy do smaku.


Smacznego!

A.

0 komentarze:

Zawijasy z pesto

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Kolejna odsłona ciasta francuskiego.
Tym razem na słono.

Potrzebujemy:
1 opakowania ciasta francuskiego
1 słoiczek pesto zielonego/czerwonego
mąka do podsypania.

Ciasto francuskie rozwałkowujemy. Rozsmarowujemy pesto i składamy jak książkę. Tak jak w przepisie na cynamonowe palmiery. Składamy i smarujemy aż powstanie nam rulonik. Kroimy ciasto w paski centymetrowe. Układamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i lekko dociskamy by miały kształt serca. Pieczemy w 200 stopniach na termoobiegu przez około 15-20 minut.


Przepis bardzo prosty i bardzo smaczny. Możecie użyć również pesto czerwonego. Ja użyłam zielonego. W środek można też włożyć pokruszone migdały.

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Spotkanie z przyjaciółmi

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Poduszeczki z grzybami

Jak widzicie lubię proste, szybkie rozwiązania. Takim produktem jest właśnie ciasto francuskie. Lubię je wykorzystywać z różnym nadzieniem. Tutaj macie poduszeczki z grzybami.

Potrzebujemy:
1 opakowanie ciasta francuskiego
0,5 kg pieczarek
2 średniej wielkości cebuli


Cebulę i pieczarki kroimy w drobną kostkę i podsmażamy na niewielkiej ilości oliwy. Odstawiamy do wystygnięcia. W tym czasie rozwałkowujemy ciasto francuskie. Dzielimy je na kwadraty. Na co drugi kwadrat ciasta kładziemy nadzienie. Przykrywamy drugim kwadratem ciasta oraz dociskamy boli jednej i drugiej warstwy widelcem tak by farsz nie wypłynął. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 200 stopni na około 15-20 minut.



Jest to fajne rozwiązanie jeśli nie chcemy by goście byli objedzeni przed daniem głównym. W takiej wersji jedzą tyle na ile mają ochotę.


Makaron z kurczakiem w sosie z zielonego pesto
(6-8 porcji)

Potrzebujemy:
1 opakowanie makaronu takiego jak lubicie
2 piersi z kurczaka
1 słoik pesto zielonego (190 gram)
1 opakowanie płatków migdałowych (około 150 gram)
1 opakowanie serka mascarpone (250 gram)
1 opakowanie śmietany 30 % (330 ml)
3 średniej wielości cebule
4 ząbki czosnku
spory pęczek świeżej bazylii
sól/pieprz


Cebulę i czosnek kroimy w paski. Podsmażamy na patelni na niewielkiej ilości oliwy, do zeszklenia. Kurczaka myjemy i osuszamy. Kroimy w małą kostkę. Doprawiamy solą i pieprzem. Gdy cebula i czosnek zeszklą się wrzucamy kurczaka. W międzyczasie prażymy płatki migdałowe. Na suchą i rozgrzaną patelnię wrzucamy płatki i mieszamy na bieżąco by się nie przypaliły. Muszą się lekko zarumienić.
Serek mascarpone, pesto i śmietanę łączymy ze sobą za pomocą rózgi. Gdy mieszanina jest dokładnie połączona wlewamy ją na patelnię i łączymy z kurczakiem, cebulą i czosnkiem.Czekamy aż się lekko zredukuje. Na koniec dodajemy posiekaną bazylię.

Podajemy z makaronem, który lubicie najbardziej:)


Sernik chałwowy
Ten sernik to fajna nowość na świątecznym stole. Oczywiście jeśli ktoś lubi chałwę:)
Inspiracja Moje Wypieki.

Potrzebujemy:
na spód sernika:
3/4 opakowania ciastek z nadzieniem czekoladowym HIT
1/2 kostki masła

na masę sernikową:
500 gram twarogu
360 ml śmietany 36%
4 chałwy waniliowe (60 gram każda)
1/3 szklanki cukru pudru
4 łyżeczki żelatyny
1/2 szklanki wody

do dekoracji:
4 kostki czekolady białej

Wieczorem dzień wcześniej śmietanę podgrzewamy ale tak by się nie zagotowała. Do gorącej śmietany dodajemy pokruszoną chałwę i dokładnie mieszamy do całkowitego rozpuszczenia. Ja mieszałam rózgą i uważam, że było to bardzo fajnie rozwiązanie. Gdy chałwa dokładnie się rozpuści przecieramy mieszankę przez sito. W ten sposób otrzymamy masę chałwową bez grudek. Przykrywamy folią spożywczą i wstawiamy do lodówki na całą noc by się schłodziło.

Kolejnego dnia zaczynamy od spodu sernika. Ciastka kruszymy i dodajemy rozpuszczone masło. Łączymy do uzyskania konsystencji "mokrego piasku". Blachę o średnicy około 22-24 cm wykładamy papierem do pieczenia - samo dno. Przekładamy masę z ciastek i masła do blachy i dokładnie dociskamy by było zbite. Chłodzimy w lodówce przez minimum 30 minut. 
W tym czasie zabieramy się za masę serową do sernika. Żelatynę wsypujemy do ciepłej wody i pozostawiamy do napęcznienia. Zimną mieszankę chałwową ubijamy na krem. Następnie umieszczamy w misie miksera twaróg do którego dodajemy cukier puder. Dokładnie mieszamy i dodajemy masę chałwową. Na sam koniec dodajemy przestudzoną żelatynę. 
Aby żelatyna dokładnie się wymieszała dodajemy do niej wcześniej część mieszanki sernikowej i dopiero gdy tu się wymiesza dodajemy całość do masy sernikowej.



Gdy wszystkie składniki są wymieszane wykładamy je na schłodzony spód i wkładamy do lodówki do stężenia (na około 6-8 godzin). Po tym czasie przyozdabiamy sernik rozpuszczoną białą czekoladą.

Smacznego!
A.

1 komentarze:

Lemoniada

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Potrzebujemy:

sok z 5 cytryn
pół szklanki cukru
2 litry wody niegazowanej

Sok z cytryn razem z cukrem zagotować w garnuszku. Po lekki przestudzeniu dodajemy wodę, cząstki cytryny oraz miętę. Jeśli jest za mało słodkie czy kwaśne dodajemy odpowiednio cukier czy sok z cytryn.



Prosto, smacznie i orzeźwiająco:)

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Muffiny z maliną i czekoladą

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

To ukochane muffiny M.
Nie mogła się doczekać jak wstawię przepis dlatego robię to już dziś, gdy muffiny jeszcze stygną:)

Na masę muffinową potrzebujemy:
300 gram mąki
1/2 szklanki cukru 
1 szklanka mleka
3/4 szklanki oleju
1 tabliczka białej czekolady
300-400 gram malin (mogą być świeże jak również mrożone)
1 jajko
1 laska wanilii
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Na kruszonkę potrzebujemy:
1/2 kostki masła
300 gram mąki
1/2 szklanki cukru pudru
1 jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Olej, mleko i jajko miksujemy w misie miksera na gładką masę. Dodajemy nasiona z laski wanilii i miksujemy do całkowitego połączenia. W tym czasie w drugiej misce mieszamy mąkę, cukier, proszek do pieczenia, posiekaną czekoladę, maliny. Gdy składniki mokre połączą się całkowicie dodajemy po łyżce produktów suchych. W tym czasie przygotowujemy kruszonkę. Mieszamy wszystkie produkty ze sobą do konsystencji mokrego piasku. W razie potrzeby dodajemy więcej mąki by kruszonka była sucha. Masa muffinowa powinna być dość gęsta. Nie przejmujemy się tym. Przekładamy ją do foremek. Wlewamy ciasto do 3/4 wysokości foremki. Zasypujemy kruszonką.
Wkładamy muffiny do piekarnika na 200 stopni na 25 minut.


Smacznego!

A.

0 komentarze:

Dziecko, Matka i zakupy

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Pojechałyśmy dzisiaj z Młodą na zakupy do Ikea. Chciałam na spokojnie bez tłoku pochodzić i zobaczyć co nowego można przenieść do siebie w temacie fajnych rozwiązań domowych:)

I tak mi się dzisiaj na refleksję wzięło bo wiele osób mnie o to dziś pytało.
A jak Młoda na zakupach? Nie boi się?
Zawsze odpowiadam tak samo: "A jak ma być? Normalnie? Bardzo lubi zakupy. Chodzi ze mną na nie od samego początku jak się urodziła :)".

Nie wiem z czego to wynika ale dla sporej ilości ludzi czasem jest to jednak wyzwaniem wyjść z dzieckiem do sklepu. Tak jak pisałam Wam wcześniej wiele Matek zamyka się w domu i zatraca się bez pamięci w rolę Matki i Pani Domu nie myśląc o sobie. 
Dzisiaj tak o tym rozmawiałam ze swoją kuzynką i ona powiedziała, że jak ona wychowywała dzieci to było inaczej. Że zostawiało się dzieci w domu, że dzieci płakały bo nie były do tego przyzwyczajone. Teraz jak widzi tłumy wózków w weekend to jest zaskoczona. Popadamy trochę z jednej skrajności w drugą bo jak już wychodzimy to zamiast spaceru po parku wybieramy centrum handlowe. 

Pamiętam czasy jak pracowałam jeszcze w kawiarni w centrum handlowym zawsze zastanawiałam się czemu ludzie zamiast pójść na spacer do parku to przychodzą na spacer do centrum handlowego? Z jednej strony teraz jak o tym pomyślę to nie ma co się im dziwić bo przecież nie mają czasu na zakupy - zwłaszcza teraz przedświąteczne- w tygodniu. Z drugiej jednak strony myślę sobie, że jak chcemy uniknąć natłoku ludzi zostawiamy dziecko z babcią/ dziadkiem, który pójdzie na spacer. Nadal robimy to o czym mówiła mi kuzynka- zostawiamy dziecko w domu  czyli nie zmienia się to od lat. Mimo, że myślałyśmy, że Matki w dzisiejszych czasach są odważniejsze.

Strasznie ciężko w tym wszystkim znaleźć złoty środek. Nie chciałam zamykać się w domu z Młodą. I od początku aktywnie uczestniczy w moim życiu - czy to na zakupach, kawie na mieście czy gdziekolwiek indziej gdzie są znani czy nieznani jej ludzie. Choć myślę sobie, że łatwo mi tak mówić bo jestem na urlopie macierzyńskim więc bywanie w sklepie w mniej uczęszczanych godzinach i dniach - tak jak dziś - jest dla mnie o wiele łatwiejsze. A co będzie jak wrócę do pracy? Czy nie będę jednym z tych ludzi, którym kiedyś się dziwiłam pracując w kawiarni?

Jak zatem znaleźć złoty środek?
Sama nie wiem:) może Wy macie jakieś pomysły? Czy w ogóle da się znaleźć złoty środek?
Bo im częściej o tym myślę tym bardziej upewniam się, że nie da się zrobić tak by w 100% znaleźć na to dobre rozwiązanie.

A.

0 komentarze:

Ciasto jogurtowe ze śliwkami

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Jak to T. powiedział to ciasto jak na moje możliwości jest zwyczajne.
Moim zdaniem jest idealne do herbaty i przede wszystkim szybkie w przygotowaniu.
Inspiracja z moich wypieków.


Potrzebujemy:
500 gram mąki pszennej
600 gram jogurtu greckiego
1 szklanka cukru
1 jajko
3/4 szklanki oleju
1 łyżeczka sody
sok i skórka z jednej cytryny
500 gram śliwek (mogą być i świeże i mrożone)



Składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
W misie miksera umieścić olej, sok z cytryny razem ze skórką, jajko i cukier. Wymieszać do całkowitego połączenia się składników- konsystencja sosu. Następnie dodać jogurt i dokładnie wymieszać. Gdy to już nastąpi wsypujemy mąkę i sodę. Czekamy aż wszystkie składniki dokładnie się połączą. Nie przejmujcie się jak ciasto będzie gęste - właśnie takie powinno być.
W tym czasie przygotowujemy tortownicę o średnicy 21-24 cm. Wykładamy ją papierem. Przelewamy ciasto. Na wierzch układamy owoce - rozcięciem do góry. Pieczemy w temperaturze 160 stopni przez około 60 - 75 minut. Aż do suchego patyczka.

Smacznego!!!

A.

0 komentarze:

Cytrynowo-pomarańczowe ciasteczka z czekoladą

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Te ciastka to absolutny hit! Są rewelacyjne a T. zawsze je zjada zanim zdążą wystygnąć. Poparzy sobie palce ale ważne by je zjeść:) Zawsze jak je piekę przed świętami to zapach jaki roznosi się po całym domu sprawia, że naprawdę czuję święta.

Inspiracja Jamie Oliver.

Potrzebujemy:
125 gram masła
100 gram cukru trzcinowego (około 3-4 łyżek)
1 jajko
100 gram mąki (około 4-5 łyżek)
30 gram płatków osianych (2 łyżki)
1 łyżeczka proszku do pieczenia

dodatkowo:
1/2 tabliczki czekolady mlecznej
1/2 tabliczki czekolady białej
skórka otarta z jednej pomarańczy i jednej cytryny


Masło i pozostałe podstawowe składniki mieszamy razem na jednolitą masę. Ciasto może wydawać się nieco mokre ale takie właśnie powinno być. Dodajemy posiekana czekoladę i otartą skórkę z cytrusów. Wszystko dobrze mieszamy. Mieszaninę wykładamy na folię. Formujemy ciasto w postaci wałka - zawijamy w folię. Wkładamy do zamrażalnika na minimum 30 minut. 




Po tym czasie wyjmujemy ciasto i kroimy na krążki około 1 centymetra. Potem Rozgrzewamy piekarnik do 190 stopni. Blachy do pieczenia wykładamy papierem. Kładziemy pokrojone krążki zmrożonego ciasta. Trzeba pamiętać by zostawić między ciastkami odpowiednią odległość - ja piekę po maksymalnie 9 sztuk na blachę.  Blachę wkładamy na 8-10 minut na środkowy poziom piekarnika aż brzegi ciastek będą złotobrązowe. Po wyjęciu ich z piekarnika przekładamy je na kratkę by tam całkowicie wystygły. Jak tylko się je wyjmie będą dość miękkie - trzeba delikatnie przekładać by się nie połamały. Na kratce stwardnieją.


Smacznego!

A.

0 komentarze:

Sernik dyniowy

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Bardzo fajna alternatywa na świąteczny sernik. Inspiracja z Moich Wypieków.

Potrzebujemy:
Na spód:
250 gram herbatników maślanych
2 łyżeczki imbiru mielonego
100 gram masła

Na masę serową:
750 gram twarogu dwukrotnie mielonego
250 gram serka mascarpone (1 opakowanie)
450 gram pure z dyni piżmowej (powinno wystarczyć pure z jednej całej dyni)
3 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżka mąki pszennej
3 żółtka
3 jajka całe
sok z połowy cytryny
190 gram cukru pudru lub drobnego cukru do wypieków
3 łyżki przyprawy do piernika

Pure najlepiej zrobić dzień wcześniej by całą noc spędziło w lodówce. Przygotowanie pure: dynię piżmową kroimy na pół. Wyjmujemy środek z pestkami. Tak przygotowaną dynię wkładamy do naczynia żaroodpornego i przykrywamy. Wkładamy do nagrzanego piekarnika na 200 stopni na około 60 minut. Dynia powinna być miękka. Po tym czasie, jak lekko przestygnie, do miseczki wrzucamy sam miękki miąższ upieczonej dyni. Skórę wyrzucamy. Dynię miksujemy blenderem na gładkie pure. Wkładamy do lodówki.


Sernik zaczynamy od spodu. Wszystkie produkty powinny być w temperaturze pokojowej. Blachę wykładamy papierem do pieczenia - tylko samo dno. Kruszymy herbatniki a masło roztapiamy. Do Pokruszonych ciastek dodajemy masło i imbir. Wykładamy mieszankę do blachy tak by ciastka były też na bokach. Wstawiamy do lodówki do schłodzenia na 30 minut.
W tym czasie zabieramy się za masę serową. Sernik wkładamy do misy miksera. Wbijamy całe jajka oraz żółtka. Mieszamy. Gdy się dokładnie wymieszają wrzucamy pure z dyni i serek mascarpone oraz cukier. Potem obie mąki, przyprawę do piernika. Na koniec sok z cytryny. Nie mieszamy długo - jedynie do połączenia składników. Nie chcemy by ser się napowietrzył bo wtedy sernik nie będzie równy po upieczeniu. Piekarnik nagrzany do 170 stopni obniżamy na 150 i wkładamy sernik. Pieczemy w kąpieli wodnej czyli formę z sernikiem owijamy folią aluminiową. Tak owiniętą foremkę z sernikiem wkładamy do większej blachy i wlewamy wrzątek do połowy formy z ciastem. Pieczemy około 1 godziny i 45 minut. Sernik będzie jedwabisty. Wkładając patyczek nie będzie suchy. Nie trzeba się tym przejmować.

Można udekorować go bitą śmietaną jednak moim zdaniem jest zbędna. 

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Polędwiczki w sosie śmietanowym

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Pyszny, szybki obiad. T. zawsze nie może się go nachwalić.:)
2 porcje

Potrzebujemy:
1 opakowanie polędwiczki wieprzowej
300 gram pieczarek
2 średniej wielkości cebule
1 małe opakowanie śmietany 18% (około 180-220 gram)
3-4 ząbki czosnku
ziemniaki - tyle ile zjecie:)
marchewka - tyle ile zjecie:) 
1/2 szklanki mąki
3-4 łyżki miodu
oliwa z oliwek
masło
sól/pieprz


Polędwiczki kroimy na plastry grubości około 1 cm. rozbijamy je, solimy i pieprzymy z obu stron. Następnie opruszamy z mące i smażymy na 1-2 łyżkach oliwy. Gdy całe mięso jest usmażone na tej samej patelni smażymy pokrojoną cebulę. Zalewamy wszystko wrzątkiem - na patelni na której smażyliśmy. Dzięki temu całe soki, które wydobyliśmy z mięsa będziemy mieli w sosie. Dorzucamy pokrojone pieczarki i przeciśnięty przez praskę czosnek. Czekamy aż mięso zmięknie - około 20 minut. Gdy jest miękkie dodajemy śmietanę. Solimy pieprzymy do smaku.
Marchewki obieramy i kroimy. Wkładamy do zimnej wody i zostawiamy do zagotowania. Gotujemy 8-10 minut.P Po tym czasie przekładamy je na patelnię razem z dwoma łyżkami masła i miodem. Smażymy aż marchewki lekko zmiękną i całe będą oblepione miodem. Powinny być lekko twarde.
Nie zniechęcajcie się miodem. Moja siostra nie lubi miodu a pokochała te marchewki:)

Ziemniaki gotujecie tak jak lubicie:)

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Piernikowe muffiny z budyniem waniliowym

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Muffiny są wszystkim dobrze znane. Tutaj w wersji nieco świątecznej.

Potrzebujemy:
2 szklanki mąki
1 jajko
1/2 szklanki cukru pudru
3/4 szklanki oleju
1 szklanka mleka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
2 łyżki kakao
2 łyżki przyprawy do piernika
1 łyżka mielonego imbiru
1 budyń waniliowy



Jajko, olej i mleko łączymy ze sobą na puszystą masę. Dodajemy pozostałe składniki suche, które wcześniej mieszamy ze sobą. Ciasto powinno być gęste ale lekko lejące.
Budyń waniliowy przygotowujemy według przepisu na opakowaniu. Ostawiamy by przestygł.

Wykładamy papierowe foremki do muffinów na blachę do pieczenia babeczek. Wlewamy jedną łyżkę ciasta do każdej foremki. Następnie wkładamy po jednej budyń - jedna łyżka na każdą babeczkę. Gdy budyń jest nałożony przykrywamy go ponownie ciastem do 3/4 foremki.

Tak gotowe babeczki wkładamy do piekarnika na 25-30 minut na 200 stopni.
Do dekoracji cukier puder. Dzięki budyniowi babeczki są mokre i fajnie przełamują korzenne przyprawy.

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Cynamonowe palmiery

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Zawsze jak mam niespodziewanych gości staram się zrobić coś słodkiego. U Nas mało słodyczy w domu bo T. nie lubi a ja na diecie:) Wtedy na szybko robię właśnie palmiery. Nie dość że są bardzo ale to bardzo proste to są pyszne.

Potrzebujemy:
1 opakowanie ciasta francuskiego
3 opakowania cukru cynamonowego (25 gram jedno opakowanie)

Jeśli nie macie cukru cynamonowego można go zastąpić cukrem brązowym i cynamonem. Zwykły biały cukier sprawi, że ciastka będą bardzo słodkie.
Rozwijamy ciasto na pergaminie, w które jest zawinięte. Ja zostawiam je ponieważ wtedy mniej się brudzi w kuchni. Na rozwinięte ciasto sypiemy cukier cynamonowy. Składamy oba boki jak książkę. Sypiemy ponownie cukrem i składamy. Powtarzamy czynność aż do momentu gdy mamy rulonik z ciasta.Ciasto obsypujemy z każdej strony. Kroimy w na grubość około 1-1,5 cm.


Wkładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i do piekarnika na około 10 minut na 200 stopni. Po 10 minutach wyjmujemy ciastka i przekręcamy je na drugą stronę. Z jednej strony cukier będzie ładnie roztopiony i połączony z ciastkiem. Wkładamy na kolejne 4-6 minut. Po tym czasie wyjmujemy palmiery i czekamy aż przestygną aby je zjeść. Ja nigdy nie mogę się tego czekać:)


Czyż nie banalnie proste??:)

Smacznego!

A.

1 komentarze:

Czekoladowy Charlie

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Ciasto bardzo słodkie ale jest uzupełnieniem do czarnej kawy. Jest przepyszne. Wygląda jak lekko niedopieczone. Mokre ale mimo, że jest bardzo ale to bardzo czekoladowe nie można się od niego oderwać:)

Potrzebujemy:
Na ciasto:
400 gram czekolady gorzkiej minimum 65% zawartości kakao
6 jajek
100 gram mąki
200 gram masła
270 gram cukru

Na polewę:
4 czubate łyżki kakao
4 czubate łyżki cukru
50 gram masła
5 łyżek mleka

Zaczynamy od ciasta. Na gaz stawiamy rondel z wodą. Czekamy aż się zagotuje. W tym czasie do miseczki wrzucamy czekoladę i masło. Stawiamy miseczkę na rondel gdy woda będzie się gotować. Rozpuszczamy i odstawiamy do przestudzenia. Jajka ubijamy razem z cukrem na gładką, puszystą masę. Do jajek dodać mąkę i przestudzoną czekoladę. Gotową masę przelać do tortownicy. Ja użyłam foremki 23 cm średnicy i moim zdaniem ciasto wyszło odpowiednie jeśli chodzi o wielkość. Wstawiamy do piekarnika na 200 stopni na około 15 minut.

Gdy ciasto trochę przestygnie polewamy je polewą.
Masło z cukrem i kakao rozpuszczamy w rondelku. Gdy wszystko się rozpuści dodajemy mleko. Mieszamy aż masa zgęstnieje. Polewamy ciasto. Dekorujemy pokruszoną czekoladą.




Ciasto świetnie smakuje z kwaśną śmietaną lub ze słodką bitą śmietaną.

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Rodzinna kolacja

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Przepisy nie są typowo obiadowe dlatego nazwałam to "rodzinną kolacją".
Może jednak wykorzystacie cokolwiek z tego komponując swój własny zestaw:)

Poduszeczka ciasta francuskiego z serem brie i żurawiną
2 porcje.

Potrzebujemy:
1 opakowanie ciasta francuskiego
1 krążek sera brie naturalnego
1 słoik dżemu żurawinowego z żurawiną


Ciasto francuskie kroimy na pół. Połowę foliujemy i wkładamy do lodówki na kolejny raz. Sypiemy mąkę i kładziemy pozostałe ciasto. Wałkujemy by było nieco większe i cieńsze. Kroimy na cztery kwadraty. Ser brie kroimy na pół wzdłuż w poziomie. Na dwa kwadraty ciasta kładziemy po jednej z każdej połówki sera. Na ser kładziemy dużą łyżkę dżemu żurawinowego. Tak przygotowane zestawy przykrywamy drugim kawałkiem ciasta. Aby ciasto się nie rozpadło a ser nie wyciekł krańce połączenia ciast dociskamy widelcem. Powstaną paczuszki z ciasta z pysznym środkiem:)
Tak przygotowane paczuszki kładziemy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika na około 20 minut na 200 stopni. Każdy piekarnik jest inny ale przystawka jest gotowa gdy ciasto będzie zarumienione.


Zupa serowa z mięsem mielonym
Porcja na 4-6 osób

Zupa jest bardzo pożywna dlatego może Nam zastąpić danie główne.

Potrzebujemy:
500 gram mięsa mielonego wołowego
1,5 wywaru warzywnego (może być z kostki)
1 opakowanie świeżego szpinaku (100 gram)
4 opakowania serków śmietankowych (1 opakowanie 100 gram)
sól/ pieprz


Wywar robię poprzez podsmażenie na 2 łyżkach oliwy pokrojonych warzyw: marchewki, pora, pietruszki, czosnku i cebuli. Zalewam wodą. Dodaję ziemniaki i gotuję około 20-30 minut.
Mięso podsmażam na patelni na niewielkiej ilości oliwy. Gdy będzie gotowe wrzucam je do wywaru warzywnego. Po około 15 minutach dodaje liście szpinaku oraz serki. Aby serki dobrze się rozpuściły można rozmieszać zupę rózgą lub wymieszać je w oddzielnym naczyniu z niewielką ilością zupy. Do zupy wyśmienicie pasuje pieczywo czosnkowe, które można maczać w zupie. Pycha!


Dyniowe tiramisu
porcja na 6 osób

Potrzebujemy:
2 opakowania serka mascarpone (1 opakowanie 250 gram)
1 opakowanie śmietany 30 % (330 ml)
400 gram pure z dyni (1 dynia piżmowa przekrojona na pół, upieczona w zamkniętym żaroodpornym naczyniu w 200 stopniach przez około 45-60 minut. Następnie zmiksowana i wstawiona do lodówki na około 12h)
1 opakowanie biszkoptów
1 szklanka wrzątku
4 łyżki kawy mielonej
kieliszek białego rumu
1/2 szklanki cukru pudru
2 łyżeczki cynamonu mielonego
1 łyżeczka imbiru mielonego
2 łyżki przyprawy do piernika

Dodatkowo:
250 ml śmietany 30 %
5 łyżek cukru pudru
2 garści uprażonych orzechów pekan (wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 10 minut)
szczypta cynamonu mielonego



Składniki na masę dyniową muszą być mocno schłodzone.
Serek mascarpone wkładamy do misy miksera i wlewamy śmietanę. Składniki mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Następnie dodajemy cukier puder. Gdy składniki dokładnie się wymieszają dodajemy pure z dyni oraz przyprawy. Próbujemy. Gdy jest taka potrzeba dodajemy więcej cukru i przypraw. Kawę zaparzamy, wlewamy ją do płaskiej miseczki. Dodajemy rum. 

W naczyniu układamy odpowiedni warstwę namoczonych w kawie biszkoptów i masę dyniową. Następnie ponownie nasączone biszkopty i znów masę dyniową. Robimy tak dwa razy.

Śmietanę ubijamy z cukrem pudrem aż będzie sztywna. Wykładamy ją na gotowe tiramisu. Wkładamy do lodówki na kilka godzin do schłodzenia. Przed podaniem posypujemy szczyptą cynamonu i uprażonymi orzechami pekan. Nie zmieniajcie orzechów. Te tutaj pasują idealnie. Zwłaszcza jak są uprażone.

Deser jest pyszny i bardzo sycący!

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Sałatka ze szpinakiem i boczkiem

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Tą sałatkę zawsze jem jak jestem u M. i K. (przyjaciele). Jest przepyszna i K. zgodziła się bym umieściła tutaj ten przepis. Sałatka nie dość, że jest smaczna to na dodatek jest bardzo prosta i szybka w przygotowaniu. Jak macie niespodziewanych gości warto ich zaskoczyć czymś nie skomplikowanym ale w smaku bardzo nietypowym!
Umieszczam ją w zakładce przystawki ponieważ jest bardzo sycąca i na pewno nie jest dodatkiem:)

Potrzebujemy:
1 opakowanie szpinaku świeżego (100g)
3 opakowania boczku wędzonego w plastrach
1 opakowanie pomidorków koktajlowych (ja użyłam 1 opakowania czerwonych i 1 opakowania żółtych)

Sos:
1 łyżka miodu
1 łyżka musztardy z gorczycą
1 łyżka musztardy francuskiej (może też być inna)
3-4 ząbki czosnku
1 łyżeczka oliwy

Szpinak jeśli jest nie myty, myjemy i rozkładamy na ściereczkę by trochę przeschnął. W tym czasie kroimy drobno boczek. Wrzucamy go na patelnię i smażymy do powstania chipsów z boczku. Pomidorki kroimy na pół. Czekamy aż boczek przestygnie po czym wszystkie składniki łączymy.
Zabieramy się za sos. Czosnek przeciskamy przez praskę i wrzucamy do miseczki. Pozostałe składniki łączymy ze sobą dodając je do miseczki z czosnkiem.

Ważne, że trzeba pamiętać, że umyty polany sosem szpinak szybko "osiada". Najlepiej zrobić to przed samym podaniem.




Smacznego!!!

A.

0 komentarze:

Łosoś wędzony z serkiem

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Przy okazji mikołajkowej kolacji oprócz tradycyjnych dodatków są też u mnie nie tradycyjne ale bardzo proste. Pomyślałam, że może taki pomysł wyda Wam się ciekawy i wykorzystacie go chociażby na jakiś rodzinnych czy towarzyskich spotkaniach:)

Potrzebujemy:
1 opakowania łososia wędzonego w plastrach (150 gram)
1 opakowanie serka Philadelfia
1 pęczek koperku
szczypta soli
szczypta pieprzu 
szczypiorek do dekoracji

Co robimy? Strasznie proste ale i strasznie smaczne. 
Serek mieszamy z  posiekanym koperkiem. Doprawiamy solą i pieprzem. Każdy plasterek łososia smarujemy serkiem z koperkiem. Zawijamy. Zawiązujemy szczypiorkiem i kładziemy na talerz.
Gotowe:)



Smacznego!

A.

0 komentarze:

Pomidory nadziewane

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Pomidory można podać na dwa sposoby. Jak macie mniejsze pomidory to można je w środku wydrążyć i włożyć nadzienie. Gdy nie lubicie bardzo dużych dodatków, można zrobić tak jak ja na plastry pomidora położyć nadzienie:)


Potrzebujemy:
3 pomidory
pół kostki sera żółtego (kostka 250 gram)
4 łyżki majonezu
3 ząbki czosnku


Pomidory kroimy na plastry. Kroimy na taką grubość jak lubimy.`
W oddzielnej miseczce robimy nadzienie. Ścieramy ser na tarce z grubymi oczkami. Wrzucamy do miseczki. Dodajemy czosnek przeciśnięty przez praskę oraz majonez. Wszystko dokładnie mieszamy.
Gotową mieszankę wykładamy na plastry pomidorów lub jak do pomidora jeśli mamy całe pomidory.
Jeśli lubimy bardziej wyrazista smaki można dodać więcej czosnku.




Smacznego!

A.

0 komentarze:

Ciąża i Matka a otoczenie....

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 3

Czy jak chodzicie na zakupy z dzieckiem to ludzie też na Was patrzą jakbyście nie wiem co zrobili? Że ma się poczucie, że najchętniej to pewnie by chcieli byście z domu nie wychodzili? Ja niestety często mam takie odczucie. Zawsze jak idę na zakupy z Młodą do Rossmanna, Biedronki czy gdziekolwiek indziej mam wrażenie, że ludziom jest to bardzo nie na rękę. Jakby przeszkadzało im, że wychodzę z dzieckiem z domu bo przecież wózek zajmuje wiele miejsca w sklepie.

Ja jestem Matką, która nie siedzi w domu. Ciągle gdzieś chodzimy czy jeździmy z Młoda. Czasem autem czasem autobusem. Takie nieprzyjemności najczęściej niestety spotykają mnie albo właśnie na wspomnianych wcześniej zakupach albo w autobusie.
Pamiętam jak byłam jeszcze w ciąży i w 7 miesiącu jechałam autobusem. Był straszny ścisk. W pewnym momencie jakaś Pani z wielkim wyrzutem nakrzyczała na mnie, że mogłabym wciągnąć brzuch a nie tak stoję, że ona nie ma jak przejść. Jak jej odpowiedziałam, że jestem w ciąży to wtedy ucichła. Ale żeby padło symboliczne "przepraszam".... niestety nie.
Na samym początku ciąży zrobiło mi się słabo autobusie. Poprosiłam młodą dziewczynę by mi ustąpiła bo jestem w ciąży. Wiecie co usłyszałam? "Ja jestem zmęczona po pracy i Pani nie ustąpię". Jestem dość bezpośrednią osobą ale w tym momencie mnie zatkało. Nie byłam w stanie wydusić z siebie nic. Co mi pozostało? Po prostu wysiadłam z autobusu. Oczywiście dla wszystkich innych ludzi siedzących w autobusie byłam niewidzialna Zdarzyło mi się też, że jadąc tramwajem jak miałam już widoczny brzuch Pani nakrzyczała na mnie, że taka młoda a nie ustępuje jej miejsca a ona jest zmęczona po pracy. Dopiero jak rozpięłam kurtkę i zobaczyła mój brzuch przestała krzyczeć i Nasza dyskusja od razu się skończyła. Teraz jak jest Młoda i czasem zdarza Nam się jechać autobusem nie raz słyszę "Czy musi Pani z tym dzieckiem jeździć autobusem?" Czy naprawdę wychodzenie z domu z dzieckiem jest takim wielkim przestępstwem?

Będąc w ciąży nigdy nie wykorzystywałam tego faktu. W ostateczności prosiłam o ustąpienie miejsca w autobusie. Musiałam się naprawdę źle czuć.
Zawsze mnie zastanawia taka znieczulica ludzi. A może nie mamy nikogo w swoim otoczeniu w ciąży i nie pomyśleliśmy co spotyka ciężarne? A co z tymi kobietami, które były w ciąży i żyły w jeszcze gorszych czasach jak My? Czemu najczęściej jak już jakaś kobieta ustępuje miejsca to jest to babcia po 70tcea nie np Pani po 40tce? Wiele pytań i wielka refleksja mi się dzisiaj wdarła na ten temat.
Zastanawiają mnie też zawsze komentarze jakie słyszę. Czy naprawdę jako Matka jestem skazana na siedzenie w domu i wychodzenie tylko na spacery? Czemu nie mogę normalnie żyć i poruszać się tak jak chcę i kiedy chcę? Zastanawiam się też czy w innych krajach też tak jest? Czy Polacy postrzegani jako naród, który narzeka jest też narodem przeciwko Matkom? Sama nie wiem co o tym myśleć. Wiem natomiast, że sama przez to przeszłam i zawsze jak mogę pomagam Matkom w autobusie czy to ustępując miejsca czy wnosząc wózek lub robiąc więcej miejsca by zmieściło się więcej wózków.

Pomysły na ułatwienie sobie życia z dzieckiem:
* Rozmawiałam z A. (przyjaciółka) i powiedziała mi, że Rossman wprowadził możliwość zamawiania przez internet produktów, które przywiozą Ci do domu lub możesz odebrać zakupy w sklepie. Wszystko można kupić w cenach rabatowych, które są dostępne również stacjonarnie. Stwierdziłam, że może warto o tym napisać bo jest to nowość. Ja się cieszę, że nie dość że nie będę musiała pchać się w ten tłok jak również wychodzić na zimno tylko po to by iść do Rossmanna.
* Sprawdzam jakie promocje są w danych sklepach. Ja nie mam stałej marki kremów, chemii do prania czy słoiczków dla Młodej. Często kupuję w różnych miejscach. Teraz np. jest promocja w Hebe na proszek Dzidziuś.
* Raz w tygodniu zaglądam na stronę czy do sklepu, w którym kupuje najczęściej produkty spożywcze. W ten sposób mam wszystko pod kontrolą i wiem co jest na promocji.
* Aby się nie denerwować się natłokiem ludzi robię zakupy w godzinach mniej uczęszczanych. Oczywiście jest mi łatwiej bo jestem na urlopie macierzyńskim - w weekend staramy się jak już chodzić po sklepach to w godzinach obiadowych lub z samego rana. Wtedy mimo natłoku ludzi jest ich jednak mniej.
* Jeśli mam gdzieś pojechać autobusem to obowiązuje ta sama zasada jak wyżej. Wybieram godziny mniej uczęszczane by autobus nie był zatłoczony. Jak się da to też wybieram autobusy mniej uczęszczane.

A jakie Wy macie odczucie w tym temacie? Czy Was też coś takiego spotykało/ spotyka?
Macie jakieś pomysły na ułatwienie?

Ciekawa jestem Waszych opinii. Piszcie!

A.

3 komentarze:

Jak spakować się na wakacje....

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Byliśmy na kilku wyjazdach i zawsze wygląda to tak samo. Zawsze się zastanawiam czy wszystko wzięłam:)

Nie robię sobie żadnej listy. Mam ją w głowie. Jednak myślę, że zrobienie takiej listy jest bardzo pomocne w pakowaniu na wakacje. Tutaj postaram się Wam przekazać najlepiej jak potrafię to jaki ja mam system na pakowanie się przed wyjazdem. Oczywiście przy starszym dziecku pewnie trzeba brać jeszcze kilka innych rzeczy. Ja opieram się na mojej Młodej, która ma osiem miesięcy.

* Pakowanie zawsze zaczynam na tydzień przed. Kompletuję kosmetyki i jedzenie. Wkładam je do szafki lub do reklamówek. Posegregowane właśnie na kosmetyki czy jedzenie. Robiąc to znacznie wcześniej mam kontrolę nad tym co już mam a czego mi brakuje.
* Pranie Młodej zawsze robię na kilka dni przed wyjazdem. I na te kilka dni przed właśnie ubieram ją w rzeczy, których na pewno nie wezmę.
* Na dwa, trzy dni wcześniej zaczynam pakować walizkę Młodej. Zaczynam od ubrań oraz od rzeczy wcześniej odłożonych (kosmetyki, jedzenie itd.) Wychodzę z założenia, że Nasze walizki można spakować dzień przed wyjazdem. Nawet jak czegoś zapomnimy swojego to nic się nie stanie:) 
* Na dzień przed spakowane są zabawki, które chcemy wziąć. W ciągu tego dnia wszystkie rzeczy układam tak by spojrzeć na nie jeszcze raz wieczorem. 
* Często T. jeszcze po mnie sprawdza bo co nie dwie głowy to nie jedna:)

Tak pokrótce wygląda to u mnie jeśli chodzi o organizację. Złota zasada to przygotowanie sobie wszystkiego wcześniej i systematycznie sprawdzanie czy wszystko jest.

Z najważniejszych rzeczy, które powinniście mieć na wyjeździe to moim zdaniem:
- saszetka z lekami przeciwgorączkowymi, maść na ząbkowanie, Octanisept, który używam też na rany, Espumisan dla dzieci, witamina D
- dwa zapasowe smoczki - jeśli używacie oczywiście
- nosidło zakładane na siebie lub chusta.
- łóżeczko turystyczne
- przewijak nakładany na łóżeczko. Są też przewijaki które się zwija i mieszczą się do torby ale jak macie miejsce w samochodzie to czemu go nie wziąć?
- krem na każdą pogodę lub krem na opalanie
- parasolka do wózka jeśli jest to pora letnia czy słoneczna.
- folia ochronna przeciwdeszczowa na wózek
- wanienka turystyczna. Może być zastąpiona basenem dla dzieci tak jak u Nas:)
- butelki do karmienia jeśli używacie
- książeczka zdrowia dziecka 
 
To chyba tyle jeśli chodzi o dziecięce rzeczy, które wydają mi się ważne na wyjeździe.
Czekam na Wasze opinie jak Wy sobie radzicie? Chętnie wykorzystam te techniki u siebie.

A.

0 komentarze:

Pierniki...czuć święta w całym domu

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 3

Wczoraj cały dzień z A. (przyjaciółka) tworzyłyśmy pierniki. Jako, że mam dwie lewe ręce to lukrowania to A. mi z tym pomogła. Gdyby nie  ona to nie byłyby takie piękne:)

Przepis inspirowany z Moich Wypieków.

Na ciasto piernikowe potrzebujemy:
2,5 szklanki mąki
1/2 szklanki cukru pudru
1/2 szklanki miodu
1 jajko
80 gram masła
2 łyżeczki przyprawy korzennej
1 łyżeczka sody oczyszczonej



Masło rozpuszczamy. Do masła dodajemy miód aż wszystko ładnie się połączy. Potem po kolei dodajemy wszystkie składniki. Ciasto musi być miękkie ale nie kleiste. Gdy jest za mokre dodajemy mąkę ale tak by ciasto nie było suche. Gotowe ciasto wałkujemy na grubość około 0,5 cm i wycinamy pierniki według uznania:) 


Wycięte pierniki układamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika na 8 minut na 180 stopni.

W tym czasie zabieramy się za zrobienie lukru.
Potrzebujemy:
4 białka z jajek
450 gram cukru pudru (3/4 opakowania)
sok z połowy cytryny


Ubijamy białka z sokiem z cytryny. Gdy będą już lekko ubite dodajemy powoli cukier puder. Po dodaniu całego cukru pudru miksujemy masę około 15 minut. Powinna wyjść dość zbita ale jednak plastyczna. Przekładamy masę do kilku miseczek. Dodajemy barwniki spożywcze i mieszamy do uzyskania pożądanego koloru. Barwniki możecie kupić w sieci dosłownie za grosze - a starczą Wam na kilkanaście lukrowań. Nam zostało barwników bardzo dużo - pewnie na kilkanaście świąt:)

Polecam zakupienie do lukrowania małych buteleczek do tego przeznaczonych. Nam dzięki nim było o wiele łatwiej. Również dostaniecie je w sieci.

Pierniki polukrowane zostawiamy aby wyschły. Najlepiej na płaskiej blaszce, talerzu. Ja wystawiłam je na całą noc na balkon. Jeśli chcecie by pierniki były od razu miękkie włóżcie je do pudełka z cząstkami jabłka. Jabłko wymieniajcie co kilka dni. W ten sposób pierniki będą zabierać wilgoć z owocu. Jeśli chcecie poczekać do świąt wystarczy, że zostawicie je na wierzchu w miejscu dość wilgotnym.
 



Smacznego!

A.

3 komentarze:

Tarta śliwkowo - bazyliowa

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Tarta jest pyszna i całkiem prosta:)

Spód do tarty
Potrzebujemy:
300 gram mąki
1/2 szklanki cukru pudru
1/2 kostki masła
1 jajko
3 łyżki proszku do pieczenia
3 łyżki cukru waniliowego


Blachę smarujemy tłuszczem i wykładamy papierem do pieczenia.
Wszystkie składniki spodu do tarty dokładnie mieszamy. Tak by ciasto było gładkie ale nie suche. Ciasto rozwałkowywujemy do około 0,5 cm i wkładamy na blachę. Skrawki wrzucamy do miski i zostawiamy na później by zrobić kruszonkę. Blachę z ciastem nakłuwamy widelcem i wkładamy do lodówki na 20 minut. Po tym czasie wyjmujemy blachę z ciastem z lodówki. Na ciasto wykładamy papier do pieczenia. Zanim włożymy ciasto do piekarnika kładziemy obciążenie na papier, który znajduje się na cieście. Mogą to być monety czy jakikolwiek inny ciężki przedmiot, który może być w piekarniku. Blachę z takim obciążeniem wkładamy do piekarnika na 160 stopni na 15 minut. Po upływie tego czasu zdejmujemy obciążenie i papier. Pieczemy kolejne 10 minut. Tarta powinna być zarumieniona ale nie spalona. Czekamy aż przestygnie. W tym czasie robimy nadzienie.

Potzrebujemy:
500 gram śliwek świeżych (mogą być mrożone)
250 gram (słoik) dżemu truskawkowo-porzeczkowego (można kupić dwa smaki i je połączyć)
100 gram cukru brązowego
spory pęczek bazylii
kruszonkę


Śliwki zasypujemy cukrem i dodajemy dżem. Wszystko mieszamy. Siekamy bazylię i dodajemy ją do śliwek. Całą masę wykładamy na upieczony spód. Zasypujemy kruszonką. Kruszonkę robimy z pozostałego ciasta na spód. Dodajemy do niego mąkę i rozcieramy ciasto w palcach aż osiągniemy konsystencję mokrego piasku. Pieczemy w 160 stopniach przez 30 minut.

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Pizza - ciasto i sos pomidorowy

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Pizza i sos inspirowane kuchnią Jamiego Olivera.

Z podanych poniżej porcji wychodzą dwie spore pizze.

Na ciasto potrzebujemy:
0,5 kg mąki
1 opakowanie droższy suchych (7g)
350 ml ciepłej wody
łyżeczka cukru
łyżeczka soli
3 łyżki oliwy z oliwek


Mąkę łączymy z solą. Drożdże rozpuszczamy w wodzie i dodajemy cukier. Czekamy chwilę by mieszanka napęczniała. Do mąki wlewamy mieszankę z drożdżami. Zagniatamy ciasto do jednolitej masy. Zagniatamy około 10 minut. Tak by ciasto było gładkie ale odklejało się od ręki. Przykrywamy ściereczkę i odstawiamy na godzinę. W tym czasie robimy sos na pizzę.

Potrzebujemy:
Puszkę pomidorów krojonych bez skórki (400 g)
3 pomidory świeże
4 ząbki czosnku
4 łyżki suszonego oregano
pęczek bazylii
sól 
pieprz
oliwa


Świeże pomidory sparzamy wrzątkiem, zdejmujemy skórkę i kroimy. Na patelnię wlewamy oliwę i suszone oregano. Smażymy oregano uważając by się nie spaliło. Dodajemy czosnek, pomidory z puszki i pokrojone pomidory świeże. Na koniec dodajemy posiekaną bazylię. Gotujemy, Czekamy aż się zredukuje - około 20 minut.

Po godzinie ciasto będzie wyrośnięte. Przygotowywujemy blachę. Na blachę kładziemy folię aluminiową. Posypujemy ją mąką i polewamy oliwą. Dzięki temu ciasto nie przywrze. Blachę wkładamy na rozgrzanego piekarnika. Musi się nagrzać. Na rozgrzaną blachę kładziemy rozwałkowane ciasto, sos oraz dodatki jakie chcecie:)


 Jeśli robicie pizzę z serem żółtym to ser na pizzę położyć na sam koniec czyli na około 3-5 minut przed końcem pieczenia. Polecam Wam do pizzy mozarellę taką startą. Można ją znaleźć np. w Biedronce.


 Smacznego!

A.

0 komentarze:

Suflet

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Szybki. Nieziemski w smaku.

Porcja dla 4 osób.

Potrzebujemy
4 białka
30g masła miękkiego
140 gram czekolady gorzkiej
40 gram cukru
szczypta soli
cukier puder do dekoracji

Nauczyłam się, że jeśli chodzi o gramaturę to trzeba się jej trzymać. Inaczej suflety nie wyjdą.
  
Zaczynamy od wysmarowania foremek masłem i wstawienia ich do lodówki. Foremki muszą być zimne w momencie nakładania ciasta.

Czekoladę rozpuszczamy w kąpieli wodnej czyli ustawiamy w misce czekoladę na garnku z wrzątkiem. Do rozpuszczonej czekolady dodajemy masło. Mieszamy rózgą by się rozpuściło. W tym czasie ubijamy białka z solą. Gdy będą już sztywne dodajemy cukier. 
Następnie łączymy białka z czekoladą. Do czekolady dodajemy ubite białka. Nigdy na odwrót. Łączymy je rózgą tak aby masa nie straciła na puszystości.
Przekładamy do zimnych foremek. Ważne by ciasto nie było na bokach foremki. Jeśli tak jest trzeba wytrzeć by suflet miał jak rosnąć. Od razu wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 6 minut. U mnie wystarczy 6 minut by były pół płynne ale gdy chcecie by były bardziej wypieczone to wtedy 8-12 minut. Podajemy od razu po wyjęciu z piekarnika.


Smacznego!


A.

0 komentarze:

Wakacje z dzieckiem......za granicą:)

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

O tym jak spakować się na wakacje przeczytacie w kolejnym artykule. 
W tym zobaczycie, że życie z dzieckiem jest całkiem normalne.

Pewnie będzie to dla Was wielkim zaskoczeniem ale na Nasze pierwsze wakacje z Młodą pojechaliśmy za granicę. Miała wtedy 2,5 miesiąca i była najmłodszym podróżnikiem biura, z którego lecieliśmy:) Chcieliśmy pojechać gdzieś gdzie będzie bezpiecznie. Zarówno jeśli chodzi o podróż jak i o posiłki na miejscu. Od dwóch lat mamy zamiłowanie do wysp. Tym razem także padło na wyspę. Grecką. Polecieliśmy na Kefalonię.

Nie byłam do końca przekonana do wyjazdu za granicę z tak małym dzieckiem. Znajomi T. przekonali mnie. Opowiedzieli Nam jak to było jak oni ze swoją trzy miesięczną córką polecieli na wakacje za granicą. Dałam się przekonać. Poczytałam w sieci jak się do tego przygotować. Polecieliśmy.

Wyjazd był świetny. Polecam Wam! Na lotnisku przyjmowani byliśmy bez kolejki. Przechodziliśmy przez bramki pierwszeństwa. Tyle razy byłam na lotnisku i nie zwróciłam na to uwagi, że takie bramki są. W każdym razie odprawa i wszystkie formalności przebiegły szybko i sprawnie.
Sam lot Młoda przeszła bardzo dobrze. Na pokładzie okazało się, że jest mnóstwo dzieci. Lecieliśmy poza sezonem dlatego wszyscy wyszli z takiego założenia jak my. Jak już lecieć to tak by nie było upałów. Lot był spokojny. Młoda przespała cały. Ciekawi jesteście jak przeszła przez start i lądowanie? Otóż bez problemu:) Aby nie bolały ją uszy karmiłam ją w trakcie startu jak i lądowania. Jeśli nie miałam pokarmu to daliśmy jej smoczek i to wystarczyło. Najważniejsze by dziecko przełykało ślinę. Samo nie będzie umiało sobie z tym poradzić. My jesteśmy od tego by mu pomóc:)

Dolecieliśmy na miejsce. Bez problemu zakwaterowaliśmy się w pokoju, w którym czekało na Nas łóżeczko dla Młodej. Co ja Wam będę dokładnie pisać co robiliśmy:) Oczywiście te wakacje były trochę inne niż te, na które zawsze jeździliśmy. Jednak jak wstałam rano i zobaczyłam ten widok wiedziałam że było warto:) Pomyślałam wtedy "O tak... w takim miejscu mogłabym karmić Młodą codziennie:)".


Jednak te wakacje nie różniły się jakoś znacznie. 
Opalaliśmy się przy basenie, czytaliśmy książki, odpoczywaliśmy, najadaliśmy się do syta. Poznawaliśmy nową kulturę i smaki. Zwiedzaliśmy wyspę wypożyczonym samochodem. Bez problemu udało się załatwić fotelik by młoda mogła z Nami jeździć bezpiecznie. Wszystko robiliśmy z Młodą. Nad basenem robiła wielką furorę. Poniżej macie zdjęcie potwierdzające, że byliśmy tam a nie, że sobie to wymyśliłam:) Powiedzcie sami czy nie warto było pojechać?:)

Wakacje uważam za udane. Odpoczęłam, złapałam trochę słońca, zobaczyłam piękną wyspę. 
Uwierzcie mi, że to nie jest wcale takie straszne. Można spokojnie pojechać na wakacje z tak małym dzieckiem za granicę. Może faktycznie nie bawisz się wieczorem przy hotelowym barze bo musisz położyć dziecko spać. Jednak nie jest ono przeszkodą by jechać poza granicę i cieszyć się wyjazdem:)

Cenne rady:
- warto mieć ze sobą nosidło lub chustę. W drodze z lotniska do hotelu czy w czasie zwiedzania musicie jakoś bezpiecznie przetransportować dziecko. My mieliśmy nosidło zakładane na siebie i sprawdziło się w 100%. 
- dobrze jest zapytać pediatry czy nie ma przeciwwskazań. My akurat byliśmy w okresie robienia dokładnych badań Młodej ze względu na zarastające szybko ciemiączko. Lekarz powiedział, że jak najbardziej możemy lecieć zwłaszcza jak dziecko jest na piersi. Wtedy nie martwimy się o jedzenie. Ważne by woda, którą piłam była w zamykanych butelkach. W tym hotelu to standard więc nie było problemu.
- aby wyjechać z tak małym dzieckiem trzeba wyrobić mu paszport lub dowód osobisty. Inaczej nie wyjedziecie. My go dostaliśmy po niecałych dwóch tygodniach. Warto o tym pomyśleć wcześniej jak planujecie taką wycieczkę.
- jeśli chodzi o kąpiel wieczorną to kupiliśmy mały basenik dla dzieci:) w torbie praktycznie nie zajmuje miejsca a Nam posłużył jako wanienka:)
- na lotnisku można spokojnie mieć jedzenie dla dziecka. Tak samo krem. Wszystko do 100 ml ale jak się trochę przekroczy ml to nic się nie stanie.
- nie martwcie się o to jak dziecko będzie lecieć to czy będzie bezpieczne. Jest specjalny pas, którym zapina się dziecko. Pas ten jest przyczepiony do pasa jednego z rodziców.

Ciekawostki:
Czy wiedzieliście, że w łazience w samolocie jest przewijak?:) Ja byłam totalnie zaskoczona:)


A.

0 komentarze:

Pierwsze wakacje z dzieckiem......

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Na pierwsze wakacje wybraliśmy się z Młodą za granicę. Do tego tematu będzie oddzielny artykuł. Tutaj chciałabym się skupić na wakacjach w Polsce.

Niektórzy rezygnują z wakacji z małym dzieckiem ponieważ boją się jak to będzie. Nie przeczę, też się bałam. Jednak u Nas odkąd Młoda jest z Nami jest zupełnie inaczej. W tym pozytywnym znaczeniu. W tym roku byliśmy więcej razy na wakacjach niż kiedykolwiek indziej w innym roku. Wróciliśmy z Grecji i zaraz pojechaliśmy z nią w góry. Stwierdziliśmy, że przecież byliśmy z nią za granicą to tym bardziej w Polskę można z nią jechać. Pojechaliśmy w góry nie chodzić po strumykach tylko wspinać się. Większą przeszkodą było to, że ja nie dawałam rady po porodzie a nie to, że Młoda była z Nami. Byliśmy w górach, na mazurach, nad morzem. Było świetnie! Na prawdę da się z dzieckiem robić to wszystko co napisałam a nawet więcej. My jesteśmy tego żywym przykładem:)
Na dowód tego, poniżej kilka zdjęć:)


Podczas podróży bywało różnie. Zatrzymywaliśmy się dość często bo nie zdrowo jest gdy dziecko jest dłużej niż 2-3 godziny w nosidle. Robiliśmy więc przerwy. Oczywiście jak spała nie budziliśmy jej a zatrzymywaliśmy się, jak się budziła. Wszyscy Nasi znajomi jeżdżą z dziećmi w trasę w nocy. Jest to logiczne i myślę, że słuszne. Dziecko na tym nie cierpi bo w nocy śpi. Bardziej to uciążliwe jest dla rodziców. Zmęczeni po całej drodze nie wyśpią się bo ich pociecha zaraz wstanie. 
U Nas jest inaczej. Z Naszym dzieckiem nie jeździ się w nocy. Raz jak wracaliśmy z mazur wsadziliśmy ją właśnie w piżamie, po kąpieli do auta. Przekonani, że jak inne dzieci będzie spać. Nic bardziej mylnego, przecież to moje dziecko, nie może być tak pięknie:) Jak dojechaliśmy do domu na 23:00 to do 2:30 czuwaliśmy bo nie chciała zasnąć. Wtedy powiedziałam sobie- nigdy więcej. I dziecko się męczy i ja się denerwuje. Nie ma to sensu. Teraz jeździmy z nią nad ranem jak wstaje na pierwszy posiłek. Myślę, jednak że z dzieckiem powinno się jeździć w nocy bo mniej się męczy. Żałuję, że z Naszym się nie da. Chociaż może jak będzie większa to będzie inaczej. Na to liczę:)


Gdybyśmy nie pojechali na wakacje to Młoda nie zobaczyłaby pierwszy raz konia, rybek w akwarium. Nie jechałaby kolejką górską. Nie poczułaby morskiej bryzy polskiego morza. Nie wiedziałaby co to zachód słońca i molo. A tak jest bogatsza o doświadczenia:)
Dla Nas jako rodziców było to coś wspaniałego. We wszystkich tych momentach mogliśmy być z nią. Uczyć ją co to piasek, koń, góry, zachód słońca, gofry:) Wszystkiego mogliśmy ją nauczyć mimo, że była bardzo malutka. Dla takich chwil warto żyć:)


Nie bójcie się jeździć z dzieckiem na wakacje! Zwłaszcza z takim małym. To dla niego takie samo przeżycie jak dla Was. No może my jako rodzice się denerwujemy a ono jest szczęśliwe, że poznaje coś nieznanego!

A teraz tworzę artykuł o wakacjach za granicą:)

A.

0 komentarze: