Idą święta......

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Chciałabym Wam pokazać jak Ja przygotowuję się organizacyjnie do świąt:)
Może coś Was zainspiruje!

Prezenty
* Z racji tego, że mamy dużą rodzinę prezentów zawsze jest sporo. Aby nie zwariować na punkcie wydanej na nie kwoty zawsze rozdzielam wydatki prezentowe na kilka tygodni. Polecam Wam takie rozwiązanie bo dzięki temu nie odczuje się, że święta tak uderzają Nas po kieszeni. 
* Prezenty, które są już kupione są też popakowane. Pakowałam je albo wieczorem jak Młoda już spała albo w dzień jak miała drzemkę. Zawsze na bieżąco by nie zakopywać się potem w natłok rzeczy. I tak będzie dużo do zrobienia:)
* Popakowane prezenty od razu są włożone w torby na daną wigilię. Chodzimy na dwie jednego dnia to i prezenty są w dwóch miejscach:)

Wypieki
Ja już pomału zaczynam kalkulować jakie ciasta zrobić na święta. Od zawsze było tak, że słodkości na jedną i na drugą Wigilię robię ja. Część produktów mam już pozamawianych i czekają sobie na swój dzień. W ten sposób rozłożę koszty zakupów przed samymi świętami. Pierniki będę piekła w tym tygodniu. W tym tygodniu również myty będzie piekarnik i wszystkie blachy tak by były gotowe do świątecznych wypieków.

Porządek
* Zawsze przed świętami wszyscy sprzątają. Ja też tak mam, ale to pewnie wiecie:) Podstawowe porządki zawsze robię na bieżąco. Nie zakopuję się więc. Na kilka dni przed świętami staram się ogarnąć też pranie i prasowanie tak by kolejne zrobić zaraz po świętach. 
* W każdym tygodniu począwszy od początku grudnia robię jedną do trzech rzeczy z poza standardowej listy ale typowo świątecznych. Dla przykładu są to: pranie firanek, wymiana pokrowców kanapy, wyczyszczenie piekarnika łącznie z blachami, przekładanie zimowych ubrań w szafie na front, wyparzenie w zmywarce całej zastawy łącznie ze szkłem itd. Zawsze coś znajdę:) Rozkładając to na kilka dni jestem spokojna, że nie będę miała natłoku sprzątania gdy przyjdzie czas świąteczny.

Organizacja
* Jako, że rodzina duża to u Nas zawsze jest dużo prezentów. Do tego ciasta, które zrobię. Zawsze jest tego ogrom. Dlatego prezenty zawozimy na dzień lub dwa dni wcześniej. W zależności kiedy jesteśmy u danej rodziny. W ten sposób i miejsca więcej mamy w domu i jesteśmy mniej obładowani w Wigilię.
* Torbę Młodej zawsze pakuję jeden dzień wcześniej. Tak by nie musieć się denerwować rano czy wszystko mam. W pośpiechu połowę rzeczy się zapomina. A tym sposobem ubieramy się, torba w rękę i wychodzimy.
* Obrusy na stół mam poprasowane dzień wcześniej.
* Pamiętajcie, wszystko co się da zrobić wcześniej trzeba zrobić wcześniej. Wtedy życie jest łatwiejsze.

Zakupy
* Ostatnie zakupy robię na dwa dni przed Wigilią. Nie zamawiam niepotrzebnych rzeczy. Mam z tyłu głowy, że od jednej i drugiej mamy dostaniemy mnóstwo jedzenia. Jestem przeciwnikiem wyrzucania także przed samymi świętami lodówka u Nas jest nieco pusta:)
* Zakupy robię tak jak napisałam z tego względu, że mam jeden dzień na przeanalizowanie czy jeszcze czegoś potrzebuję czy nie.


To u mnie pokrótce tak to wygląda:) A może Wy mnie jakoś zainspirujecie?! Jak to jest u Was?

A.

0 komentarze:

Moje pierwsze dziecko...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

A.(przyjaciółka) jest obecnie w ciąży i pomagam jej zebrać wszystko w jedną szufladkę jeśli chodzi o informacje. Stwierdziłam, że może warto również Wam napisać o moich odczuciach co jest Nam jako Matkom potrzebne. Ja zanim wszystko sobie zorganizowałam trochę minęło. Może coś z tego wykorzystacie.

Do szpitala....
Nie będę Wam pisać ile czego wzięłam. Na pewno taką rozpiskę dostaniecie na niejednej szkole rodzenia bądź znajdziecie w sieci. Jest to ogólnie dostępne. 
Bardziej chciałabym Wam napisać co Nam się przydało a czego Nam zabrało jak byliśmy w szpitalu.
* Szlafrok -jeśli chodzi o mnie to niepotrzebnie wzięłam. Choćbyś nie wiem jak bał się zimna to na oddziale dziecięcym jest piekielnie ciepło. Dodatkowo pamiętam jaka towarzyszyła mi adrenalina i przerażenie. Opiekowałam się dzieciakami ale to jest moje i wszystko trzeba przy nim zrobić:) Moim zdaniem zbędny jest szlafrok.
* Koszula rozpinana - miałam dwie i prawdę mówiąc to za mało. Uwierzcie mi szybko się brudzą. Myślę, że minimum 3-4 sztuki są potrzebne. Ja kupowałam je na allegro razem z innymi rzeczami u jednego dostawcy. Czasem warto popatrzeć bo najczęściej mają jeszcze inne produkty, których się szuka. Czasem gdy się poszuka na zwykłym bazarze, można znaleźć ją taniej niż w sieci.
* Koc - Nam go zabrakło. Jakoś nie przyszło mi do głowy, że przecież jak dziecko się urodzi to będzie mu zimno. Myślałam, że się go kołdrą przykryje jak będzie na mnie leżeć i tyle:) No cała ja:) W każdym razie myślę, że taki najzwyklejszy koc, który macie w domu warto wziąć. Wtedy nie stresujecie się, że maluszek traci ciepło. Jasne, w szpitalu mają ale fajnie mieć swoje nich obce.
* Rożek - bardzo go chciałam ale zaraz po wyjściu ze szpitala podarowaliśmy go koleżance, która chciała go sobie specjalnie kupić. Moim zdaniem zbędny wydatek. Przydaje się tylko wtedy jak jest ktoś nie wprawiony w noszenie dziecka i się boi. To właśnie po to, by czuł się pewniej owija się dziecko w rożek. W tzw. mydelniczkach w szpitalu, w których jest maluch spokojnie jak będzie leżał w kocyku będzie mu wygodnie. Myślę, że jak macie i tak wiele wydatków to warto z tego zrezygnować.
 
Nie będę Wam pisać co dokładnie trzeba mieć bo to również można znaleźć w sieci. Jeśli chcecie to oczywiście napiszę. Napiszcie w mailu co byście chciały by tam ująć.
Stwierdziłam, że skupię się na tych najważniejszych moim zdaniem, nietypowych rzeczach, które warto mieć. A także na takich rzeczach, o których jak nie miałam dziecka nie pomyślałabym a wydaje mi się to sprytnym rozwiązaniem.

Dodatkowo
* Laktator - ja miałam dzięki uprzejmości jednej z koleżanek. Myślę, że jest niezbędny. Zwłaszcza, że przy pierwszym dziecku jest ciężko jeśli chodzi o piersi. Ja byłam tak pogryziona przez Młodą, że musiałam ściągać pokarm by się nie zastał ale przystawiać Młodej nie byłam w stanie. Gdyby nie koleżanka to nie wiem jakbym sobie poradziła.
* Nakładki na piersi -  jak Młoda mnie tak pogryzła to właśnie położne w szpitalu doradziły żebyśmy kupili silikonowe nakładki na piersi. Polecam Wam. Dzięki temu pierwsze dwa tygodnie jest łatwiejsze.I Matka i dziecko uczy się bowiem przystawiać do piersi.
* Niania elektroniczna z monitorem oddechu - jest to wydatek dość spory ale dla kogoś kto panikuje - a ja taka jestem- jest niezbędna. Możecie zawsze powiedzieć by kilka osób się na nią złożyło. Albo by ktoś się Wam dołożył do prezentu. Sprzęt jest regulowany jeśli chodzi o natężenie czujności. Można dzięki temu uniknąć ciągłego włączania się sygnału alarmowego. Nie wiem czy gdybym nie miała tej niani to czy Młoda od 4 miesiąca spałaby u siebie. Ja dzięki temu czułam się bezpieczniej.
* Łóżeczko - jeśli będziecie kupować łóżeczko to polecam Wam kupić takie regulowane. Z możliwością, że dziecko jest wysoko jak jest małe. A także z możliwością, że jest niżej gdy zaczyna wstawać i siadać. Fajne są też rozwiązania łóżeczek gdzie zdejmuje się jeden bok i jak dziecko jest starsze to mamy od razu łóżko. W ten sposób oszczędzacie pieniądze i macie jeden wydatek mniej.
* Krzesełko - lubię marżowe zakupy:) My mamy krzesełko, które posłuży Nam na dłużej. Teraz gdy Młoda jest jeszcze mała jest klasycznym krzesełkiem do karmienia. Jednak gdy będzie starsza przekręcimy całą konstrukcję krzesełka i mamy oddzielnie stolik i krzesło. Jest to całkiem sprytne rozwiązanie. No i płaci się tylko raz bo prędzej czy później przecież zakupicie krzesełko i stolik by dziecko miało przy czym malować prawda?
* Turystyczny przewijak - kosztuje grosze a ratuje sytuację gdy muszę przewinąć dziecko poza domem. Nie przemaka bo jest wykończony ceratą a zajmuje mało miejsca w torbie.
* Przewijak nakładany na łóżeczko - wiem, że pięknie wyglądają regały z takim przewijakiem ale moim zdaniem nie są praktyczne. My mamy przewijak nakładany na łóżeczko co moim zdaniem jest fajne bo jak jechaliśmy na wakacje to też go wzięliśmy.
* Łóżeczko turystyczne - jeśli nie planujecie podróżować z dzieckiem czy jeździć gdziekolwiek to wydatek zbędny. My ciągle gdzieś jeździmy więc u Nas sprawdza się idealnie. Ja nie kładę Młodej u kogoś na łóżku i potem się nie zastanawiam czy spadnie czy nie. Po prostu wkładam ją do łóżeczka turystycznego i jestem spokojna.
* Bujak, Huśtawka - u Nas nie sprawdził się bo Młoda nie chciała w tym siedzieć. Korzystałam z tego bardzo rzadko i to tylko do tego by zmienić jej perspektywę. Wiem, że wielu osobom się to sprawdza. Pamiętajcie jednak, że dziecko dłużej jak godzinę dziennie nie powinno w tym siedzieć bo to nie zdrowe dla kręgosłupa. Zwłaszcza dla takiego maluszka.

Ciekawostki:
* Organizer na łóżeczko - nie wiem czy wiecie że coś takiego jest, ja nie wiedziałam dlatego to piszę. Znalazłam go przez przypadek jak szukałam dodatków do pokoju Młodej. Świetnie się sprawdza. Mam 6 przegródek gdzie wszystko mam pod ręką a jednak nie są na wierzchu więc nie rażą bałaganem.
* Aspirator do nos - bardzo popularna jest tzw. gruszka do nosa. Aspirator też poznałam przez przypadek. Sprawdza się super. A dodatkowo jak końcówki Ci się zniszczą można kupić je w sieci za grosze.
* Mata edukacyjna z IKEA - jako, że jestem jak to mówię "Dzieckiem Ikea" sporo rzeczy z wyprawki mamy też stąd. Właśnie z Ikea mamy bardzo fajną matę edukacyjną. Jest ona jednak inna od tych, które pewnie macie w domu. Ta jest w postaci koca, do której ma poprzyszywane różne maskotki. Najfajniejsze jest to, że jest z jednej strony podbita materiałem, który spotyka się w namiotach. Nie ciągnie zimna od gleby i nie przemaka jak położy się na lekko mokrej trawie. Jest świetna. Polecam Wam bardzo. Zabieramy ją wszędzie bo jest niewielka a Młoda ma zawsze swoje miejsce na zabawę.
* Rogal - póki nie byłam w ciąży to nie wiedziałam, że jest coś takiego jak poduszka do spania dla kobiet w ciąży. Sprawdził się u mnie idealnie. Pod koniec spało się już ciężko a dzięki niej było lżej i wygodniej.


A Wy też macie jakieś ciekawostki? Odczucia odnośnie kompletowania rzeczy dla malucha?
Piszcie może w ten sposób pomożemy jakiejś Mamie, która szykuje się na przyjście malucha. Fajnie będzie poznać Waszą opinię.

A.

1 komentarze:

Zupa cebulowa

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Dwa tygodnie temu byliśmy z T. na 30tce koleżanki. Jedliśmy przepyszną zupę cebulową. J. (u której były urodziny) dała mi przepis. To przepis jej mamy. 
Nie byłabym sobą gdybym nie zrobiła jej trochę po swojemu:) Wyszło mi zupy na około 8 porcji.

Na chłodny wieczór idealna.

Potrzebujemy:

5 dużych cebuli
4 ząbki czosnku
1/2 szklanki słodkiego wina białego
1 saszetka francuskiej zupy cebulowej
3  100 gramowe serki topione śmietankowe 
1 litr wywaru warzywnego (może być i taki z kostki)
2 łyżki oliwy
pieprz biały
dwie gałązki tymianku

Cebule i czosnek obieramy. Kroimy dość drobno.  Podsmażamy do zeszklenia na oliwie. Ja robiłam to od razu w garnku, w którym była potem zupa. Gdy czosnek i cebula się zeszklą wlewamy wino i gotujemy około 5 minut. Po tym czasie wlewamy wywar warzywny. Gotujemy około 10 minut aby zupa się zredukowała. Dodajemy saszetkę z francuską zupą cebulową. Blendujemy i stawiamy z powrotem na gaz. Dodajemy serki topione. Czekamy aż się roztopią. Od momentu wrzucenia serków mieszałam zupę rózgą by dokładnie się rozpuściły. Doprawiamy białym pieprzem i posiekanym tymiankiem. 



Zupa jest bardzo prosta i szybko się ją robi. Jest natomiast niesamowicie smaczna. Polecam Wam w chłodne dni ale i nie tylko. 
Ja właśnie skończyłam jeść swój talerz zupy. Zrobiłam ją i nie mogłam się powstrzymać by nie zjeść:)

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Dobre nawyki

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

Samo słowo NAWYKI nie jest zbyt dobrze postrzegane.
Jednak jeśli chodzi o dziecko, to moim zdaniem nawyki te dobre są wręcz wskazane.

Chciałabym Wam pokazać jakie nawyki ma Młoda i jak do nich doszliśmy. Jest ich jeszcze mało ale zawsze to coś co może Was jakoś pokieruje. Za jakiś czas pewnie napiszę kolejny artykuł o nowych nawykach, póki co zapraszam do czytania.........

POSIŁKI
W książce, na którą się już wcześniej powoływałam "W Paryżu dzieci nie grymaszą" Pameli Druckerman autorka mówi o zdrowym żywieniu w wymiarze 5 posiłków dziennie. Zgadzam się z tą zasadą dlatego tak właśnie karmimy Młodą. Wiadomo, że jak wstanie później to jest tych posiłków mniej lub w innych porach niż zawsze. A jak wstanie wcześniej to jest tych posiłków więcej. 
Stosuję zasadę, że posiłek jest co 3-4 godziny. Uważam, że jest to rozsądne. 
Jeszcze jak nie byłam Matką, byłam przeciwniczką dokarmiania dziecka różnego rodzaju zapychaczami. Mam tutaj na myśli chrupki, batoniki itd. Wiem, że pewnie jest mi łatwiej bo Młoda jest jeszcze mała ale mam nadzieję utrzymać się w moim postanowieniu.
Często słychać od rodziców, że jego dziecko jest niejadkiem. Kiedyś gdy nie byłam Matką nie zwracałam na to uwagi. Teraz wiem z obserwacji, że dziecko jest sprytne i jest bardzo dobrym obserwatorem. To nie jest kwestia tego, że jest niejadkiem tylko kwestia tego, że jest dokarmiane przez zapychacze. Po co ma jeść obiad skoro wie, że za chwilę dostanie chrupka. Z drugiej strony jak ma jeść obiad skoro nie ma na niego miejsca bo cały dzień jest karmione pustymi kaloriami? 
Ja nikogo nie oceniam. Ja tylko uważam, że powinno się być konsekwentnym. Jeśli chcesz by Twoje dziecko jadło to trzeba zacząć od swojego postępowania.
Młoda też nie zawsze tak ładnie jadła jak dziś. Tylko niestety może to brutalne ale kilka razy się przegłodziła i nie mam teraz problemu. Wychodzę z założenia, że jak jest pora jedzenia to jest pora jedzenia. Jeśli nie chce jeść to ok. Nie będę w nią wmuszać. Następny posiłek za 3 godziny. Za każdym razem jak marudzi mówię jej dokładnie to co przed chwilą napisałam.
Jasne nie wykluczam w ogóle słodkości. Myślę że coś słodkiego raz, dwa razy w tygodniu jest wystarczające tak by dziecko wiedziało, że może czekać na ten dzień. Nie zapycha się słodkim na co dzień. Póki co udało się Nam też, że Młoda nie wie co to soki z cukrem czy jakikolwiek inny napój niż woda. Jak już ma poznawać naturalny cukier to wolę dać jej owoc niż sok.

KULTURA
Aktualnie jesteśmy na etapie uczenia Młodej, że się nie bije. Idzie opornie bo wiecie jakie są dzieci - zaraz się tak ekscytuje:) W każdym razie walczymy z nią aby nie bić po twarzy. Trochę to trwało jak moja mama zrozumiała o co mi chodzi bo jako jedna z niewielu pozwalała jej na to. Tu nie chodzi o to, że Ciebie to nie boli tylko o to, że nie jest to zabawa - tłumaczyłam jej. Po jakimś czasie zrozumiała o co mi chodzi i również uczy tego Młodą. Wiecie nie jest filozofią powiedzieć dziecku nie wolno i już. U Nas staramy się z nią dużo rozmawiać mimo, że ma dopiero osiem miesięcy. Pokazujemy jej, że po buzi trzeba delikatnie głaskać, że wtedy jest komuś innemu przyjemnie. 
 
ZWIERZĘTA
Jeśli jesteśmy przy biciu to tyczy się to też kotów. Macie oddzielny artykuł o zwierzakach gdzie szerzej opisałam życie z kotem. Tutaj jednak pokrótce: kot też ma swoje uczucia i nie można go ciągnąć za ogon czy włosy. Kot też może Ci oddać broniąc się bo będzie go to boleć. Na szczęście Nasze koty wiedzą, że nie wolno z pazurami do dziecka i jeśli w ogóle ma miejsce jakieś bronienie się to samymi opuszkami łapek.

ZĘBY
Nauczeni obserwacją i dobrą radą przyjaciół wprowadziliśmy zasadę mycia zębów jeszcze zanim Młodej wyszły. Fajnie bo sama bierze szczotkę do zębów i mimo tego, że jest mała sama je myje. Jak jej wyszły zęby to wprowadziliśmy zasadę, że myjemy zęby po mleku. Nigdy jakoś o tym nie pomyśleliśmy, że może być z tym kłopot by ją potem przestawić. Ale przyjaciele tak doradzili i to się sprawdziło w 100%. Dzięki temu nie martwię się, że po zjedzonym mleku, bez mycia zębów kładziemy ją spać. Że zęby mogą szybciej jej "polecieć" jeśli chodzi o próchnicę. Polecam Wam. Im szybciej wprowadzi się zasadę mycia zębów po posiłku tym lepiej. Bo im dziecko bardziej kumate tym gorzej dla Nas Rodziców:)
 
ZABAWKI
Pisałam to już w jednym z wcześniejszych artykułów ale dodam i tutaj. Zabawki są podzielone (samochód, salon, w którym się bawimy i pokój młodej). Mają swoje miejsca (koszyki) i nie są porozrzucane po całym mieszkaniu. Przed każdym posiłkiem jak i przed pójściem spać są sprzątane. Tak by po jedzeniu lub wstaniu można się nimi bawić a nie siadać w bałagan.
Jak już jestem przy temacie zabawek to może coś na temat zabawy. Młoda od początku była uczona przeze mnie, że czasem musi pobawić się sama. Nie może być bowiem tak, że nie mogę w spokoju zjeść śniadania czy pójść do toalety. Na początku było ciężko bo płakała i nie było mi miło tego słuchać. Zawsze wychodząc mówiłam jej "Mama idzie zrobić sobie śniadanie. Za chwilkę wrócę. Poczekaj tutaj na mnie". Po jakimś czasie zrozumiała, że po pierwsze wrócę za jakiś czas a po drugie nic jej się złego nie dzieje. Tym sposobem nie mamy teraz problemu bo potrafi bawić się sama i czasem denerwuje się jak jej przeszkadzamy:)
 
PRZESYPIANIE NOCY
Jak tylko Młoda się urodziła założyłam sobie,  że nie będę budzić dziecka co 2 godziny na jedzenie tak jak piszą w tych wszystkich książkach dla Mam. Wyszłam z założenia, że dziecko to człowiek myślący jedynie mniejszy, który nie umie się z Nami porozumieć. Jak będzie głodna to zacznie płakać i w ten sposób mi to pokaże. Znajdziecie to w "Paryżu dzieci nie grymaszą". Jest tam również mowa o przesypianiu nocy i tym jak bohaterka stosuje tzw. Pauzę by nauczyć swoje dziecko przesypiać noc bez budzenia się. Pauza polega na tym, że nie podnosi się dziecka od razu jak zapłacze. Czekamy dłuższą chwilę i jak się nie uspokoi to staramy się je uspokoić ale nie podnosząc z łóżeczka. Zastrzeżenie jest jednak takie, że najwcześniej Pauzę można zastosować od 6 tygodnia. Nie do końca mi się widziało czekanie i słuchanie jak dziecko płacze. Jestem "wyrodną matką" ale nie aż tak. My trochę przerobiliśmy to pod siebie. Jak Młoda budziła się w nocy i płakała dawaliśmy jej smoczek i smyraliśmy po nosie. Często było tak, że płakała ale nie miała nawet otwartych oczu. Ten okres przestawiania jej na spanie całonocne trwał tydzień. Opłacało się. Ja od 2 miesiąca po porodzie jestem wyspana, młoda również. Od 4 miesiąca śpi w swoim własnym pokoju. Już pierwszego dnia było widać, że jej to bardziej odpowiada. Jak była z Nami budziła się jak T. szykował się do pracy. Uwierzcie mi są same plusy tego, choć niektórym może się wydawać, że jest to drastyczne.
A czemu niby dziecko miało by jeść co 2 godziny? Czy naprawdę jest głodne? Czy Wy też wstajecie w nocy i jecie? I jak wtedy czuje się Wasz żołądek? Zgadzam się ze zdaniem autorki wspomnianej wcześniej książki. Dziecko łączy fazy snu. Jako, że jest małe nie potrafi tak jak my przejść z fazy początkowej do fazy REM, w której doświadczamy snu głębokiego. Jest malutkie, więc my musimy pomóc dziecku nauczyć się te fazy łączyć - stąd opisana powyżej pauza. Moim zdaniem jest to też zdrowsze dla żołądka, bo odpoczywa. Nie jest mu ciężko i przygotowuje się na pracę w kolejny dzień. Uwierzcie mi ma to sens. Warto poświęcić trochę czasu i być cierpliwym.

ZASYPIANIE
Zasypianie jakiego jej nauczyliśmy jest podobne do przesypiania nocy, o której pisałam wcześniej. Wiecie może to strasznie zabrzmi ale ja cenię sobie czas dla siebie, który de facto jest tylko wieczorami. Cenię sobie czas spędzony z T. Zawsze kładziemy ją spać o tej samej porze między 19 a 20. Owszem zdarzają się wyjątki jak jest jakaś impreza rodzinna ale wtedy zmieniamy jej cały rytm dnia by wytrzymała do 20-21. Nauczyliśmy Młodą, że wieczorem jest mleko, zęby, buziak, dobranoc, odkładamy do łóżeczka i ......... zasypia. Sama. Nie kołyszemy jej, nie bujamy się z nią. Wiadomo, jak czasem są takie dni jak z zębami to robimy wszystko by tylko się nie męczyła - aż tacy straszni nie jesteśmy. Jednak zasada, że jest czas na zabawę i jest czas na sen sprawdza się. Trochę to trwało, bo pewnie ze dwa tygodnie jednak udało się. Na początku skracaliśmy czas bujania się na fotelu czy kiwania się z nią na rękach. Potem odkładaliśmy w pół śnie. Następnie odkładaliśmy gdy jej nie bujaliśmy ale ze smoczkiem i włączaliśmy kołysanki. Ostatni etap to odkładanie jej jak nie śpi ze smoczkiem i smyranie po nosie. Teraz jesteśmy na takim etapie, że nawet w ciągu dnia po prostu odkładam ją do łóżeczka i idzie spać. Zawsze jej mówię, że musi się przespać by mieć siłę na zabawę - i śpi. Bez dyskusji:) Może i niewiarygodne ale możecie zapytać mojej siostry, która chciała to nagrać bo również jej żadni znajomi w to nie wierzą. Nie udało się jej jednak bo Młoda zasnęła w 3 sekundy:)
Kiedyś w jakiejś rozmowie padło stwierdzenie, że nie mam więzi z dzieckiem bo nie usypiam Młodej 1,5 godziny. Że powinnam okazywać dziecku ciepło a nie stosować zimny chów. Ale czy ja nie kocham swojego dziecka będąc konsekwentną? Czy naprawdę musimy popadać w stereotyp, że jak jest się mamą to zostaje się od razu zaniedbaną kurą domową? Lub, że dziecko zawładnie całym Twoim życiem? Ja swoje dziecko kocham najmocniej nad życie. Jest wycałowane od stóp do głów. Utulone jak tylko się da najbardziej. Ale jak jest czas snu to jest czas snu. Po prostu.

TELEWIZJA
Moja siostra zawsze się śmieje jak do nich pojedziemy i Młoda się patrzy w telewizor "Patrz Młoda, póki możesz bo w domu nie masz telewizji". Moim zdaniem dziecko jak jest takie malutkie nie powinno siedzieć przed telewizorem. Nie widzi bowiem świata tak jak my. My widzimy obraz ono widzi fale. Takie patrzenie się dziecka w telewizor często prowadzi do zaburzeń neurologicznych np. epilepsji. Często dzieci, które patrzą się w TV od małego potem mają problemy ze snem czy po prostu budzą się z płaczem w nocy. Od początku nie pozwalałam jej się patrzeć w telewizor.
Oczywiście jak jest już trochę większa i więcej rozumie to wprowadziliśmy zasadę, że w soboty przy śniadaniu oglądamy rano bajki. Ale wiecie co? Młodej to wcale nie interesuje:) Popatrzy się może z 5 minut po czym zaczyna się bawić nie patrząc na to co aktualnie leci w TV.

Wiem, że każde dziecko jest inne. Moje też nie było i nie jest aniołem. Wierzcie mi. Uważam, że każde dziecko można tego nauczyć. Wystarczy chcieć. To od Nas rodziców bardzo dużo zależy. I jeśli my się poddamy to dziecko to wyczuje. Jak to ja mówię "Dziecko zawsze wyczuje najsłabsze ogniwo". Moim zdaniem upór, konsekwencja, determinacja i cierpliwość zdziała wiele w wychowaniu dziecka. Spróbujcie:)

A.

2 komentarze:

Dziecko i zwierzę

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Nie od dziś wiadomo, że kocham zwierzęta.
Mamy dwie kotki - Kidę i Gaję.

Kida piękna, szaro-biała, wygląda jak z reklamy. Jest kotem T. To typowy kot, który chodzi swoimi ścieżkami. Samemu się go nie głaszcze. Jak chce to sam przyjdzie.
Gaja trójkolorowa, szalona. Jest moim kotem. Mimo, że ma 4 lata zachowuje się jak młody kociak. Skacze, biega, łasi się przy każdej możliwej okazji. Nawet aportuje piłkę:)

Pamiętam, jak byłam w ciąży od razu padło pytanie "A co robicie z kotami? Nasza odpowiedź zawsze była taka sama "A co mamy z nimi być?". Bo niby czemu mamy wyrzucać członka Naszej rodziny dlatego, że pojawi się inny członek rodziny?
Nie rozumiem jak ludzie mogą mieć zwierzę i w momencie gdy rodzi się dziecko oddają je. Dla mnie to bardzo podobne do tego jak wyrzucane są zwierzaki na wakacje. Przecież ten kot/pies czy jakikolwiek inny zwierzak nic złego nie zrobił? Skoro wyrzucasz zwierzę to czy jesteś gotowy na dziecko? Czy oby na pewno jesteś odpowiedzialny?

Dla mnie kot czy pies czy jakikolwiek inny zwierzak w domu i dziecko to normalna kolej rzeczy. Zanim jeszcze byłam w ciąży wiedzieliśmy, że koty nie znikną z Naszego życia dlatego, że będzie dziecko.

Myślę, że jak ma się zwierzaka od początku to dziecko jest i mniej alergiczne i bardziej kontaktowe. Poza tym nauczone jest, że zwierzę to nie zabawka tylko też ma uczucia. My teraz jesteśmy na etapie, że uczymy Młodą, że kota boli jak ciągnie za ogon czy sierść. Pokazujemy jak głaskać i jak się bawić. Tłumaczymy, że kot też ma uczucia, że to członek Naszej rodziny. Myślę, że to dobrze, że z takim małym dzieckiem rozmawiamy i myślę, że to połowa sukcesu.

Często mnie pytają " I jak koty reagują na Młodą"? 
No cóż, na początku było ciężko. Będąc w ósmym miesiącu ciąży postawiliśmy łóżeczko w sypialni. Czytaliśmy, że trzeba zrobić to wcześniej by zwierzę przyzwyczaiło się i do zapachu i nowego mebla. Zrobiliśmy to też dlatego aby nauczyć koty, że na przewijak i do łóżeczka nie wolno im wchodzić. Faktycznie udało się.  Koty przyzwyczaiły się, że jest nowy mebel i że nie wolno na nim spać.
Na początku jednak uciekały przez Młodą. Jak była taka malutka to tylko spała. Wtedy nie uciekały z pokoju ale zachowywały odległość. Jak zaczynała kwilić patrzyły się po czym znowu szły spać. Jak karmiłam ją piersią to zawsze mój kot kładł się obok. Jak usypiałam Młodą na bujanym fotelu to ładował się na kolana tak by dotykać Młodej. Tylko wiecie wszystkie te pozytywne rzeczy, o których piszę nastąpiły po okresie przejściowym czyli po około dwóch tygodniach. Musieliśmy przeżyć okres gdy koty nie wchodziły do pokoju, nie chciały się dać pogłaskać. Po prostu były na Nas obrażone.

A dziś jak to jest?
Codziennie Gaja bawi się z Młodą. Podchodzi, łasi się do niej. Kida jest bardziej zachowawcza. Ale ma tak nie tylko do dzieci. Jednak nie zawsze jest zabawa. Gdy Młoda zaczyna płakać od razu wychodzą bo jest dla nich za głośno :) a jeszcze jak zaczęła raczkować to są w szoku bo je goni. Uciekają na wyższe partie gdzie nie dostaje. Już niedługo niestety bo już się wspina i stoi:)
Jak wieczorem karmię Młodą butelką to Kida zawsze stoi na przeciw mnie i patrzy czy wszystko jest ok. Gaja natomiast siada nade mną i patrzy co się dzieje. Na samym początku zastanawialiśmy coś co one robią? Ale potem stwierdziliśmy, że dla kota to coś nowego. Jak dziecko ciągnie butelkę to tak jakby się zasapało. Wiecie o co chodzi:) Koty nie wiedzą co to i martwią się, że coś jej się dzieje. Więc codziennie wieczorem pilnują mnie czy nie robię Młodej krzywdy.
Największym dowodem na zaakceptowanie przez Koty Młodej był fakt gdy wychodziły jej ząbki. Pierwsza noc była straszna. Wstawałam do niej 8 razy. Popłakiwała więc i smoczek i smarowanie dziąseł. Drugiej nocy nie wstawałam już wcale wiecie czemu? Koty spały pod jej łóżeczkiem. Gdy tylko wychodziły z pokoju to Młoda się budziła i był płacz. Gdy kładły się, zasypiała. Mówi się, że kot wyciąga chorobę z człowieka. Nie raz tak było, że jak byłam przeziębiona to kot zaraz się na mnie układał. Jak widać działa to na każdego, nie ważne ile masz lat czy miesięcy:)


Wiem że może wydawać się, że przecież to tylko zwierze. Jednak dla mnie to członek Naszej rodziny. Kocham te zwierzaki. Wiadomo inna to miłość niż do córki czy męża ale jednak. Myślę, że każdy kto miał/ ma zwierzę powie to samo. A jak tak nie jest to czemu płaczemy jak zdychają? No to na pewno jest miłość lub przywiązanie:)

Nie ma co się bać. Kot czy jakiekolwiek inne zwierzę nic nie zrobi Twojemu dziecku. Musi tylko wiedzieć, że nie wolno nic zrobić. A dziecko musi się nauczyć, że zwierzę to nie zabawka.

A.

1 komentarze:

Do porannej kawy

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

CIASTO MIGDAŁOWE (bez mąki)

Nic nie smakuje lepiej na koniec tygodnia do porannej kawy jak ciasto migdałowe. Przynajmniej mi nic lepiej nie smakuje:) Inspiracja z "Moich wypieków" choć  trochę zmieniłam przepis. Ciasto przepięknie pachnie po upieczeniu i faktycznie najlepiej smakuje następnego dnia:)

Potrzebujemy:
4 jajka, białka i żółtka oddzielnie
230 g cukru
300 g migdałów zmielonych (ja nie mieliłam ich bardzo dokładnie dzięki temu w cieście fajnie chrupie)
sok i skórka z jednej cytryny
skórka z jednej pomarańczy
1,5 op (op. 250g) sera ricotta
cukier puder do oprószenia ciasta
laska wanilii 
150 gram masła

Dobrze by było by składniki były w temperaturze pokojowej. Ja robiłam na szybko i nie były mocno ciepłe i też wyszło. 

Do misy miksera wkładamy masło i 200 gram cukru. Ucieramy na jasną, puszystą masę. Nie będzie ona płynna więc nie zrażajcie się. Do ubitej masy z masła dodajemy żółtka, nasiona z wanilii, sok z cytryny oraz skórkę z cytryny i pomarańczy. Dodajemy ricottę i zmielone orzechy. Masa będzie dość gęsta. Nie mieszamy za długo - jedynie by składniki się połączyły.
Ubijamy białka z odrobiną soli na sztywno. Na koniec dodajemy cukier. Potem delikatnie dodajemy białka do masy ciasta. Ja połączyłam je za pomocą rózgi - polecam, wtedy ciasto jest napowietrzone.

Przekładamy masę do wyłożonej papierem blachy. Ja wzięłam małą tortownicę. Pieczemy w 160 stopniach na termoobiegu przez 75 minut. Gdy sprawdzałam patyczkiem ciasto wydawało się surowe więc nie przejmujcie się tym.



Ciasto jest pyszne. W konsystencji przypomina trochę sernik przez ricottę. Jest jednak bardzo mokre aż się zastanawiałam czy nie ma zakalca:) Zatem nie zrażajcie się tylko pieczcie bo jest strasznie łatwe i szybkie :)

Smacznego!

A.

0 komentarze:

Mizeria nieco inaczej

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Jak to ja rzadko kiedy robię coś tradycyjnego:)
Dziś podpowiedź na mizerię ale w trochę innym wydaniu.

Potrzebujemy:
1 ogórka
3 łyżki oliwy
łyżeczka jogurtu naturalnego (może być też śmietana co kto lubi :) )
sok z połowy cytryny
garść mięty
szczypta świeżo zmielonego pieprzu
szczypta soli




Ogórka obieramy i kroimy na pół. Łyżeczką wydrążamy miąższ. Kroimy twardą część ogórka i wrzucamy do miseczki. Solimy i pieprzymy. W oddzielnym naczyniu łączymy oliwę z sokiem z cytryny. Dodajemy do ogórków. Siekamy drobno miętę i dodajemy do ogórków. Na koniec łyżka jogurtu.
Gotowe:)

Smacznego!

A.

0 komentarze:

O organizacji domowej ogólnie

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 7

Nie będę się mądrzyć jak powinno być w idealnym domu. Bo mój na pewno idealny nie jest.

Napiszę Wam jak jest u mnie i jak mimo małej ilości czasu nie popadam w bałagan.

1. Nigdy nie chodzę dwa razy w to samo miejsce
* Jeśli idę np. do kuchni to od razu biorę talerz i od razu go zmywam. Nie czekam do końca wieczora przed spaniem bo potem każda wymówka jest dobra by nie zmywać - zwłaszcza dla T.
* Jak wchodzę rano do kuchni zrobić butelkę dla Młodej to daję kotom jeść oraz podlewam zioła. Jak młoda nie płacze zbyt głośno to jeszcze rozpakowuję zmywarkę :)

2. Prace domowe robię w konkretne dni. Rozdzielam je w zależności od potrzeb. 
* Nie lubię jak pranie jest porozwieszane po całym domu. Nigdy nie wiesz kiedy odwiedzi Cię niezapowiedziany gość. Według mnie nie ładnie to wygląda jak Twój salon jest suszarnią. Ja pranie robię raz w tygodniu. Raz w tygodniu również prasuję - także rzeczy Młodej. Wiadomo, że nie zawsze jest to ten sam dzień ale myślę że warto trzymać się tej zasady. No i przede wszystkim systematyczność.
* Porządki np. w lodówce najczęściej robię przed samą dostawą zakupów. Raz na dwa tygodnie robię przegląd dziecięcych ubrań bo strasznie szybko Młoda z nich wyrasta.
* Zawsze generalne sprzątanie podłóg, kuchni, łazienki itd. robimy w sobotę. To dobre rozwiązanie dla pracujących rodziców. Każdy ma podzielone czym się zajmuje. Nauczona jestem, że to że jestem kobietą nie znaczy, że nie mogę prosić o pomoc w sprzątaniu męża. Myślę, że równouprawnienie w domu jest wskazane:)

3. Odkładam rzeczy na miejsce.
Kiedyś miałam z tym problem. Zwłaszcza na początku jak Młoda się pojawiła. Po upływie czasu stwierdziłam, że jest to połowa sukcesu jeśli chodzi o zadbany dom. Trzeba zawsze systematycznie odkładać wszystko na miejsce - nie jutro, nie za chwilę tylko w tym danym momencie:) Staram się uczyć tego też T. bo przecież sama świata nie zdziałam ale idzie ciężko. Niestety faceci są oporni - trzeba ich uczyć sposobem:) Ostatnio powstała u Nas w domu nowa zasada jeśli chodzi o odkładanie rzeczy na miejsce. To co leży na wiklinowym koszu z rzeczami do prania, ląduje w koszu. Kilka razy T. się do tego nie zastosował i nie miał się w co ubrać:) Teraz już nie mam tego problemu jako Matka odpowiedzialna za dom:)

4. Zakupy
* Nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy w supermarkecie na większych zakupach. Już jak byłam w ciąży robiłam zamówienie internetowo. Jakie są plusy?:
- T. nie musi nosić ciężkich siatek bo przynoszą Nam pod drzwi a nawet wnoszą do domu jak widzą że jestem sama.
- Oszczędzam pieniądze bo nie biorę z półki tego czego nie potrzebuję.
- Korzystam z promocji, które są przez internet a nie ma ich dostępnych w sklepie stacjonarnym.
* Ja akurat robię zakupy przez Tesco on-line ale Wy możecie sobie robić gdzie chcecie. Fajne jest to, że możesz sobie zarezerwować dzień i potem tylko odświeżać listę. W ten sposób uzupełniasz sobie ją o tylko najpotrzebniejsze rzeczy.
* Rozkładam wydatki na dłuższy okres czasu. Teraz np. przed Nami okres świąteczny. Wiadomo uderzy Nas po kieszeni a jeszcze przy dziecku jak masz kupić krem, pieluchy itd to już w ogóle. Dlatego pomału kompletuję prezenty czy kupuję np. mleko na promocji bo jest tańsze o 15zł na opakowaniu niż cena standardowa.

5. Raz w tygodniu robię coś z poza listy organizacyjnej.
Czytałam kiedyś, że można sobie zrobić taką listę obowiązków na dany tydzień i powiesić ją na lodówce. U Nas czegoś takiego nie ma ale uważam, że to fajny pomysł. Ja zawsze raz w tygodniu robię coś niestandardowego jeśli chodzi o sprzątanie. Jest to czyszczenie kafelków, mycie lodówki, pranie firanek, mycie piekarnika, umycie wszystkich szafek w kuchni z wyjęciem naczyń czy układanie rzeczy w szafie. Uwierzcie mi zawsze znajdzie się coś do sprzątania:) Polecam Wam takie rozwiązanie bo nie zakopiecie się w natłoku rzeczy do zrobienia.
Pewnie ktoś powie "spoko siedzi sobie w domu to ma na to czas". Jak chodziłam do pracy to też ta zasada się sprawdzała. Mówienie, że chodzisz do pracy i nie masz czasu chociażby w piątek wieczorem czy w sobotę rano umyć lodówki, jest bzdurą. Ja pracując dzięki organizacji zawsze miałam czas na sprzątanie dodatkowych rzeczy. Pewnie termin piątek wieczorem kojarzy się bardziej z imprezą niż sprzątaniem ale przy dziecku jednak to się zmienia:)

6. Młoda.
* Nie lubię jak się do kogoś idzie i zabawki dziecka są praktycznie wszędzie. Nie tylko w pokoju rodziców, dziecka ale i w łazience?! Czy naprawdę nikomu prócz mnie to nie przeszkadza? Młoda ma sporo zabawek. Już jakiś czas temu powiedzieliśmy wszystkim, że jak chcą coś jej kupować to lepiej pieluchy czy mleko bo zabawek ma dużo. Mimo, że zabawki są nieuniknione u dziecka to nie fajne jest jak są wszędzie. U Nas Młoda ma podzielone zabawki. W samochodzie w organizerze na fotelu ma dwie - trzy zabawki. W domu w swoim pokoju w koszyku ma część zabawek, drugą część ma w salonie, w którym bawimy się na co dzień. Są w pudełku do tego przeznaczonym. Zabawki są sprzątane przed każdym posiłkiem jak również przed pójściem spać.  Jasne, niektórzy pomyślą sobie "po co takie małe dziecko uczyć czegoś takiego skoro i tak nie rozumie?". Moim zdaniem bardzo dużo rozumie a im wcześniej się ją tego nauczy tym będzie łatwiej. Ja się nie zatrudniłam jako sprzątaczka zabawek tylko Matka, która nauczy szacunku do zabawek i sprzątania po sobie.
* Podobne podejście mam do butelek i innych rzeczy dziecięcych w kuchni. Jestem zwolennikiem minimalizmu i nie lubię jak coś stoi na wierzchu. Polecam Wam wydzielenie jednej póki w szafce w kuchni dla dziecka. Tam można postawić kasze, mleko, butelki i wszystko to co macie związane ze szkrabem. Najłatwiej będzie zrobić koszyki czy pudełka i w nie powkładać rzeczy dziecka. Nie zagracacie sobie kuchni. Jak widzę, że jakiś produkt się kończy od razu go uzupełniam. Dzięki temu wszystko mam pod ręką i nigdzie nie muszę biegać a nie mam tego na wierzchu.

7. Oszczędzam
* Staram się zamawiać sporo rzeczy przez internet czy to na allegro czy gdziekolwiek indziej. Jeśli wiem, że i tak mam kupić krem na odparzenia to po co mam przepłacać jak mogę go kupić o 10-20% taniej? Warto poszukać takich okazji polecam Wam. Można też zamówić z koleżanką dzięki temu koszty też są mniejsze.
* Ostatnio odkryłam dzięki przyjacielowi stronę www.Ibood.pl Może ją znacie ja nie:) W każdym razie można w całkiem przyzwoitych cenach kupić fajne rzeczy. Ja się zapisałam i dostaję oferty na maila.
* Kiedyś myślałam, że tylko na Allegro mogę kupić fajne rzeczy dla dziecka. Ostatnio przekonuję się do OLX więc w wolnej chwili polecam byście tam zajrzeli. Jest taniej i przede wszystkim jest o wiele więcej ofert dziecięcych.
* Zarejestrowałam się na wielu stronach markowych produktów dla dzieci. Jeszcze jak byłam w ciąży z polecenia koleżanki. Teraz, raz na jakiś czas dostaję próbki, za które nie muszę płacić. Polecam Wam.
 * Sporo zakupów robię w Rossmanie dlatego założyłam kartę. Ja mam swoją a moja mama swoją. Jednak obie podpięte są pod moje konto. W ten sposób każda z Nas nabija punkty na większy rabat. Może się wydawać, że to grosze,że długo to trwa. Przez niecały rok uzbierałam już rabat 6%. Szybko minie jak będzie drugie tyle. Myślę że warto.
* Mam przeznaczoną jedną cześć w szafie gdzie jest spiżarka.  Gdy M. była w Polsce czasem opiekowała się Naszym mieszkaniem pod Naszą nieobecność. Zawsze mówiła, że fajna ta Nasza spiżarka bo jak zapomni pójść do sklepu a chce jej się jeść zawsze coś znajdzie.
Taka spiżarka przydaje się i do oszczędności bo czasem kupując więcej płacisz mniej. Przydaje się też do uratowania kolacji gdy pojawiają się niezapowiedziani goście:)U mnie każda półka przeznaczona jest do czego innego koty, przetwory, rzeczy suche, rzeczy do wypieków itd.



To moich 7 złotych zasad funkcjonowania domu z dzieckiem.
Może coś wykorzystacie. Może sprawdzi się u Was.

A może Wy macie jakieś swoje sposoby na organizację domu?
Piszcie:)

A.

7 komentarze:

Quesadille z szynką i serem (małe co nie co dla męża do meczu...)

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 4

Przed chwilą.

Ja: Będziesz jadł obiad?
T.: Nie, nie chce mi się. Ale coś bym przekąsił mecz jest.
Ja: To może quesadille Ci zrobię?
T.: Nie chyba nie.
Ja: No przecież to 5 minut a będę mieć na bloga.
T.: No dobra.

I tak  oto znajdziecie poniżej przepis na szybką przystawkę jak macie ochotę coś zjeść ale nie koniecznie siedząc długo w kuchni. Szybko, przyjemnie i smacznie!


Potrzebujemy:
szynka - 4 plasterki
szczypiorek - 1/2 pęczku
ser żółty - tyle ile chcecie by było ja daję około 1/2 kostki na jedną
placki tortilli - 2 sztuki



Ważne by produkty wykładać na tortillę od strony bardziej wypieczonej. Od strony mniej wypieczonej będziemy ją smażyć.
Na tortillę wykładamy ser, szynkę i szczypiorek na koniec przykrywając serem. Przykrywamy wszystko drugim plackiem. Włączamy patelnię. Tortillę wkładamy na gorącą, suchą patelnię, bez tłuszczu!!! Smażymy około 20-30 sekund po każdej ze stron. Ja aby przełożyć z jednej strony na drugą używam drewnianej, dużej deski. Przykładam ją do patelni i odwracam po czy kładę z powrotem na gaz by zrumieniła się druga strony.

Do tego fajnie pasują chipsy z boczku. Klasycznie wędzony, krojony boczek kładziemy na patelni bez tłuszczu. Boczek sam w sobie jest tłusty, nie potrzebujemy tłuszczu. 


To fajna przekąska. Nie tylko dla facetów.

Smacznego!

A.

4 komentarze:

Co mnie najbardziej zaskoczyło...

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 1

Młoda była długo oczekiwanym dzieckiem. Wymarzonym. 
Zakładaliśmy, że nie będzie tak kolorowo jak się urodzi, bo dziecko zmienia całe życie. Bardzo często to słyszeliśmy i widzieliśmy obserwując innych ludzi.

Pierwsze zaskoczenie przyszło, gdy okazało się że jestem w ciąży. Totalnie się tego nie spodziewałam zwłaszcza, że był to pierwszy miesiąc jak odpuściliśmy sobie staranie o dziecko. Skoro tyle miesięcy się nie udaje to może warto odpuścić - pomyślałam. Pojechaliśmy na wakacje -oczywiście z przygodami bo T. zgubił Naszą ślubną obrączkę w morzu. Wróciliśmy z wakacji, praca, dom, praca.... aż nagle okazało się że jestem w ciąży. Połączyliśmy fakty i okazało się że udało się nad morzem. Uważam, że Nasza obrączka została wymieniona na dziecko, które nosiłam pod  sercem. Ktoś nad nami czuwa i tak miało być. Zwłaszcza, że ta zguba była dla mnie wielką próbą by nie utłuc T. na miejscu:)

Drugim zaskoczeniem był fakt, że byłam niebywale spokojna podczas ciąży. Wiedziałam od początku, że wszystko będzie ok. Mieliśmy różne przejścia dlatego fakt mojego spokoju był dla mnie niebywały. Oczywiście denerwowałam się przed wszystkimi badaniami. Jednak w głębi duszy wiedziałam, że wszystko będzie w porządku.

Kolejnym zaskoczeniem był fakt, że poród to nie tylko ból a przede wszystkim wysiłek. Nie bałam się bólu. Bałam się komplikacji przy porodzie, że coś pójdzie nie tak jak trzeba. Bałam się nieznanego. Chyba zawsze tak jest, że człowiek boi się tego czego nie zna.
Tak jak pisałam Wam wcześniej poród jak na pierwsze dziecko poszedł całkiem sprawnie - 4,5h. Nie spodziewałam się jednak, że będę tak piekielnie zmęczona. Kondycję miałam bo przez ostatnich 6 miesięcy przed zajściem w ciążę chodziłam intensywnie na fitness po 4-5 razy w tygodniu. Nie mogłam narzekać na brak ruchu. Jednak poród był piekielnie męczący. Czułam się jak po maratonie na zajęciach fitness gdzie nie ma odpoczynku przez cały tydzień. Już po zrozumiałam czemu się mówi, że kobieta dochodzi do siebie przez 6 tygodni po porodzie:)

Kolejnym zaskoczeniem było dla mnie, że nie popłakałam się jak Młoda została mi położona na brzuchu. A Wy jak miałyście? Jak byłam w ciąży i nawet teraz jak o tym pomyślę, że mi ją położyli, to mam łzy w oczach. Jednak gdy był ten moment, adrenalina i szok był tak duży że nie uroniłam ani jednej łzy. To było zaskakujące....

Zaskakujące w całym temacie dziecka było też to, że faktycznie życie się nie zmienia. Oczywiście jest inaczej, ale nie jest źle. Zaskakujące, że Nasze dziecko jest grzeczne bo nastawiałam się, że będzie urwisem. Ja i T. do grzecznych dzieci nie należeliśmy:) Stwierdziłam jednak, że przez to, że tak długo na nią czekaliśmy to w nagrodę dostaliśmy ją mało problemową.

Moim i T. największym zaskoczeniem jeśli chodzi o dziecko, poród, macierzyństwo było i jest miłość do dziecka. Wiedziałam, że będę ją bardzo kochać ale nie wiedziałam, że aż tak bardzo. Kiedyś w jakieś rozmowie padło, że babcia zupełnie inaczej kocha swoją córkę a zupełnie inaczej kocha wnuczkę. Muszę przyznać temu rację choć babcią jeszcze nie jestem. Jednak to zupełnie inna miłość niż miłość do T. 

Zaskakujące jest to, że miłość, która Ci przy tym towarzyszy jest tak ogromna i nie do opisania.


A co było Waszym największym zaskoczeniem?

A.

1 komentarze:

Niedzielny obiad z przyjaciółmi

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 2

PRZYSTAWKA
Przepis znalazłam w książce Beaty Śniechowskiej - zwyciężczyni drugiej edycji MasterChef.

Pieczony Camembert
Każdy zostawiamy w drewienku tak by podać go w ładnej formie. By drewienko się nie rozkleiło pod wpływem ciepła owijamy folią aluminiową. Wkładamy je do piekarnika na 15-20 minut na 160 stopni. Piekłam je na termoobiegu.
W tym czasie robimy sos. Potrzebujemy: orzechy pekan i migdały - opakowanie 100 g,  sok wyciśnięty z jednej pomarańczy oraz 8 łyżek miodu (my stwierdziliśmy że 8 łyżek jest za dużo i moim zdaniem 5 łyżek wystarczy). 
Orzechy i migdały prażymy na patelni najlepiej teflonowej. Nic się nie przywiera do dna. Na zdjęciu moja ukochana patelnia z Mia Home Passion. Prażymy je 3 minuty. W tym czasie do soku wlewamy miód i mieszamy do rozpuszczenia - polecam zrobić to rózgą. Po 3 minutach wlewamy mieszankę soku i miodu na patelnię i czekamy aż zgęstnieje. Wtedy będzie gotowy.
Upieczony Camembert polewamy sosem i podajemy.





 Uwagi:  
* Moim zdaniem porcja jest dość duża i nie wszyscy dali radę zjeść cały ser. Proponuję przeciąć krążki w połowie w poziomie tak by każdy dostał po pół sera bo to będzie porcja akurat.
* Przystawkę podajemy od razu ponieważ sos szybko stygnie i przez miód twardnieje.


DANIE GŁÓWNE
Zainspirowałam się programem Ugotowani gdzie jedna z uczestniczek zrobiła takie pierogi.

Wariacja pierogowa. Pierogi w trzech wytrawnych wydaniach. 

Ciasto: Trzy szklanki mąki, łyżeczka soli, szklanka gorącej lub bardzo cieplej wody, 1 jajko, łyżeczka oleju. Zagniatamy. Dość długo wyrabiamy by ciasto było jedwabiste. Rozwałkowujemy, wycinamy koła, wkładamy farsz,  kleimy lub pomagamy sobie przy klejeniu krawędzi widelcem. Wrzucamy na wrzątek. 2-3 minuty po wypłynięciu są gotowe.

Farsze

Gruszka z gorgonzolą
3 gruszki ścieramy na grubej tarce, odsączamy z  wody
1 opakowanie 150g gorgonzoli
szklanka parmezanu
szczypta pieprzu
łyżka bułki tartej

Wszystko razem łączymy i faszerujemy pierogi.

Kurczak ze szpinakiem
pierś z kurczaka opruszamy w soli i pieprzu, smażymy na 1 łyżeczce oliwy. Po wystygnięciu kroimy w drobną kostkę
250 g szpinaku blanszowanego (wrzuciłam na 3 minuty na wrzątek) i posiekanego
1 opakowanie fety
2 ząbki czosnku
spory pęczek posiekanej świeżej mięty
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
szczypta pieprzu

 Wszystko razem łączymy i faszerujemy pierogi

Łosoś z ricottą
350 gram łososia pieczonego bez przykrycia (ja piekłam 40 minut w 180 stopniach na termoobiegu)
350 gram łososia wędzonego
100 gram serka ricotta
1 jajko
5 łyżej sera parmezan startego na tarce
spory pęczek pokrojonego drobno koperku
łyżeczka gałki muszkatołowej
szczypta pieprzu

Oba rodzaje łososia kroimy drobno i łączymy z pozostałymi składnikami. Gdyby farsz był za rzadki dodajemy parmezanu. Faszerujemy pierogi.





Jak ktoś lubi sosy to podałam pierogi z masłem szałwiowym. Trzy łyżki klarowanego masła rozpuściłam na patelni. Dodałam świeżo posiekaną szałwię. Najlepiej podać w sosjerce by pierogi nie namokły.

Uwagi:
* Ważne jest by farsze były niezbyt mokre, ponieważ inaczej pierogi podejdą Nam wodą.
* Jeśli do sosu używamy masła śmietankowego to zdejmujemy szumowiny i dopiero po tej czynności dodajemy posiekaną szałwię
* Farsze można przygotować wcześniej i trzymać w lodówce do momentu nadziewania pierogów.

DESER
Zainspirowałam się jednym z przepisów ze strony Moje Wypieki.

Ciasto potrójnie czekoladowe
Ciasto składa się z trzech etapów. Nie zawiera mąki. Mamy jedną część pieczoną i dwie musowe.

Spód
2 czekolady gorzkie
2 łyżki kawy rozpuszczalnej
80 g masła
4 jajka (białka oddzielnie, żółtka oddzielnie)
1/2 szklanki cukru trzcinowego
1 buteleczka zapachu waniliowego lub cukru waniliowego

Czekoladę, kawę i masło rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Kąpiel wodna czyli umieszczamy w szklanej misce wszystkie składniki. Następnie ustawiamy miskę na garnek z gorącą wodą tak by nie dotykał wody. W tym czasie ubijamy na sztywno białka z odrobiną soli. Jak są ubite dodajemy powoli cukier. Do miski z rozpuszczoną czekoladą, kawą i masłem dodajemy żółtka i zapach waniliowy. Mieszamy rózgą. Do mieszanki dodajemy ubite białka ale mieszamy je delikatnie rózgą tak by zatrzymać puszystość mieszanki. Gotową przelewamy do wyłożonej papierem tortownicy o średnicy 23 cm na 20 minut na 160 stopni na termoobieg.
Po upieczeniu czekamy aż przestygnie i nakładamy mus z ciemnej czekolady.

Mus z gorzkiej czekolady
200 g czekolady gorzkiej
330 ml śmietany 30%
1/3 szklanki cukru pudru
3 łyżki kakao
1/3 szklanki ciepłej wody

200 g gorzkiej czekolady rozpuszczamy w kąpieli wodnej. W tym czasie ubijamy na sztywno 330 ml śmietany 30% na koniec dodając cukier puder. Do rozpuszczonej czekolady dodajemy rozpuszczone w wodzie kakao. Mieszamy najlepiej rózgą. Łączymy tak by mieszanka nie osiadła i była puszysta. Gotową masę wylewamy na przestudzony spód. Wkładamy do lodówki na minimum godzinę.

Mus z białej czekolady
200 g czekolady białej
330 ml śmietany 30%
2 łyżeczki żelatyny
1/2 szklanki ciepłej wody

1/3 śmietany wlewamy do garnuszka i podgrzewamy na gazie do zagotowania. Gdy już to uczynimy zdejmujemy z gazu i wlewamy wodę z żelatyną. Mieszamy rózgą do całkowitego rozpuszczenia żelatyny. W tym czasie ubijamy na sztywno śmietanę. Czekoladę zalewamy mieszanką śmietany i żelatyny. Mieszamy tak by czekolada się rozpuściła. Gdy masa jest gładka dodajemy do niej delikatnie ubitą śmietanę. Mieszamy tak by nie stracić miękkości masy- tak jak w poprzednim musie. Gotową mieszankę wylewamy na zastygnięty mus czekoladowy. Wkładamy do lodówki na kilka godzin, najlepiej na całą noc.


Na wierzch przed samym podaniem kładziemy posiekaną czekoladę gorzką.

Uwagi:
* składniki trzeba mieszać rózgą lub drewnianą łyżką. W innym wypadku nie wyjdzie ponieważ jest dość delikatne w wykonaniu
* ciasto jest pracochłonne ale warte pracy ponieważ jeszcze nikt mi nie powiedział że jest niedobre:)
* ciasto można traktować też jako tort. Spokojnie utrzyma świeczki - przetestowałam:)
* blachę należy wysmarować samo dno tłuszczem, boków blachy już nie. Ważne by papier wystawał ponad blachę by musy nie wyleciały.

Smacznego!!!!

A.

2 komentarze:

Ach co to był za dzień....

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Z małym opóźnieniem ale jestem.

Dzień wczorajszy był dla mnie bardzo intensywny. Młoda skończyła 8 miesięcy a co za tym idzie byliśmy z wizytą u dziadków. No i jeszcze niedzielny obiad z przyjaciółmi u Nas. Nie wyspałam się bo w sobotę wróciliśmy późno a Młoda w niedzielę wcześnie wstała. Jeszcze to gotowanie wieczorne w sobotę:) Jednak....Lubię weekendy bo wtedy jesteśmy z T. razem całe dnie. Lubię też intensywne weekendy a ten taki był.

W poprzednim artykule pisałam Wam o obiedzie z przyjaciółmi i o tym, że oczywiście nie mogę zrobić nic normalnego:) przepis znajdziecie w zakładce przepisy. (za chwilę go wrzucam:))
W każdym razie obiad się udał. Fajnie było pogotować razem - było jak nad morzem. Co roku jeździmy bowiem do Juraty i tam spędzamy razem czas. Między innymi na wspólnym gotowaniu. Chłopaki lepili pierogi a ja rozwałkowywałam ciasto....śmiech...wspólne rozmowy.... wspaniale! Uwielbiam to!
Podobało mi się podsumowanie wieczora przez M. (Nasz najlepszy przyjaciel) i T., że lubi do Nas przychodzić bo może się najeść do syta bo jest i dużo i dobrze. T. stwierdził, że też lubi jak przychodzą bo przynajmniej ja gotuję bo odkąd jestem na diecie bywa różnie:) 
T. zawsze mówi mi co mu smakuje a co trzeba poprawić. Jest moim najsurowszym krytykiem. Ja jako perfekcyjna Pani domu  byłam zła, że nie wszystko poszło tak jak należy. A przynajmniej nie w moich oczach. T. rzadko chwali mnie przy stole ale przez to chwalił mnie przez pół wieczora. Pamiętajcie wsparcie jest ważne i potrzebne:) 

Młoda dużo czasu spędziła dzisiaj z M. i A. (żona M., najlepsza przyjaciółka). Stwierdziliśmy, że Nasze dziecko zupełnie inaczej zachowuje się jak spędza czas z dziećmi. Była spokojna, bawiła się, nie marudziła. Nie jest bardzo marudnym dzieckiem ale bywa, że ma gorsze dni. Tutaj zachowywała się jakby było rano - nie było widać po niej zmęczenia. Stwierdziliśmy, że przez te trzy godziny spędzone z O. (syn przyjaciół) nabrała pewniejszych ruchów jeśli chodzi o przekręcanie się wokół własnej osi. Czy zawsze tak jest, że jak dzieci spędzają razem czas to szybciej się rozwijają? Może to działa tak jak z większymi dziećmi, które "cofają się" jak spędzają czas z młodszymi? Nie wiem, tak jak Wam pisałam to moje pierwsze dziecko:) Piszę tylko o moich spostrzeżeniach, które wydają mi się ważne.

Po całym obiedzie, zabawie z dzieciakami, wszyscy się rozeszli. Uwielbiam to. Chodakowska lubi zmęczenie po ćwiczeniach a ja uwielbiam zmęczenie po wyprawionym przyjęciu. Nie wiem czemu, ale czuję się wtedy taka naładowana energią :) Mimo, że jestem zmęczona.
Wiele osób było zaskoczonych jak przyszło do Nas pierwszy raz po narodzinach Młodej. Na moje urodziny. Byli przekonani, że z niczym się nie wyrobię a stół nie będzie tak syto zastawiony. Fajnie było posłuchać zszokowanych gości mówiących "rany nic się u Was nie zmieniło a jest nawet więcej jedzenia niż zawsze":) Dobra organizacja to podstawa. Jak pojawia się dziecko to życie naprawdę się nie kończy.

W głowie poukładałam sobie wnioski na dziś:

Jak się sprząta na bieżąco to potem zostaje mniej do roboty. Od razu po skończonym gotowaniu, przy robieniu kawy pozmywałam i włączyłam pierwszą z trzech zmywarek. Tym sposobem miałam wieczór dla siebie:) No prawie bo Młoda marudziła ale T. mi pomógł i przynajmniej lepiej mi było, że nie jestem z tym sama.

Organizacja jest bardzo ważna. Równie ważna jest pomoc. Nie boję się o nią prosić ani nie odmawiam gdy ktoś ją proponuje. Gdybym dzisiaj nie przyjęła pomocy M. to zapewne obiad zjedlibyśmy dużo później. Nie spędzilibyśmy też tak fajnie czasu razem.

To co mam zrobić za chwilę robię od razu. Nikt tego za mnie nie zrobi a skoro i tak muszę to zrobić to lepiej to zrobić jak najszybciej by mieć więcej czasu dla siebie i męża.

Łączę kilka czynności na raz tak by nie musieć chodzić kilka razy w to samo miejsce. Wychodząc na balkon zapalić świeczki odstawiłam od razu krzesło, które tam stoi na stałe oraz popielniczkę bo była dla palących gości. Trzy czynności na raz:) Podobnie przy robieniu herbaty rozpakowałam zmywarkę, włączyłam kolejną i zamroziłam pozostałe pierogi. Dzięki temu zanim goście wyszli nie było śladu po gotowaniu.

Jak wstałam dzisiaj rano i weszłam do kuchni zrobić Młodej mleko pomyślałam sobie - fajnie, że jestem taka zorganizowana. Dziś nie muszę się bawić w sprzątanie po wczorajszym spotkaniu:)

Zróbcie coś dla siebie, tak by poczuć pozytywną energię, o której pisałam wcześniej. Czy to będzie gotowanie, ćwiczenia czy spotkanie przy winie z przyjaciółmi:) To ważne zwłaszcza dla młodej Matki, która myśli że świat się kończy gdy ma dziecko - a wcale tak nie jest.

Uciekam do swoich codziennych czynności. Dziś dzień prania:)

A.
 
PS> Młoda w dzień skończenia swojego ósmego miesiąca życia zaczęła raczkować. No najwyższa pora, bo zamiast raczkować woli wstawać:)

PS1> Ciągle się uczę jak tu zrobić by było wszystko dla Was czytelne dlatego przepraszam jak pojawią się dla Was niezrozumiałe rzeczy czy linki. Dajcie mi chwilę i wszystko poustawiam tak jak chcę:)

0 komentarze:

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

Kim jestem...

Jestem Matką.

"Fajnie jest być Matką" to taka sentencja, która towarzyszy mi odkąd położono mi Młodą na brzuchu. Czemu Matka a nie Mama? O tym nieco później.

Poród nie był taki straszny jak wszyscy mi mówili. Liczyłam się z bólem i wiedziałam że  ani na wakacje to ja nie jadę ani pić drinków z palemką:) Młoda wierciła się i zbytnio nie spieszyło jej się na świat. Jeszcze jeden dzień i wyciągaliby ją na siłę. Namęczyłam się trzy dni wcześniej ale sam poród szybko minął.

Zanim się urodziła wszyscy Nam mówili, że nie można sobie planować wakacji bo jak ma się dziecko to kończy się świat... Hmm.... jak mam być szczera to Nam życie zbytnio się nie zmieniło. Myślę, że wszystko zależy od podejścia.
Jak byłam w 7 miesiącu ciąży natknęliśmy się z T. na inspirację a wręcz potwierdzenie że w Naszym myśleniu nie ma nic złego - "W Paryżu dzieci nie grymaszą" Pameli Druckerman. Polecam Wam serdecznie. To książka dla tych którzy nie wiedzą jak to zrobić by dziecko nie weszło Nam na głowę. Myślę, że to fajna lektura zwłaszcza dla rodziców, którzy oczekują swojego pierwszego potomka. Może nie w 100% zgadzam się z całą filozofią francuskiego wychowania jednak w większości właśnie takie mamy z T. podejście do wychowania.
Właśnie dlatego....W oczach niektórych uchodzę za wyrodną Matkę bo nie usypiam dziecka przez półtorej godziny tylko nauczyłam ją, że jak jest wieczór to żegnamy się, dajemy buziaka i idziemy spać. Nie wstaję w nocy by ją karmić tylko nauczyłam ją przesypiać całe noce. Od 2 miesiąca wysypiam się natomiast od 4 miesiąca śpi w swoim pokoju. Wychodzę bowiem z założenia, że dziecko tak jak i dorosły potrzebuje by żołądek mu odpoczął przez noc od jedzenia a budzi się tylko dlatego że łączy fazy snu. Trwało to wa tygodnie ale Młoda zasypia sama a odkąd śpi u siebie jest bardziej wyspana i śpi dłużej. Wspomogliśmy się jedynie monitorem oddechu bo na temat śmierci łóżeczkowej jestem straszną panikarą.
Matką jestem a nie mamą bo nie biegam za dzieckiem z łyżeczką po całym domu by zjadła tylko jak nie chce to niech nie je, następny posiłek za 3 godziny, jak zgłodnieje to zje. Nie siedzę zaniedbana i uwiązana w domu. Od samego początku jak Młoda była jeździmy na zakupy, siłownię, spacery, ciągle spotykamy obcych ludzi. Nie chcę by była dzikusem. Dla niektórych jest to bycie wyrodnym rodzicem dla innych normalny stan. 

Nie będę się tutaj mądrzyć, nie po to założyłam blog - chcę pokazać Wam że można być rodzicem i cieszyć się z tego stanu. Nie trzeba rezygnować z wyjść do kina, wyjazdów i romantycznych wieczorów z mężem tylko dlatego że jest się rodzicem. Dom nie musi być zaniedbany a obiad nie ugotowany. My jesteśmy tego żywym przykładem.

Będę pisać o rodzicielstwie, choć wiem że wiedzę mam jeszcze ubogą bo Młoda to moje pierwsze dziecko. Mam wśród znajomych wiele rodzin z dziećmi i wiele pozytywów jak i negatywów o których myślę że warto wiedzieć jak się planuje rodzinę czy po prostu by podyskutować na ten temat. 
Uwielbiam gotować i jak to mówi T. odkąd zamieszkaliśmy razem moje umiejętności z dnia na dzień są coraz lepsze. Ostatnio wpadł nawet na pomysł bym poszła do Hell`s Kitchen:) Mam wiele sprawdzonych przepisów autorskich ale nie tylko. Chętnie się z Wami nimi podzielę. 

Nie tylko w mojej ocenie ale i w ocenie innych jestem mistrzem organizacji. Jak M. była jeszcze w Polsce zawsze mi mówiła "Nie wiem jak Ty to robisz. Masz dziecko a nie widać by cokolwiek się zmieniło. Dom sterylny, obiad ugotowany, wszystko poprasowane, zakupy zrobione, ty i umalowana i włosy zrobione" :) To miłe gdy nie tylko mąż Ci mówi takie rzeczy. Tym również chętnie się z Wami podzielę.


A tak poza tym to będę pisać tak po prostu. Dla siebie i dla Was jeśli ktokolwiek zechce to czytać:)

Uciekam teraz bo ciężkie popołudnie przede mną, mamy imprezę rodzinną a jak wrócimy to odpływam w świat gotowania - jutro obiad z przyjaciółmi i sporo pracy przede mną bo niestety jak to ja, nic normalnego nie mogę ugotować:)

A.

0 komentarze:

Fajnie być Matką Liczba komentarzy: 0

A może by tak........

Z zamiarem zrobienia czegoś co będzie tylko MOJE zanoszę się już od dłuższego czasu.
 
T. (mąż, miłość mojego życia) codziennie chodzi do pracy, widuje się z ludźmi nie siedzi w domu jak ja.
M. (przyjaciółka na lata) za granicą, pozostał jedynie kontakt mailowy lub telefoniczny.

Moje potrzeby zeszły nijako na dalszy plan. O blogu/stronie myślałam już długo. Nie mogłam się jednak zdecydować... gotowanie, porady o wychowaniu dziecka, dobra organizacja domu... mętlik w głowie. Stwierdziłam: "a czemu by nie stworzyć czegoś co połączy to wszystko w jedność?"

I tak oto tu jestem.

 Jeśli zechcecie ze mną tu być, znajdziecie porady: jak sprytnie zrobić coś na szybko w domu gdy wpadają niezapowiedziani goście, jak być matką by nie zwariować, sprawdzone przepisy różnych treści, tęsknota za M. oraz przemyślenia życiowe...:)

Mam nadzieję, że choć jedna osoba będzie miała przyjemność z czytania :)

Więcej o mnie i o tym co tutaj znajdziecie w kolejnym poście.
A teraz lecę do Młodej bo właśnie się obudziła z porannej drzemki.

A.

0 komentarze: